W rocznicę 90. urodziny Agnieszki Osieckiej, 9. października, w Teatrze Rampa odbyła się premiera musicalu opartego na życiu artystki. Czy jej historia sprawdza się w takiej formie? Da się w skrócie opowiedzieć tak skomplikowaną biografię?
Reżyserka Lena Frankiewicz podczas krótkiego przemówienia po premierowym zagraniu spektaklu Osiecka. Dzikość serca przyznała, że projekt powstał w oparciu o jej ogromną miłość do twórczości Agnieszki Osieckiej. Trudno tego nie zauważyć, bo artystka została przedstawiona w sposób wielowymiarowy i z dużym zarozumieniem. Zaś jej barwne życie stało się naprawdę dobrym fundamentem do angażującej historii, którą da się zamknąć w ramach musicalu. Scenariusz do sztuki napisała Sandra Szwarc, a za muzykę odpowiedzialny jest Mariusz Obijalski.
Zobacz również: Osiecka – recenzja spektaklu. Kto tam u ciebie jest

Patrząc na tytuł spektaklu: Osiecka. Dzikość serca trudno nie mieć skojarzeń z filmem Davida Lyncha. Już sam plakat stylistycznie nawiązuje do twórczości kultowego reżysera. Nie chodzi jednak tylko o warstwę wizualną. Agnieszka Osiecka przedstawiona w spektaklu jest pełna sprzeczności, buzują w niej emocje, a najważniejsze wartości to wolność i miłość. Momentami bywa humorzasta i nieznośna, ale ciągle szuka swojej drogi i miejsca w świecie. Jest kobietą z krwi i kości, z lepszymi i gorszymi momentami. Przede wszystkim zaś ma ogromny głód życia. Przypomina nam za co tak kochamy Agnieszkę Osiecką.
Na scenie mamy dwie główne bohaterki: Agnieszkę oraz Osiecką. Pierwsza z nich jest kimś na wzór ducha artystki, druga jest jej młodszym odpowiednikiem. Obydwie prowadzą nas przez historię życia Agnieszki Osieckiej, wyodrębniając najważniejsze punkty w życiorysie poetki. Często sprzeczają się ze sobą i mają odmienne spojrzenie na wiele kwestii. Towarzyszy im również Agata – córka głównej bohaterki, która przygląda się młodości matki, starając się zrozumieć jej wybory. Bywa trudno, zwłaszcza kiedy pojawiają się wątki związane z alkoholizmem, złamanym sercem, porzuceniem czy chorobą, ale spektakl jest bardzo dobrze wyważony. Nie brakuje też zabawnych scen czy wzruszających momentów, a przede wszystkim gloryfikacji życia.
Zobacz również: Wnuczka Picassa – recenzja spektaklu. Masterclass manipulacji

W starszą wersję Agnieszki wciela się Magdalena Kumorek. Zaś w młodszą Osiecką Agata Łabno. Obydwie aktorki radzą sobie na scenie rewelacyjnie, tworząc niejednoznaczny portret kobiety, której daleko od romantyzowanej postaci poetki. Zresztą na scenie wielkokrotnie padają hasła, że Agnieszkę Osiecką należy przedstawić taką jaką była naprawdę. Bez patosu, bez kłamstw i bez lukru. Taką właśnie bohaterkę dostajemy. Z krwi i kości, pewną siebie i świadomą swojego talentu. Ciągle goniącą za miłością. I ceniącą sobie nade wszystko wolność. Osiecka. Dzikość serca wprowadza też kilka kontrowersji. Padają pytania o to czy poetka napisałaby tak świetne teksty gdyby była trzeźwa (i zostaje w to zaangażowana publiczność!). Niekiedy bohaterwie starają się usprawiedliwić jej porzucenie dziecka czy zdrady. Od tych trudnych tematów nie da się odejść, mówiąc o życiu Agnieszki Osieckiej.
Poza głównymi bohaterkami na scenie pojawiają się ważne postacie z życia poetki. Artyści, kochankowie, nowe miłości, muzycy, pisarze. Wielobarwnt artystyczny krajobraz Warszawy intensywnie wybrzmienia na tle kolejnych dekad. Zwłaszcza w ciekawy sposób przedstawieni są ukochani Agnieszki Osieckiej – przez jej pryzmat, bo przecież to ona oprowadza nas po swojej historii. Wejście Witka intelekualisty czy pojawienie się na scenie Marka Hłaski wywołały żywe reakcje i dużo śmiechu. Chociaż naśmiewa się z nich, to mimo wszystko żywi do nich dużo czułości i jest to odczuwalne. Świetnie wypadły też przekomarzania między Agnieszką a Osiecką, w których jedna przekonywała drugą, że wcale się tak nie zachowywała.
Osiecka. Dzikość serca korzysta z repertuaru piosenek Agnieszki Osieckiej. Są one przedstawione w nowych aranżacjach, momentami zaskakujących, które jednak świetnie uzupełniły biografię artystki. I jak się okazało, świetnie się sprawdzają w musicalu! Dopasowanie utworów było naprawdę zaskakujące i udowodniło po raz kolejny jak aktualna jest twórczość poetki. Ponadto twórcom udało się pokazać na scenie kolorową i roztańczoną Warszawę. Kostiumy świetnie oddają ducha epoki, a Agata Łabno w drugiej części ma na głowie charakterystyczny dla Agnieszki Osieckiej kapelusz, który w pewnym momencie stał się jej znakiem rozpoznawczym. Sama scenografia też się sprawdza – jest tu miejsce dla orkiestry, wybieg, przytulny pokój z fotelem czy barek.
Zobacz również: American Beauty – sprostowanie – recenzja spektaklu. Amerykański sen do poprawki

W spektaklu kilka razy zaangażowana zostaje widownia, a jeden moment był dla mnie bardzo sprawnym przykładem podprogowej manipulacji. Na scenie, niemal od początku, przewija się postać Maryli Rodowicz (w tej roli rewelacyjna Anna Mierzwa). Ma na sobie charakterystyczne kultowe stroje piosenkarki, ale w pewnym momencie nosi dres z napisem Małgośka. Przemyka co jakiś czas na scenie, sprawiając, że widownia coraz bardziej się nakręca. Wreszcie pada hasło, że czas na zabawę i publiczność zostaje zachęcona do wybrania kolejnej piosenki Osieckiej do wykonania na scenie. I nic dziwnego, że tak nakierowani widzowie wybierają właśnie Małgośkę.
Największym minusem spektaklu jest niestety Marcin Januszkiewicz. Aktor pojawia się w podwójnej roli: Marka Hłasko oraz dragowej Marzenki. Wcześniej wspomniałam, że pojawienie się na scenie Hłaski wywołuje olbrzymie emocje. Dzieje się tak głównie za sprawą jego charyzmy i charakteryzacji. Słabym punktem scen z Marcinem Januszkiewiczem jest to, że często mówi w bardzo niewyraźnie i w niezrozumiały sposób. Z kolei wprowadzenia postaci Marzenki zupełnie nie rozumiem z innych przyczyn. Miałam wrażenie, że element drag jest tu wykorzystany na siłę, tak aby tylko odhaczyć wątek LGBT+. Szkoda, bo musical świetnie się broni, więc takie tanie senasacje nie są tu potrzebne.
Podczas spektaklu Osiecka. Dzikość serca często ze sceny padają zarzuty, że wiele osób zna piosenki Agnieszki Osieckiej, a nie zdaje sobie sprawy z tego, że to właśnie ona jest ich autorką. Trudno nie przyznać tu racji i naprawdę cieszy mnie fakt, że powstają takie musicale. To nie tylko okazja do poznania twórczości jednej z najzdolniejszych polskich poetek w historii, ale również pretekst do tego, aby poznać jej biografię. Agnieszka Osiecka nie była chodzącym ideałem, ale miała w sobie tę tytułową dzikość serca. To ciekawa biografia nieoczywistej kobiety, która zdecydowała się żyć na swoich warunkach. I taka była do samego końca.
Fot. główna: materiały prasowe Teatr Rampa

