51. edycja Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych dobiegła końca. Nagrody rozdane, a emocje opadły, dlatego pora je ponownie przywrócić. Podyskutujmy o filmach, które oceniliśmy podobnie lub zupełnie inaczej. Czy nasz finałowy ranking pokrywa się z wyborami tegorocznego jury?
Zobacz również:
Najlepsze polskie filmy, część II: 1970-1989
Najlepsze filmy 2026 roku
Cudze chwalicie, swego nie znacie
Mój pierwszy raz na Festiwalu w Gdyni. Zaskoczenia i rozczarowania 50. Edycji FPFF
Dwoje redaktorów Popkulturowców – Artur Bednarczyk i Weronika Petelczyc – udało się w tym roku do Gdyni na FPFF, gdzie oboje obejrzeli sporo filmów. Postanowili więc porównać opinie o dziewięciu produkcjach z Konkursu Głównego, które razem widzieli. W dalszej części artykułu znajdziecie tu także opinie o filmach z festiwalu, których nie udało im się wspólnie zobaczyć. Na koniec redaktorzy zestawiają swoje rankingi filmów.
Dobry chłopiec
Weronika:
Dobry chłopiec to z pewnością jeden z filmów z tegorocznego Festiwalu, który zostanie mi w pamięci. Dobór aktorów satysfakcjonuje, fabuła trzyma w niepewności, a niekonwencjonalność wydarzeń sprawia, że wcale nie potrzebujemy łańcucha przymocowanego do szyi, aby obejrzeć film do końca.
Prowokacyjny pomysł – świetna realizacja. Dobry chłopiec to szalony thriller Janka Komasy, który nie boi się wprowadzać widzów w moralny dyskomfort. Jednocześnie ta niewygoda przeplata się z cudownie groteskowym humorem i fenomenalnym Stephenem Grahamem. W końcu, czy nam się to podoba czy nie, każda relacja jest rodzajem łańcucha
Nasza recenzja: Dobry chłopiec – recenzja filmu. Nasz „nowy” syn
Hot Spot
Tygrys, cyberwiedźma i Andrzej Konopka w spódnicy. W nowym filmie Agnieszki Smoczyńskiej każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak czy ktokolwiek odnajdzie się w całości Hot Spotu ? Ja osobiście nie. Produkcja ewidentnie dla otwartych osób, które lubią dzieła przyprawiające o zawrót głowy. Chociaż nie wiem, jak bardzo pojemny mózg trzeba mieć, aby przyswoić tyle informacji, uporządkować je i znaleźć (albo choć spróbować znaleźć) w nich sens.
Agnieszka Smoczyńska postawiła wszystko na jedną kartę – piękny wizualnie retrofuturyzm. Świat przedstawiony wydaje się być całkiem intrygującym komentarzem społecznym, a kicz rodem z lat osiemdziesiątych bywa urokliwy. Niestety, kiedy poznamy prawdziwą fabułę, czeka nas rozczarowanie. W rezultacie okazuje się ona niezwykle miałkim, o dziwo, rodzinnym melodramatem, za którym trudno nadążyć. Seans szybko zaczyna męczyć i nudzić, ponieważ następujące scenom brakuje akcji, dobrych występów aktorskich, a przede wszystkim emocji.
Nasza recenzja: Hot Spot – przedpremierowa recenzja filmu. Mamy science fiction w domu
Ojczyzna
Pawlikowski już dawno stworzył gatunek filmowy, wychodzący w polskim kinie poza skalę oceny. Reżyserując Ojczyznę, postawił poprzeczkę niezwykle wysoko. Idealnie skrojone czarno-białe kadry, interesujący scenariusz, a przede wszystkim postacie ukazujące obraz społeczeństwa szukającego po wojnie tożsamości i przeżywającego rozłam. Pawlikowski na podstawie biografii Manna przedstawia, jak człowiek jest bezsilny wobec historii, którą sam tworzy.
Nigdy nie było mi blisko emocjonalnie do dzieł Pawlikowskiego, ale zmieniło się to wraz z Ojczyzną. Choć śledzimy bardzo prostą historię, a dokładniej pierwszy w karierze reżysera film drogi, który działa dzięki centralnemu konfliktowi pokoleń i refleksjom zostawionym widzowi. Co ważne, nie pyta tylko, czym właściwie jest dla nas ojczyzna, oraz jak po największych tragediach ludzkości można przejść do porządku dziennego, ale mówi także o tym, jak autorytety, nawet z pięknymi przemowami, nigdy nie zmienią świata.
Nasza recenzja: Ojczyzna – recenzja filmu. Wielkie idee a ciche tragedie
Powiedz mi, co czujesz
Trudno mi powiedzieć, co czuję po obejrzeniu nowego filmu Łukasza Rondudy. Z jednej strony jest to cicha, dość intymna celebracja ludzkich uczuć, zachęcająca do refleksji nad wstydem, miłością, relacjami z rodziną i wszystkim tym, co czyni z nas ludzi. Jednak z drugiej strony sens niektórych scen stoi pod znakiem zapytania, a film może wydawać się jedną, wielką terapią. Może właśnie o to chodziło Rondudzie? O stworzenie filmowej terapii o burzliwym okresie dojrzewania, nieprzepracowanych traumach i emocjach, które przerastają właścicieli. Być może skutecznie zachęci widzów do pracy nad sobą.
Warszawska Nowa Fala, czyli nierealistyczne „filmowe portrety generacji Z”, nadal trwają w najlepsze, lecz ich poziom z roku na rok się obniża. Jednocześnie nie mogę powiedzieć, że Powiedz mi, co czujesz nie ma utalentowanych aktorów, ładnych zdjęć czy klimatycznych piosenek. Mówi też parę mądrych rzeczy o odnajdywaniu siebie, szczerości z partnerem oraz przepracowaniu emocji poprzez sztukę. Tylko dla mnie brakuje tu ciekawszej fabuły. Nie pomaga fakt, że stylizowany na „terapeutyczny” dialog bywa żenujący, a scena, w której bohaterowie sikają w spodnie, co ma być metaforą terapii ekspozycyjnej, to tylko wisienka na torcie.
Przez ścianę

Osobisty faworyt, wprost arcydzieło. Nigdy nie spodziewałam się, że losowy, obejrzany trochę z nudów film będzie w stanie wzbudzić we mnie tyle emocji. Jest to przykład, ile można zdziałać dzięki genialnej grze aktorskiej, która często nie wymaga nawet wypowiedzianych słów. Główną rolę gra tutaj dźwięk niepochodzący z ludzkich ust, ale wyrażający więcej, niż byśmy się spodziewali. Z niecierpliwością czekam na kolejne filmy Sobieszczańskiego.
Nie jestem fanem twórczości Macieja Sobieszczańskiego, ale autentyczna historia przedstawiona w Przez ścianę brzmiała poruszająco. Niestety surowy, rwany montaż okrutnych scen sprawił, że seans był dla mnie prawie nie do zniesienia. Dopiero w drugiej połowie narracja zaczyna być mniej naturalistyczna, a i tak mało wiemy o głównych bohaterach. Największe wzruszenie poczułem w ostatniej minucie, kiedy pokazana została fotografia prawdziwych osób, którzy zestarzały się w miłości

