Dawno temu widziałam na Twitterze wpis, że Arthur Conan Doyle jest obrażony, że ludzie wciąż czytają Sherlocka Holmesa, a Bram Stoker jest wzruszony, że wciąż czytamy Draculę. Co poczułby, gdyby zobaczył kolejne śliczne wznowienie, które przyciąga kolejnych wielbicieli klasyki grozy?
Dracula to powieść, której naprawdę nikomu przedstawiać. Hrabia z Transylwanii, zmieniający się w nietoperze, kontrolujący mgłę i przemieniający swoje ofiary w kolejne wampiry – znamy go wszyscy. Dracula to ojciec Edwarda, Stefana i Damona, wampirów z Czystej Krwi, a nawet wampira energetycznego z Co robimy w ukryciu. Bram Stoker stworzył postać…cóż, krwistą, i chociaż Dracula ujrzał światło dzienne (hihi!) w 1897 roku, sięgnięcie po tę książkę w 2026 roku zapewnia bardzo żywy dreszcz emocji.
Zobacz również: Wampir – recenzja książki. Who are you, Reymont???
Za najnowsze wznowienie odpowiada wydawnictwo Replika, którego seria Klasyki grozy to prawdziwa uczta dla oka. To zawsze pięknie wydane książki, które na mojej półce stoją grzbietem do wewnątrz, ponieważ brzegi barwione wyrazistymi kolorami, wzbogacone o ozdobne symbole, wyglądają wspaniale. Dracula jest oczywiście krwistoczerwony, ma poskręcane gotyckie wzory i piękny kielich na brzegach. Na okładce natomiast widnieje sam hrabia, unikający wzroku czytelnika.

Czytałam kiedyś tę powieść w ramach słynnego newslettera Dracula Daily, który pozwala czytać wpisy do dzienników bohaterów zgodnie z datami, rozkładając lekturę na cały rok. Nie oddaje to jednak gorączkowego zagłębienia się w lekturę i prawdziwego jej przeżycia tak, jak dobra wieczorna sesja czytania, a już na pewno nie jesienią.
Powieść Brama Stokera to wspaniała powieść grozy, która słusznie zawładnęła wyobraźnią tylu pokoleń czytelników i twórców. Dzisiaj sięgając po tę książkę, wiemy oczywiście wszystko o tytułowym hrabii, sposobach odstraszania wampirów i ich cechach charakterystycznych. Niemniej jednak powieść czyta się z zapartym tchem, a strony są aż ciężkie od niepokoju bohaterów, nabożnej obawy, a w pewnym sensie nawet konspiracji. Tylko to wąskie grono, któremu przewodzi doktor Van Helsing, wie o istnieniu wampirów. Istnieje jedynie Dracula i wampiry przez niego stworzone. Dzisiaj w kulturze arena dla wampirów jest już tłoczna, ale tutaj jesteśmy na samym początku.
Zobacz również: Universal Monsters: Dracula – recenzja komiksu. Prawdziwy wampir w klasycznej odsłonie
Czy możecie sobie wyobrazić, jakim uczuciem musiało być przeczytanie Draculi w 1897 roku? Zamczysko, w którym krąży przerażające widmo, ginące dzieci, tajemnicze ranki na szyi i niepewność, czy wszyscy nie tracą rozumu. I oczywiście domowe sposoby odstraszania wampirów, takie jak czosnek czy drewniany kołek, które common folk mogli bez trudnu zdobyć, aby się obronić. Czytając tę ikoniczną powieść, myślę ze wzruszeniem o Bramie Stokerze, który nigdy nie umrze, chociaż niekoniecznie jest rozpoznawalny ze wszystkich swoich dzieł.
Jak bardziej mogę zachęcić do sięgnięcia po Draculę? Klasyki literatury mają tendencję utykać na liście do przeczytania, a ta książka na to nie zasługuje. Halloween czy nie, długie jesienne wieczory z ciemnością za oknem to idealny czas na taką lekturę i jest ona tak przyjemna, że z żalem dociera się do ostatniej strony.

Autor: Bram Stoker
Tłumaczenie: Tomasz Kupczyk
Oprawa: twarda, barwione brzegi
Stron: 576
Data premiery: 15 września 2026 r.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Replika. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z wykorzystaniem okładki/Wydawnictwo Replika.

