Ponad 160 drzew, roślin i zwierząt, które trzeba odpowiednio dobrać, aby ekosystem działał – to nie wykład z zagospodarowania terenów zielonych, tylko nowa wersja znanej gry – Leśne rozdanie: Smoky Mountains.
Leśne rozdanie: Smoky Mountains to nowa, samodzielna gra z cyklu, w którym buduje się ekosystemy lasów, gór i innych środowisk pełnych roślin i zwierząt. Na początek zaznaczę, że pierwszy raz sięgnęłam po jakiekolwiek Leśne rozdanie, wcześniej w podobnej tematyce trzymając się raczej Ekosystemu. Ta recenzja nie będzie jednak porównaniem tych dwóch gier, ani też porównaniem Smoky Mountains do poprzednich wcieleń gry.
Zobacz również: TOP 10 planszówek na Halloween
Jak to wygląda? Każdy gracz tworzy własny las z rzekami, w którym gromadzi rośliny i zwierzęta tak, aby stworzyć jak najlepszy i najwyżej punktujący ekosystem. Podstawą lasu są karty drzew i rzek, do których dokładamy karty zwierząt: ssaków, płazów, ptaków, ryb czy owadów. Zwierzaki dokładamy z czterech stron drzewa, podobnie z rzekami. Niektóre karty umożliwiają nam dołożenie więcej kart do danego drzewa lub potoku, ale raczej to kilka kart, a nie kilkanaście. Następnie dokładamy karty tak, aby zwierzęta żyły w dopasowanych do nich środowisku.

Runda wygląda prosto, bo wykonujemy jeden z dwóch ruchów: dobieramy karty ze stosu albo zagrywamy kartę z ręki. W drugim przypadku zagrywamy drzewo lub potok, czylo podstawę lasu, lub dokładamy zwierzaka. Każdą kartę opłacamy innymi kartami z ręki, która trafia na polanę. Gracze budują lasy niezależnie od siebie, wspólnym punktem jest polana, czyli tor odkrytych kart, z którego możemy dobierać w trakcie rozgrywki.
Zobacz również: Leśna Straż – recenzja gry planszowej. Przychodzi ptaszek, żaba, jeżyk i mysz do lasu…
Przyznam, że wgryzienie się w grę chwilę zajmuje, bo kart jest mnóstwo, a karty zwierząt są podzielone na dwie części: prawo-lewo albo góra-dół. Mają też efekty i bonusy, co sprawia, że jedna karta położona w czterech różnych miejscach może punktować na cztery różne sposoby. Na początku rozgrywki idzie to w miarę gładko, ale im więcej mamy kart, tym więcej trzeba się namyślić i podliczyć. Można odnieść wrażenie, że punktuje wszystko. Po kiku rozgrywkach wciąż nie jestem w stanie rozgryźć, jaka strategia jest najskuteczniejsza, poza tym, że las trzeba solidnie rozbudować.

Gracze budują więc swoje lasy, rozliczają bonusy i przy okazji poznają nowe zwierzęta. Rozgrywka kończy się, kiedy wyciągniemy trzy karty zimy z talii – wrzucane losowo, ale w dolnej części stosu. Wtedy dochodzimy do najbardziej mozolnego momentu gry – liczenia punktów. Co prawda istnieje aplikacja, która ułatwia liczenie, ale przyznam, że jej nie przetestowałam, bo w grze mamy też notatnik do punktów podzielony na kategorie. Niezależnie jednak, czy to papier, czy ekran, trzeba przejść po kolei przez każde drzewo, sprawdzić wszystkie symbole i ilość danych kart na planszy. W pierwszej rozgrywce przy podliczaniu ponad 200 punktów już mnie nie obchodziło, kto wygrał.
Zobacz również: Gunsen: Bitwa o Toshi Ranbo – recenzja gry planszowej. Wyborna strategia
Z czasem gracz zaczyna jednak ogarniać, co punktuje z czym w jego lesie, i to trochę ułatwia sprawę. Mam wrażenie, że na początku można grać zupełnie w ciemno. Możliwości jest tyle, że trudno jest nie zdobyć żadnych punktów. Nie musimy też skompletować każdego drzewa, więc jest tutaj dużo swobody. Ogrom możliwości sprawia też, że nasz las za każdym razem będzie wyglądał inaczej i możemy naprawdę sporo pokombinować, zanim gra nam się znudzi.

Wyróżnikiem Smoky Mountains w stosunku do innych gier z tej serii są rzeki, które pełnią taką samą funkcję jak drzewa, czyli są podstawą kart. I tutaj nie jestem fanką, bo mimo że rozbudowują możliwości lasu, to są po prostu utrudnieniem. Karty dzielą się bowiem na te z symbolami rzek lub nie – i tak też można je dokładać, co na papierze wydaje się logiczne i niewymagające. Ale karty rzek możemy też dokładać do drzew (w określonych przypadkach). Albo możemy rozpatrywać je samodzielnie czy dołożyć do gatunku „nierzecznego” za pomocą bonusu. To sprawia, że łatwo się zgubić. Potem nagle widzisz, że w Twoim lesie wydra siedzi na drzewie, a wiewiórka w potoku.
Zobacz również: Boss Fighters QR – recenzja gry planszowej. Kooperacja pełną parą!
Zresztą jeśli chodzi o bonusy, to tutaj też trzeba dać sobie chwilę, żeby ogarnąć umysłem wszystkie możliwości. Nie każda karta ma bonus i nie zawsze możemy go wykorzystać, ale tutaj też trzeba uważać – niektóre są jednorazowe, niektóre działają co rundę, inne narzucają. co zbierać, a jeszcze inne – skąd dobierać karty.
Ten ogrom możliwości w moim odczuciu to miecz obosieczny. Z jednej strony mamy dużą regrywalność, bo można testować naprawdę różnorodne strategie, kombinować z punktami i bawić się ilością stworzeń, które mamy do dyspozycji. Z drugiej strony jednak próg wejścia wcale nie jest niski mimo łatwej do opanowania mechaniki gry. Na samym wstępie możliwości są przytłaczające i sprawiają, że nie wiesz, czego pilnować. Co chwilę wymieniasz karty i już nie wiesz, co punktuje z czym. Mogę sobie wyobrazić, że grasz ze znajomi i po jednej rundzie ktoś ma dość, nie dając szansy kolejnej rozgrywce.
Leśne rozdanie: Smoky Mountains będzie więc dojrzewać z czasem, im bardziej odnajdziemy się z kartach i ich punktacji. Prędzej znudzimy się powolnym zliczaniem punktów niż samym układaniem leśnego ekosystemu. A samo wykonanie gry? Poznacie mnóstwo ptaków, ryb, gryzoni, owadów i gatunków drzew z amerykańskich gór i zobaczycie je w pięknym, kolorowym detalu.
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Rebel. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z użyciem oficjalnej okładki/Wydawnictwo Rebel.
