Amerykański przyjaciel – recenzja spektaklu. O wojnie ludzkim głosem

Dialog. W klasycznym teatrze podstawa, a w polityce i na wojnie – potężne narzędzie manipulacji. Spektakl Amerykański przyjaciel korzysta z dialogu zarówno w formie, jak i treści. Nowa realizacja od Teatru Telewizji to studium konfliktu, przyjaźni, ale przede wszystkim ostrzeżenie na dzisiejsze czasy.

Maciej Wojtyszko sięga do źródeł biograficznych. W ten sposób reżyser i autor sztuki Amerykański przyjaciel buduje niezwykły pomost między przeszłością a teraźniejszością. Tym bardziej potęguje wydźwięk stwierdzenia “historia lubi się powtarzać”. Spotkanie Isaaka Babla z Merianem Cooperem szuka sedna bolszewickiej rewolucji, rozlewu krwi i chorych ambicji Rosji. I nie znajduje go. Jednak to historia, która sięga do ludzkiej tragedii rosyjskiego pisarza żydowskiego pochodzenia i amerykańskiego pilota. Te pozostają zwykle w cieniu niezrozumiałych wielkich idei. Wojtyszko dobitnie i z ogromną wrażliwością obrazuje wycinek z życia ofiar działań Rosjan. Niemniej stosuje do tego stereotypową wizję wojennej opowieści, która momentami nuży.

Zobacz również: Oresteja – recenzja spektaklu. Pokłosie wojny

Amerykański przyjaciel
fot. materiały prasowe

Teatr Telewizji coraz częściej stawia na spektakle bliższe filmom. Zdecydowanie taki był otwierający obecny sezon Król Maciuś Pierwszy. Czasem niektórzy twórcy decydują się jednak stosować klasyczny teatr słowa, jak w przypadku Eziego czy właśnie Amerykańskiego przyjaciela. Dzięki temu w centrum historii znajdujemy Marcina Czarnika i Bartosza Gelnera, którzy nawiązali wręcz filozoficzną relację. Przede wszystkim Czarnik jako Isaak Babel zderza w sobie strach i odwagę razem z prawdą i wolą przetrwania. Czuć w jego grze ciężar myśli bohatera, który stara się pomóc innemu człowiekowi. W rozmówcy ewidentnie widzi swoje lustrzane odbicie, erudycyjnie przedstawione przez Gelnera grającego Coopera. Obydwu łączy słowo, kultura i precyzja różnych, choć wzajemnie cenionych, poglądów wobec świata.

Z ich zapalczywej dyskusji nie powstają wnioski, których nie znamy. Nie to staje się celem reżysera. To rozważania o bolszewickiej brutalnej wizji jedności i “wolności” wszystkich narodów w zestawieniu z ludźmi walczącymi o tę wizję lub przeciw niej. Wojtyszko przypomina o tym, jak zwykli ludzie są zapominani w polityce i wojnie, choć to oni oddają za wielkie idee życie. Nie zawsze bezpośrednio w walce, a często w wyniku zwykłego, wzajemnego szacunku. Często nawet przypadkiem.

Zobacz również: Wnuczka Picassa – recenzja spektaklu. Masterclass manipulacji

Hugo Tarres
fot. materiały prasowe

Odtwórcom głównych ról aktorsko dorównują również Wiktoria Gorodecka i Hugo Tarres w rolach drugoplanowych. Postać Olgi to jedyna kobieta w spektaklu, a Gorodecka oddaje w tej roli całą kobiecą wrażliwość w zmaskulinizowanym, wojennym świecie. Jej występ śpiewno-taneczny to wzruszająca próba radzenia sobie z żalem i smutkiem. Szkoda, że bohaterka zostaje ostatecznie sprowadzona do roli funkcyjnej, aby ukazać bestialstwo bolszewików. Natomiast Hugo Tarres jako Rodos zbliża się do poziomu sadyzmu z ekstremalną kulturą Christopha Waltza w Bękartach wojny. Tym samym aktor wprowadza swoją postacią często brakujące w inscenizacji napięcie. Docenić należy także niesamowity epizod Krzysztofa Tyńca jako Gedali. W kilka minut łączy w nim miłość do muzyki i istotę człowieczeństwa. Przy czym z Czarnikiem nawiązuje żydowską więź obarczoną przerażeniem, którą puentuje ponurym realizmem.

Maciej Wojtyszko zadbał o naturalne dialogi – w końcu, jak zaznaczyłem na początku, tym stoi Amerykański przyjaciel. Drobne potknięcie zalicza jednak tuż przed finałem historii. Ani Gorodecka, ani Czarnik nie są w stanie grą wyratować lekko i naiwnie brzmiących argumentów skierowanych do generała Budionnego. Przypominają one wręcz dziecko, które broni się przed rodzicami, bo zepsuło zabawkę. Bolszewicki generał nie podaje ich jednak w nadmierną wątpliwość. Nawet biorąc poprawkę na to, że generał i jego towarzysze nie grzeszą inteligencją, manipulacje Babla brzmią w tym słowotoku po prostu niewiarygodnie. Tu należy również powrócić do tematu napięcia, które z Rosjanami nie idzie w parze. W przeciwieństwie do mrocznych scen przesłuchań z udziałem Hugo Tarresa, sam sztab Budionnego przypomina jaskinię troglodytów. Taka wizja z pewnością była zamiarem reżysera. Niestety cierpi na tym wątek więzionego Amerykanina, którego losy wydają się mieć niewielką wagę.

Zobacz również: Osiecka. Dzikość serca – recenzja spektaklu. Musicalowe życie

Amerykański przyjaciel
fot. materiały prasowe

Pijący komedianci rosyjscy podświadomie wciąż są zagrożeniem, lecz spektakl za mało o tym przypomina. Stawka jest wspominana, ale realnie w zasadzie jej nie ma. Wojtyszko bez problemu buduje wewnętrzne napięcie psychologiczne u bohaterów, jednak zewnętrzny suspens po prostu nie działa. W fabule pozostają tylko genialne nawiązania do Sienkiewicza i historii, które nie wystarczają, aby utrzymać uwagę przez całą opowieść.

Tę uwagę przyciągają natomiast zdjęcia wraz ze scenografią i kostiumami. Grzegorz Kędzierski, Wojciech Stefaniak i Zuzanna Markiewicz tworzą przestrzeń bliską filmowi Pojedynek. To taka, która sprawia pozory przyjaznej i ciepłej, aby zwrócić uwagę na zgniłe charaktery bolszewików. A przynajmniej w założeniu. W zdjęciach Kędzierskiego zauważalna jest barwa czerwona. Krwisty kolor to znamię, które noszą bolszewicy jako historyczny symbol terroru.

Amerykański przyjaciel nie jest inscenizacją pozbawioną wad. Niewyczuwalna stawka czy banalne przedstawienie sztabu Budionnego potrafią zniechęcić. Kwintesencją tej historii pozostają jednak ludzie, w których kryje się przerażenie. To momentami nie tylko wzrusza, ale także stara się zwrócić uwagę na współczesne konflikty i agresję Rosji. Wojtyszko stworzył klasyczny dramat historyczno-psychologiczny, któremu czasem brakuje świeżości w refleksjach i odpowiedniego ciężaru dramaturgicznego. Niemniej losy Babla i Coopera fenomenalnie prezentują ich odtwórcy. Więź tych postaci okazuje się świadectwem uniwersalizmu przyjaźni ponad różnicami. Amerykański przyjaciel to spektakl prosty, w którym ludzka wrażliwość nie patrzy na głośne hasła rewolucji. Wojtyszko ostrzega, przypomina i daje poczuć, co się stanie, kiedy słowo nie będzie mówione tylko ludzkim głosem.


fot. główna: materiały prasowe

Plusy

  • Fenomenalne aktorstwo
  • Naturalne dialogi i napięcie psychologiczne
  • Dopracowane zdjęcia, scenografia i kostiumy

Ocena

6.5 / 10

Minusy

  • Brak wyczuwalnej stawki
  • Groteskowo kliszowi bolszewicy
  • Mało świeże wnioski
Krystian Wieczorek

Aspirujący reżyser, a obecnie student dziennikarstwa, którego życiowym hasłem przewodnim jest "always in progress". Kocham poznawać ludzi, wszystko analizować i zajmować prawie każdą sekundę swojego życia. Uwielbiam też astronomię, psychologię i egzystencjalne rozważania.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze