Telewizja od wielu lat nie jest już czymś, z czym lubię wchodzić w jakąkolwiek interakcję. Jak wielu innych młodych ludzi zastąpiłem ją YouTubem, platformami streamingowymi i internetem. Mimo to wszyscy żyjemy dziś otoczeni ekranami. Nieważne, czy patrzymy w telewizor, monitor czy telefon – sens pozostaje ten sam: nieustanna konsumpcja treści. Dystopicon bierze ten motyw i zamienia go w niepokojącą wizję przyszłości.
Akcja gry rozgrywa się w dystopijnym państwie, gdzie największą wartością jest posłuszeństwo. Nasz jedyny obowiązek to oglądanie telewizji, bo głównie w ten sposób zarabiamy pieniądze potrzebne do zaspokojenia podstawowych potrzeb w Dystopicon. Dopiero zdobycie wysokiego statusu obywatela pozwala awansować i opuścić ciasne mieszkanie (zamieniając je na lepsze, lecz równie ciasne mieszkanie).
Świat gry skrywa więcej, niż początkowo mogłoby się wydawać. Za oknem wybuchają zamieszki, sąsiedzi znikają, a kolejne listy i scenki odsłaniają kulisy funkcjonowania totalitarnego państwa. Problem w tym, że fabuła rozwija się bardzo nierównomiernie. Po kilku ciekawych wydarzeniach gra potrafi zostawić nas na kilkanaście minut z samym pilnowaniem wskaźników, przez co tempo opowieści wyraźnie siada.
Zobacz również: Deltarune Rozdział 5 – recenzja gry. W cieniu kwiatów

Rozgrywka opiera się na zarządzaniu czterema potrzebami: zdrowiem, komfortem, głodem i rozrywką. Większość czynności kosztuje pieniądze, a ich wykonywanie wyłącza telewizor, czyli nasze główne źródło dochodu. Sam telewizor oferuje kilka kanałów zapewniających różne korzyści. Jedne zwiększają dochody, inne poziom obywatelstwa czy rozrywki. Początkowo system działa całkiem dobrze, jednak bardzo szybko pokazuje wszystkie swoje możliwości i przez resztę gry niewiele się zmienia.
Od czasu do czasu możemy złapać szczura, pozbierać śmieci, czy podjąć się prostych zadań takich jak przepisywanie kodu z ekranu komputera. Jednak są to jedynie krótkie przerywniki. Zamiast rozwijać rozgrywkę, tylko na chwilę odrywają od patrzenia w telewizor, a jedyny ich sens tkwi w zarabianiu jeszcze większej ilości pieniędzy.
Nie przekonuje również system obywatelstwa. Gra sprawdza jego poziom dopiero pod koniec każdego etapu trwającego blisko 30 minut, więc przez większość czasu możemy działać przeciwko systemowi, a chwilę przed zakończeniem po prostu kilka razy przełączyć TV na odpowiedni kanał i błyskawicznie odzyskać maksymalny wynik. Mechanika, która miała wymuszać podejmowanie decyzji, staje się przez to praktycznie bez znaczenia.
Zobacz również: HellSlave II Judgment of the Archon – recenzja gry. Klasyka gatunku

Problemem Dystopicon jest też to, że w pewnych momentach gra po prostu zdecydowanie się dłuży. Nowe mechaniki pojawiają się rzadko, fabuła potrafi rozwijać się z dużymi przerwami, a kolejne etapy sprawiają wrażenie niepotrzebnie przydługich. Monotonia stanowi oczywiście część przesłania gry, ale twórcom nie udało się sprawić, by była ona jednocześnie angażująca dla gracza.
Dystopicon ma świetny pomysł, ciekawy klimat i potrafi skłonić do refleksji nad propagandą, kontrolą społeczeństwa i uzależnieniem od mediów. Niestety interesująca koncepcja nie idzie w parze z równie angażującą rozgrywką. To produkcja pełna dobrych pomysłów, którym zwyczajnie zabrakło lepszego wykonania.
fot. główna: Materiały promocyjne

