Nasza rewolucja
Film dla fanów polskiej historii, szczególnie lat 70. i 80. XX wieku. Nasza rewolucja to produkcja jak najbardziej potrzebna, chociażby w celach edukacyjnych. Właśnie dzięki takim dziełom kolejne pokolenia mogą zgłębiać tajemnice Polskiej Republiki Ludowej, a pamięć o ludziach, którzy poświęcili całe swoje życie na walkę o ojczyznę, będzie nadal żywa. Podsumowując, jest to solidna propozycja, może i niewyróżniająca się wyjątkowo na tle innych, ale wciąż jest warta obejrzenia.
Daleko mu do Ministrantów, ale najnowszy film Piotra Domalewskiego uważam za udany. Przede wszystkim dzięki skupieniu się na romansowi Kuroniów. Dowiadujemy się wiele o ich relacji, problemach, także w życiu prywatnym, co rzadko mamy szansę zobaczyć w polskim kinie historycznym. Słychać było, że wiele osób na sali uroniło łzy pod koniec, choć nie byłem jedną z nich. Z kolei solidarnościową część filmu też dobrze się ogląda, ale nie mówi nam wiele, czego byśmy nie wiedzieli. Za to teledysk do piosenki Jak my Korteza i Kaśki Sochackiej, który stanowi epilog historii, to prawdziwe cudo.
Czas, który nie nadszedł
Weronika:
Polskie kino wprost obfituje w historyczne i biograficzne produkcje. Zamiast tego Julia Rogowska postanawia przerwać tę passę, stawiając nie na przeszłość, ale na przyszłość. W obrazie technologicznej dystopii snuje opowieść o zagubionej miłości, która zachęca nas nie tylko do stawiania pytań, ale również do snucia wątpliwości. Co prawda, niektórzy mogą mieć pretensje, że film daje zbyt mało odpowiedzi, ale osobiście uważam, że przyjemniej jest nawet zostać w tej niepewności, posiedzieć z własnymi przemyśleniami i być może nigdy nie dostać ostatecznego rozwiązania.
Artur:
Nadszedł czas na mojego osobistego faworyta. Intrygująca dystopia okazuje się tylko przykrywką dla poruszającego ludzkiego dramatu. Życiowa rola Agaty Kuleszy, a pod względem dźwięku, efektów specjalnych oraz scenografii robi wielkie wrażenie. Być może doprecyzowanie zasad świata przedstawionego podbiłoby stawkę, a utworu BUBBLETEA jest tu zdecydowanie za dużo, ale emocjonalnie absolutnie mnie kupił. Kino skłaniające do refleksji, w przyjemnej i momentami zabawnej formie.
EXOTIC
Weronika:
To niewątpliwie film, który trafił do określonego grona odbiorców, co udowadnia śmiech i reakcje widzów w czasie oficjalnego pokazu z twórcami. Atutem jest Jaśmina Polak, mistrzowsko odgrywająca rolę dość sarkastycznego millenialsa. Niektóre żarty bawią, inne żenują, ale chyba właśnie taka jest konwencja. Może to nie kino wysokich lotów, ale dzięki niemu z pewnością można odlecieć na półtorej godziny i zapomnieć o codzienności.
Artur:
Dosyć naiwna i przewidywalna historia. Problemy jak niska samoocena są pokazane poprzez wewnętrzna narrację bohaterki i głównie służą komedii. Jednocześnie charakter Mili sprawia, że łatwo jej kibicować, a poszczególne sceny są na tyle odjechane i śmieszne, że ostatecznie wychodzi się zadowolonym z seansu. Nawet jeśli EXOTIC niedaleko do telewizyjnego programu o życiu modelek.
Filmy, których razem nie obejrzeliśmy
Co zobaczył Artur?
Mniej obcy
Początkowe sekwencje biograficznej produkcji o Lady Pank, raczej odstraszają widza. Ciągła narracja z offu, sprane kolory i odhaczanie kolejnych etapów życia muzyka. Ciekawiej by było, gdyby twórcy skupiliby się jedynie na fragmencie kariery. Aczkolwiek, młoda obsada ma między sobą dużo chemii, sala wielokrotnie wybuchała śmiechem, a parę momentów sprawiło, że autentycznie uroniłem łzy. Przyjemny, choć odtwórczy, film biograficzny zyskujący na przebojach znanych przez całą Polskę.
Ma to sens
Choć zwiastuny i plakat nie wróżyły nic dobrego, opis na tyle mnie zaciekawił, że stał się moim pierwszy obejrzanym filmem na festiwalu. Zaskakująco urocza opowieść, która opowiada o depresji, neuroróżnorodności oraz sensie życia w bardzo lekkiej i przystępnej formie. Z jednej strony łatwo polubić dwójkę bohaterów, a jednocześnie nie jest to komedia romantyczna. Z drugiej strony, jakoś połowa żartów trafia, bywa groteskowo, a muzyka brzmi tanio i wielokrotnie powtarza się ta sama melodia, co psuje odbiór. Niemniej miła niespodzianka.
Dziki, dziki wschód
Dostajemy sprawnie poprowadzoną intrygę, a jednocześnie mieszankę gatunkową dramatu wojennego, dreszczowca i westernu. Realizacyjnie i aktorsko nie mam większych zarzutów, poza faktem, że spodziewałem się czegoś zupełnie innego po tej historii. O ile śledzi się ją z zaciekawieniem, poszczególnym wątkom nie daje się wybrzmieć, a komentarz na temat nacjonalizmu wydaje się zbyt oczywisty. Mimo to na plus należy zaliczyć wstrząsające zakończenie.
Spiritus Sanctus
Krótkometrażówek widziałem tylko pięć w ramach bloku pierwszego. Spośród nich Spiritus Sanctus był moim zdecydowanym faworytem. Cudowny, satyryczny portret Polski późnych lat dziewięćdziesiąt, który trafił idealnie w moje poczucie humoru.
Co widziała Weronika?
Kobieta stanu wolnego

Jeśli podobało wam się Perfect Days Wima Wendersa, jest szansa, że w Kobiecie stanu wolnego znajdziecie coś urzekającego. Jako debiut reżyserski film wypada naprawdę dobrze. Eliza Godlewska i Alan Ruczyński zwracają uwagę na bezdomność, która wymyka się powszechnie uznawanym stereotypom. Co prawda nie zakwalifikowałabym tego filmu jako wyjątkowo odkrywczy, ale nadal, to jak najbardziej produkcja potrzebna, gdyż często zapominamy, aby spojrzeć na ludzi z bardziej ludzkiej strony.
Zima pod znakiem wrony
Nikt nie spodziewał się, że z opowiadania Olgi Tokarczuk, które jest jednocześnie obowiązkową lekturą w szkole średniej, da się stworzyć film akcji. Przyznaję, że oczekiwałam kina bardziej artystycznego, z duszą i głębią. Jednak po dwóch godzinach przesiedzianych na kinowym fotelu stwierdzam, że Zimą pod znakiem wrony to Szybcy i wściekli w wersji polskiego stanu wojennego. Ostatecznie jest klimat, są zalążki oniryzmu, ale brakuje po prostu serca.

