Z okazji stulecia pierwszego wydania Kubusia Puchatka A. A. Milnego wydawnictwo Egmont przygotowało komiks Kubuś i Przyjaciele, który opowiada historię z animowanego filmu z 2011 roku. I chociaż z ogromną przyjemnością wróciłam do misia o bardzo małym rozumku, trudno ukryć, że przekładanie filmu na panele komiksowe ma swoje mankamenty.
Kubuś Puchatek to bajka mojego dzieciństwa. Czytałam i oglądałam wielokrotnie, co się dało, i darzę postać sumpatycznego misia dużym sentymentem. Popkultura dość często wytwarza kolejne dzieła związane z Puchatkiem, od bajek dla kolejnym pokoleń przez twory typu Kubuś Puchatek i filozofowie czy horrorowe nieudane wersje. Tym razem przyszedł czas na komiks Kubuś i Przyjaciele, który przenosi kadry animacji na karty komiksu.
Zobacz również: A gdyby…? – recenzja komiksu. Z wielką mocą przychodzi wielkie kwakanie
Trzeba przyznać, że wydanie momentalnie przenosi w czasie. Kreska i tusze odpowiadają animacji z 2011 roku, która przedstawiła jeden z najbardziej rozpoznawalnych wizerunków Kubusia Puchatka. Tygrysek, Prosiaczek, Kłapouchy i reszta postaci również wyglądają identycznie, więc zanurzenie się w tym komiksie jest po prostu powrotem do dzieciństwa. Wydanie ma też barwione brzegi, udające plastry miodu, oraz wstęp z okazji stulecia pierwszej powieści, który przyjemnie wprowadza w klimat.

Fabularnie komiks jest zbiorem mini-przygód Puchatka, które dobrze znamy: zagubiony ogon Kłapouchego, poszukiwanie miodku oraz łapanie potwora, który porwał Krzysia (a imię jego szkoła). Nie zobaczymy tu nic nowego, co więcej – nie pamiętam może animacji co do minuty, ale niektóre panele jeden do jednego odpowiadają scenom z bajki. Wszystko to sprawia, że mamy raczej powrót to tej postaci w innej formie, zapewne trochę też przedstawienie Puchatka kolejnemu pokoleniu dzieciaków.
Zobacz również: Najlepsze bajki Disneya
O ile dorosły czytelnik z sentymentem wybaczyć może dużo, Kubuś i Przyjaciele ma jednak trochę problemów. Po pierwsze, piosenki. To nigdy nie działa i nigdy nie będzie działać w komiksach, bo po prostu nie ma jak. Piosenka z ekranu wpadnie nam w ucho (albo nie, trudno), ale ciągnące się przez kilka stron refreny pokroju „miodek, miodek, miodek” po jednym słowie na panel, wyglądają po prostu komicznie. A piosenek mamy tu sporo, w końcu podstawą jest bajka dla dzieci.
To największa wada, która notabene wybija z rytmu czytania, ale są też drobne niedociągnięcia. W przekładzie gubi się żart, mimo że tłumacze zwykle radzą sobie świetnie. Nie mogę odżałować, że najzabawniejsza sekwencja „Can you tie a knot? No, I cannot knot? Oh, so you can knot! (…)” nie bawi w ogóle i nawet nie ma próby przełożenia tego z grą słów. Drugą rzeczą, której nie mogłam ścierpieć, jest efekt rozmycia w niektórych kadrach. Wygląda to nie jak celowe działanie, ale jakby ktoś zbytnio przybliżył kadr z oryginalnej animacji, a potem wkleił go w komiks bez żadnej refleksji.
Zobacz również: Jak widzę świat – Kubuś i przyjaciele – recenzja książek dla dzieci
Niemniej jednak, Kubuś i Przyjaciele przynosi komfort i sentymentalny powrót do bajki z dzieciństwa. Ma też duże szanse zainteresować młodego czytelnika, bo jest ładnie wydany i w zasadzie zawiera the greatest hits, które od stu lat bawią kolejne pokolenia czytelników.

Data premiery: 23 września 2026 r.
Autor: Opracowanie zbiorcze
Stron: 372
Oprawa: twarda
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z wykorzystaniem oficjalnej okładki/Wydawnictwo Egmont.

