Lato się kończy. Za oknem, wkrótce zrobi się deszczowo, a świat powoli zasypuje nas jesiennymi kryminałami. A gdyby tak nadać wrześniowi nieco barw i obejrzeć Najlepszych z najlepszych na Netfliksie?
Czasami film nie musi być niezwykle oryginalny, aby nas bawił. Czasem do wywołania uśmiechu na twarzy widza wystarczą utarte schematy, które po prostu zostały przedstawione w ciekawy sposób. Tak właśnie jest z najnowszym filmem Leny Khan, którego scenariusz napisali Hasan Minhaj i Prashanth Venkataraman. Najlepsi z najlepszych może i nie są wybitną produkcją, ale jednocześnie ogląda się ich z dużą przyjemnością. Zwłaszcza, gdy do typowych dla bohaterów rozterek dochodzą tańce rodem z Bollywood.
Fabuła filmu jest naprawdę prosta. Dwie przyjaciółki – Maya (Maitreyi Ramakrishnan) i Anjali (Priyanka Kedia) – rozpoczynają swój pierwszy rok nauki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles – UCLA. Tam dołączają do szkolnej drużyny tańca bollywoodzkiego, która planuje wygrać krajowe mistrzostwa. Bohaterki muszą zmierzyć się z nowymi znajomościami, konfliktami, a także własnymi problemami, mogącymi zagrozić ich przyjaźni.
Zobacz również: Folwark zwierzęcy – recenzja filmu. Że co, proszę?!
Tak jak można się spodziewać po opisie, film serwuje nam dość typową historię o dorastaniu, przyjaźni i poznawaniu samego siebie. Losy postaci, przez większość czasu, podążają utartymi schematami, a jeśli ktoś widział więcej niż dwie tego rodzaju produkcje, to z łatwością się domyśli, jak zakończą się niektóre wątki. Znajdzie się też tu kilka uproszczeń fabularnych i momentów, które działają tylko jeśli przymkniemy nieco oko. Jednocześnie sama historia jest na tyle lekko poprowadzona, że film ogląda się po prostu przyjemnie, a widz nie czuje potrzeby, aby co chwilę sprawdzać, ile jeszcze minut pozostało do końca. Muszę nawet przyznać, że sama wciągnęłam się w seans bardziej, niż się spodziewałam.
Na pewno pomagają tutaj główne bohaterki. Zarówno Maya, jak i Anjali są sympatyczne. Miło się patrzy na ich przyjaźń, a także na ich wspólne przekomarzanki. Żadna z nich nie jest idealną osobą i film im to wypomina, a jednocześnie wciąż można z nimi sympatyzować. Jedyny problem jest taki, że chociaż większość rozterek postaci da się zrozumieć, to kilka z nich pozostało raczej tylko na papierze, zamiast zostać pokazane na ekranie. Na przykład o rzekomo jednej z największych wad protagonistki dowiadujemy się tylko dlatego, że inni bohaterowie mówią o tym wprost. Na całe szczęście nie dzieje się tak z każdą cechą charakteru postaci.

Zobacz również: Totalna magia 2 – recenzja. Świat się zmienia, czar siostrzeństwa trwa
Lekkości całej historii dodaje humor. Nie powiedziałabym, że Najlepsi z najlepszych są wybitnie zabawną komedią, ale kilka sytuacji wywołało u mnie uśmiech. Dobrze tutaj działają też dialogi, które nawet jeśli nie wpasowują się w poczucie humoru każdego, to i tak potrafią umilić seans.
Oczywiście najmocniejszym punktem całego filmu są bez cienia wątpliwości bollywoodzkie tańce i muzyka. Aktorzy tańczą dobrze, sceny taneczne ogląda się świetnie, a scenografia cieszy oko. Co więcej, każda z zaprezentowanych choreografii jest naprawdę kreatywna i ciekawa tematycznie. Na przykład nie miałam pojęcia, że można tak dobrze połączyć bollywoodzki taniec i kowbojskie klimaty, a jednak twórcy udowadniają, że to jak najbardziej wykonalne. Dodatkowo, dzięki swojej różnorodności, układy przyciągają wzrok i nie wydają się powtarzalne.

Zobacz również: Katastrofa w duecie – recenzja filmu. Przyjaźń przekracza granice
Film oferuje sympatyczną historię o dorastaniu i odnajdywaniu samego siebie, jakich w popkulturze istnieje wiele. Ciężko powiedzieć o nim coś więcej niż to, że jest to dobra pozycja na miły seans w jesienny wieczór. Jeśli liczycie na oryginalną produkcję, ten film nie jest najlepszym wyborem. Jeśli natomiast szukacie niezobowiązujecego tytułu ze świetnymi scenami tańca, to Najlepsi z najlepszych są warci rozważenia.
Fot. wyróżniająca: materiały promocyjne (Netflix)

