Niebo nad Normandią – przedpremierowa recenzja filmu. Czasem słońce, czasem deszcz

Czy pogoda może mieć wpływ na wynik wojny? Anthony Maras w swoim najnowszym filmie Niebo nad Normandią udowadnia, w bardzo przekonujący sposób, że jak najbardziej. Czasami nawet małe okienko pogodowe jest w stanie przesądzić o zwycięstwie lub klęsce.

Niebo nad Normandią to produkcja oparta na prawdziwych wydarzeniach poprzedzający D-Day. Film jest ciekawym spojrzeniem na wojnę, bowiem losy świata zależą tu od… pogody! Eisenhower (Brendan Fraser) na 72. godziny przed rozpoczęciem akcji ściąga do siebie znanego meteorologa Jamesa Stagga (Andrew Scott). Mężczyzna, chłodny w podejściu, jest prawdziwym profesjonalistą i musi zmierzyć się z ekspertem od strony amerykańskiej – Irvingiem Krickiem (Chris Messina). Panowie mają zupełnie różne prognozy, a atmosfera gęstnieje coraz bardziej. Od D-Day zależą dalsze losy wojny.

Zobacz również: Miłość, śmierć i dojrzewanie w Camp Miasma – recenzja filmu. Ciała i płyny ustrojowe

Mogłoby się wydawać, że Niebo nad Normandią okaże się produkcją nijaką. W pierwszej chwili trudno bowiem wyobrazić sobie, że film, w którym główny prym wiodą pomiary meteorologiczne i obserwowanie warunków atmosferycznych może przyciągnąć uwagę. Jednak Anthony Maras poprowadził historię naprawdę zgrabnie, sprawiając, że już od pierwszych scen napięcie rośnie. Utrzymuje się niemal do napisów końcowych, momentami osiągając zawroty poziom. Śledzimy kłótnie w zespole, przyglądamy się wojnie dwóch specjalistów i czekamy na rozwój kolejnych wydarzeń. Wychodzi to brawurowo i ani razu podczas seansu nie poczułam znużenia, co rzadko się u mnie zdarza w przypadku produkcji o tematyce wojennej.

Chociaż Niebo nad Normandią to przede wszystkim opowieść o Staggu i Andrew Scott wypada w tej roli świetnie, to mimo wszystko całą uwagę ściąga Eisenhower w wykonaniu Brendana Frasera. Aktor wcielił się w wybuchowego i bezwzględnego generała, który od samego początku wzbudza zarówno strach, jak i szacunek. Dużym plusem produkcji jest to, że pokazano go z różnych perspektyw – nie tylko jako agresywnego przełożonego. W filmie pojawia się również Kay Summersby (Kerry Condon), asystentka Eisenhowera. Podczas ich wspólnych scen, kiedy są tylko we dwie, poznajemy drugą stronę Eisenhowera. Zmartwionego, przepełnionego smutkiem oraz niewysłowionym strachem. Przede wszystkim zaś ludzkiego. Dzięki temu bohater zyskał wielowymiarowość, a Brendan Fraser po raz kolejny udowodnił, że plasuje się w pierwszej lidze Hollywood.

Zobacz również: Gwiazdozbiór Psa – recenzja filmu. Odtwórczy bałagan

Kadr z filmu Niebo nad Normandią
Kadr z filmu Niebo nad Normandią

Nie mogę jednak wybaczyć twórcom ostatnich scen Nieba nad Normandią. Zdecydowanie powinien się skończyć nieco wcześniej. Uniknąłby wtedy wpadania w tani sentymentalizm i banał, który sprawił, że zamiast pod wrażeniem, wyszłam z kina zażenowana. Tym bardziej, że zanim dochodzi do tej okropnej końcówki to mamy naprawdę mocno naładowaną emocjami akcję podczas D-Day, gdzie do ostatniej chwili stresujemy się pogodą i jej nieprzewidywalnością. Czułam się oszukana podwójnie, bo przy pożegnaniu Stagga nie pojawił się Eisenhower, więc zdążyłam pomyśleć, że odchodzimy od tanich wzruszeń, ale potem nastąpiła sekwencja, przy której straciłam wiarę w Anthony’ego Marasa.

Niebo nad Normandią brawurowo utrzymuje napięcie i uwagę widza. Bohaterowie są pełni emocji i poświęcają się całkowicie swojemu zadaniu. W tym samym czasie przeżywają prywatne dramaty, które w tym momencie muszą jednak zejść na dalszy plan. Dzięki temu jeszcze lepiej rozumiemy ich motywację. Zabrakło mi jedynie głębszego spojrzenia na Kricka, bo został sprowadzony do przechwalającego się sukcesami rywala głównego bohatera, który w kluczowym momencie przechodzi przemianę wewnętrzną. Brakuje mi jego przeszłości, bo jest to ledwo muśnięty temat. Sam Chris Messina nadał swojemu bohaterowi charakter i chciałabym po prostu zobaczyć go więcej.

Zobacz również: Sunny Dancer – recenzja filmu. Słodko-gorzkie zakończenie wakacji

Kadr z filmu Niebo nad Normandią
Kadr z filmu Niebo nad Normandią

W produkcji poza spektakularnymi scenami batalistycznymi, którym towarzyszy pompatyczna muzyka, cała akcja rozgrywa się w gabinetach. Z minuty na minutę ogromna posiadłość się kurczy, a ścieżka dźwiękowa przywodzi na myśl tykający zegar. Tak jak upływa czas, tak rosną emocje, a wraz z nią dylemat głównego bohatera. To na jego barkach spoczywa podjęcie najważniejszej decyzji: ruszamy czy nie ruszamy. I to napięcie oraz niepewność są mocno odczuwalne. Wszak pogoda zmienną jest.

Fot. główna: kadr z filmu Niebo nad Normandią

Plusy

  • Trzyma w napięciu do samego końca
  • Brawurowy Brendan Fraser

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Tanie i ckliwe zakończenie filmu
  • Za mało Kricka
Katarzyna Jarczak

Tiara przydzieliła ją do Slytherinu. Kocha kino skandynawskie, a w szczególności duńskie. Do tego stopnia, że postanowiła się nauczyć tego języka. Jej celem jest przeczytanie manifestu Dogme 95 w oryginale. Dzień bez obejrzenia filmu lub odcinka serialu uważa za stracony. Uwielbia festiwale filmowe. Uprawia pole dance, a od niedawna gra na perkusji. W wolnych chwilach czyta książki.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze