Pięćdziesiąt trzy procent pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes i średnia 5,5 na Filmwebie. Tak krytycy oceniają najnowszy film zdobywcy pięciu Oscarów, w którym zagrał Tom Cruise. Widzowie mają o nim lepsze zdanie. Świadczy o tym siedemdziesiąt pięć procent pozytywnych opinii widzów na Rotten Tomatoes, średnia 7,0 na Filmwebie oraz 3.9 na platformie Letterboxd. Teraz w obronie filmu postanowiły stanąć gwiazdy Hollywood.
Podczas podcastu Happy, Sad, Confused Ben Affleck, promował swój nadchodzący film dla Netflixa. Animals. Kontynuując opowieść o swoim reżyserskim debiucie, aktor podkreślał znaczenie tworzenia interesującego kina. Jego anegdota stała się punktem wyjścia do krótkiej obrony najnowszego filmu Alejandra Gonzáleza Iñárritu, Diggera.
To trochę przypomina sytuację z prześladowaniem w szkole średniej. Szczerze mówiąc, teraz widzimy coś podobnego w przypadku Diggera. Wszyscy chcą świętować porażkę tego filmu, jakby była to najbardziej ekscytująca rzecz, jaka się wydarzyła. A ty myślisz sobie: „To całkiem ambitny i interesujący film, zrealizowany przez ciekawych, utalentowanych ludzi”. Tymczasem wszyscy chcą tylko liczyć pieniądze. Ile zarobił, ile stracił… nieważne. Moim zdaniem, jeśli zaczniemy karać filmy za to, że podejmują ryzyko, to wiecie, co dostaniemy w zamian? Całą masę beznadziejnych, ujednoliconych filmów, bo nie da się stworzyć czegoś naprawdę interesującego, jeśli nie zaryzykuje się i nie postawi wszystkiego na jedną kartę.
W obronie filmu stanęła także Jane Fonda.
Digger to fascynujący, odważny i ważny film, stworzony przez prawdziwego artystę kina — meksykańskiego reżysera Alejandro Inárritu, laureata Oscara. Ten film pozwala nam zobaczyć inną stronę odwagi Toma Cruise’a. Przyjęcie tej roli było z jego strony wielkim i śmiałym ryzykiem. Spisał się znakomicie i wykazał się ogromną odwagą. Dał z siebie wszystko, w stu procentach wcielając się w tę postać. To samo można powiedzieć o Johnie Goodmanie, Rizie Ahmedzie i Jesse’em Plemonsie. Film w oryginalny i — owszem — ryzykowny sposób próbuje obudzić nas i uświadomić nam powagę kryzysu klimatycznego. Mam nadzieję i modlę się o to, by poczta pantoflowa przyciągnęła do kin kolejnych widzów, bo pod względem artystycznym to dzieło niezwykle odważne i niekonwencjonalne, a zarazem bliższe prawdy niż jakikolwiek podobny film nakręcony do tej pory. Przesyłam uściski, całusy i wielkie BRAVISSIMO wszystkim zaangażowanym w ten projekt! Nie przestawajcie być odważni, Tomie i Alejandro‼️
Zobacz również: Digger – recenzja filmu. Najbardziej nowatorska produkcja XXI wieku

Na platformie Letterboxd swoją recenzję zostawiła też Anne Hathaway.
Uwielbiam ten genialny film. Jest inteligentny, odjechany, bezkompromisowy, zabawny i ambitny. Warto znaleźć czas, żeby go obejrzeć i samemu wyrobić sobie zdanie. Moja ocena? 10/10.
Meksykański reżyser Guillermo del Toro – trzykrotny zdobywca Oscara, twórca m.in. Labirtyntu Fauna, Kształtu wody oraz Frankensteina – zabrał głos na platformie X. Skrytykował recenzję filmu portalu IGN na krótko przed jego piątkową premierą. Pomimo że nie była negatywna, portal przyznał produkcji ocenę sześć na dziesięć i wpisem zachęcał widzów by zamiast iść do kina poczekali, aż film będzie dostępny na platformie HBO Max
Co za złośliwy nagłówek. Można ten film kochać albo nie. Ja go kocham. Ale niepodważalnie film robi wrażenie rozmachem, ambicją i skalą oddziaływania, które najlepiej docenić na wielkim ekranie. Odważny, śmiały i złożony pod względem filmowym. Zdecydowanie jest to doświadczenie, którego należy doświadczyć w kinie.
Reżyser przypomniał, że z podobnym przyjęciem jak Digger spotkały się filmy, które później uznano za klasyki kina. Jako przykład podał między innymi Króla komedii Martina Scorsese oraz Big Lebowskiego braci Coen.
Najbardziej entuzjastycznie o filmie wypowiedział się aktor Mandy Patinkin, znany z filmu Narzeczona dla księcia i serialu Homeland. Opisał film Digger w reżyserii Alejandra G. Iñárritu jako „natychmiastowy klasyk” i powiedział, że to „jedno z najwspanialszych dzieł filmowych, jakie kiedykolwiek widziałem w całym swoim życiu”.
To niesamowite dzieło. Przywraca kinu serce i duszę. Proszę, proszę, proszę, biegnijcie! Nie idźcie, biegnijcie, żeby go zobaczyć! Sala kinowa była wypełniona po brzegi. Kiedy film się skończył, widzowie po prostu siedzieli, a na ekranie przesuwały się napisy końcowe. Bezruch. Wiecie, jak rzadko zdarza się, żeby ludzie nie zerwali się od razu z miejsc, nie zaczęli gadać, przewijać czegoś w telefonach albo przechodzić do kolejnej rzeczy? Panowała cisza, pełna zachwytu, wdzięczności, smutku i zdumienia — zarówno nad samym filmem, jak i nad światem, na którego kształt sami pozwoliliśmy.
Wypowiedział się także o polaryzujących opiniach krytyków.
To, że recenzenci tak bezlitośnie krytykują ten film, jest dla mnie niepojęte. Każdy, kto miesza to dzieło z błotem, powinien zrobić sobie badanie mózgu albo obejrzeć je ponownie, bo najwyraźniej nie zwracał uwagi. To jedno z najbardziej odważnych, oryginalnych i prowokujących dzieł sztuki, jakie widziałem. Wielkie brawa dla każdej osoby, która przyłożyła do niego rękę. Oddałbym własną prawą rękę, żeby zagrać w tym filmie choćby epizod (jestem praworęczny). Nie słuchajcie Rotten Tomatoes. Znajdźcie prawdziwego człowieka, który widział ten film. Posłuchajcie, co ma do powiedzenia. Pomidorek, pomidorek! Walić te idiotyczne procentowe rankingi i całe to bzdurne zamieszanie. To takie głupie. Idźcie zobaczyć ten film!
Zobacz również: Konfrontacje filmowe. Jak oceniamy tytuły z 51. edycji FPFF?
W Polsce film zadebiutował na siódmym miejscu w zestawieniu najchętniej oglądanych produkcji. Obecnie zbliża się do pułapu trzydziestu tysięcy widzów. To mniej niż otwarcie Primetime z Robertem Pattinsonem, który w pierwsze trzy dni od premiery miał czterdzieści tysięcy widzów. Globalnie film z Tomem Cruisem zarobił 37 milionów dolarów. Piętnaście pochodzi z USA, a dwadzieścia dwa z reszty świata. Prognozuje się, że ostateczny wynik filmu w światowym box office wyniesie około 50 mln dolarów.
Ponieważ kina zatrzymują około połowy wpływów ze sprzedaży biletów, Variety szacuje, że film musiałby zarobić około 350 mln dolarów, aby pokryć wszystkie koszty. Film może przynieść straty w wysokości 245 milionów dolarów, stając się jedną z największych finansowych klap w historii kina. Prawdopodobnie dołączy do tak niesławnych produkcji jak John Carter – między 255 a 280 milionów dolarów strat oraz The Marvels – 237 milionów dolarów strat. Niezależnie od wyników finansowych, film budzi duże emocje. Wczoraj na seans produkcji w formacie IMAX udał się sam Christopher Nolan. Na ten moment nie znamy jego opinii.
Źródło zdjęcia głównego: Warner Bros (materiały promocyjne)

