Panicbaby wystąpiła w krakowskim klubie Zaścianek 12 października. Był to pierwszy przystanek trasy This might hurt a little.
Debiut artystki nastąpił po viralowym, znanym głównie na TikToku utworze Claw Marks, a następnie wydaniu epki f u jonathan. Miała również okazję wystąpić jako support u Artemasa w Londynie. Jej brzmienie można określić jako alternatywny pop. Piosenki są pełne szczerych emocji, nostalgii (głównie tęsknota za czasami Tumblr), ale też tzw. feminine rage. Jak sama przyznaje, inspiruje ją estetyka Lany del Ray, Mitski czy MARINY.
Zobacz również: Ozzy & Black Sabbath: Back To The Beginning – recenzja filmu. Święto heavy metalu
Jednak nie jest to pierwszy raz artystki w Polsce – także w lutym tego roku zawitała do warszawskiego klubu Hydrozagadka, w formie mini-trasy promującej nowo wydaną epkę. Miałam szansę uczestniczyć również w tym koncercie, więc wiedziałam czego mniej więcej się spodziewać. Bardzo urzekł mnie jej wokal oraz charakterystyczny akcent. Postanowiłam wtedy, że z pewnością wybiorę się na jej kolejny występ.
Co do samego koncertu w Krakowie atmosfera była magiczna. Już podczas samego kolejkowania udało mi się poznać kilku fanów, z którymi wymieniałam się przypuszczeniami na temat występu oraz ulubionymi piosenkami. Tłum zgodnie z estetyką trasy Sophie miał tiary na głowach, liczne kokardki jako część dopełniająca outfity oraz merch z logiem artystki. Dwójka chłopaków zauważonych i docenionych przez Sophie miała nawet małe anielskie skrzydełka przyczepione do włosów.
Zobacz również: metro – 365 widoków na przyszłość – recenzja albumu. Nie mogło być lepiej
Supportem była Erica Manzoli. Choć muszę przyznać, że jej wcześniej nie znałam, całkiem pozytywnie mnie zaskoczyła. Był to pierwszy raz artystki w naszym kraju, o czym nagrała nawet vloga na swoje social media. Mimo że część tekstów była dla publiczności nowością, nie zabrakło momentów ze świeceniem latarkami i entuzjastycznymi reakcjami pod sceną.
Zahipnotyzowała słuchaczy intymnymi balladami – w tym Burn the Internet, o presji ciągłego porównywania się w Internecie i trudnym procesie radzenia sobie ze stratą bliskiej osoby po zakończonej relacji. Rozczuliła mnie do piosenki Bunny, kiedy wyjaśniła genezę utworu – jej chłopak bardzo często nazywa ją króliczkiem. Podczas jednej z piosenek rozdawała specjalne karty osobom przy barierkach tzw. bilety na księżyc, promujące właśnie wydany mini-album First Girl On The Moon.
Zobacz również: Fontaines D.C. – Dopamine Chamber – recenzja albumu. Rewolucyjny dla rocka
Po godzinie na scenę, po naszych dopingujących okrzykach wyszła Panicbaby w dosadnym futrze oraz stylowym kombinezonie w romby. Zaczęła koncert piosenką Get naked. Byłam pod wrażeniem ludzi wykrzykujących słowa utworu, co widać bardzo dodawało otuchy artystce. Momentami byliśmy bardziej słyszalni niż ona sama. Kolejną niespodzianką okazał się rekwizyt – zabawkowy pistolet. Podczas piosenki Troubled man zaczęły z niego wyfruwać spersonalizowane banknoty z postacią Sophie. Fani byli uradowani próbując łapać gotówkę lecącą ze sceny.

W czasie koncertu nie zabrakło licznych interakcji z fanami – zbijania piątek, przemowy, wspólnego śpiewania do mikrofonu czy nawet brania telefonów na scenę i nagrywanie pamiątkowych filmików. Artystka, podobnie jak na koncercie w Warszawie, ponownie zagrała część swoich utworów na omnichordzie, co tylko dodało klimatu. Pojawiły się również numery z pierwszej epki. Nie zabrakło także jej kultowego coveru Primadonna girl od MARINY. Zaprezentowała wiele niewydanych utworów, które regularnie promuje na swoich socialach – TikToku czy Instagramie. Niemałe poruszenie wywołał utwór częściowo śpiewany po niemiecku – Schnee Engel – co jest u niej zupełną nowością, bo przeważnie tworzy piosenki w języku angielskim. Co ciekawe, artystka na co dzień mieszka właśnie w Berlinie.
Zobacz również: Ashe – The Girl Of Your Dreams – recenzja albumu. Uniwersalne historie w nowej odsłonie
Kluczową rolę pełniły również elementy scenografii – choć proste, to niezwykle efektowne. Jej występ dopełniały liczne kolorowe światła oraz podobnie jak na poprzedniej trasie mikrofon z zaplecionymi różowymi kokardkami. Na koniec wywołaliśmy Sophie okrzykami proszącymi o jej powrót na scenę, po raz trzeci i ostatni zaśpiewania hit Claw Marks.
Po występie zaczekałam i poprosiłam jej producentkę muzyczną o setlistę, która została przyklejona do sceny. Zaskakująca była jednak jej objętość – bo liczy aż trzy strony, gdzie zazwyczaj artyści mają ją w formie tylko jednej kartki! Dodatkowo uroczym faktem były dopiski na niej – wyglądające na jej prywatną „ściągawkę”. Nie zabrakło także obiecanego przez Panicbaby darmowego meet and greetu. Poświęciła czas, aby na spokojnie ze wszystkimi porozmawiać, podpisać merch czy nagrać wspólne tiktoki.
Zobacz również: Najciekawsze koncerty 2026 roku w Polsce. The Weeknd, Bad Bunny, Wu-Tang Clan i więcej!
Po koncercie udałam się również do stoiska z merchem. Do wyboru były dwie koszulki, w tym jedna z limitowanej edycji – dostępna tylko na trasie koncertowej. Oprócz tego, można było również znaleźć jej winyle, a także nowość – breloczki, będące balerinkami z logo artystki. Sophie wyjaśniła nam, że jej marzeniem było zostać zawodową tancerką. Z tego rodzaju nostalgii, za intensywnymi treningami baletowymi, powstał właśnie ten uroczy dodatek.
Koncert Panicbaby był dla mnie świetnym przeżyciem. Erica Manzoli jako openerka również zaskoczyła mnie swoją pozytywną energią oraz licznymi interakcjami z fanami. Natomiast tego charakterystycznego głosu Sophie niełatwo będzie zapomnieć. Setlista była idealnym balansem między smutnymi balladami a odważnymi, pełnymi złości utworami. Publiczność szalała wykrzykując słowa piosenek. Aż trudno mi uwierzyć, że artystka mająca tak popularny utwór i licznych odbiorców w social mediach nadal występuje w małych klubach i na pojedynczych festiwalach w Europie. Wierzę jednak, że wystrzał jej kariery jest bliski. Kto wie? Może za rok zobaczymy ją w warszawskiej Stodole?
Zobacz również: Dawid Podsiadło – Obrotowy Tour – relacja z koncertu w Chorzowie
Tymczasem zostało jej jeszcze kilka przystanków na trasie europejskiej, a jej finał nastąpi 3 listopada w Berlinie. Swoją drogą to całkiem zabawne, bo jedną z piosenek artystki jest I hate Berlin, co stało się inside jokiem niemieckiego fandomu. A jeśli dopiero usłyszeliście o Panicbaby to bardzo polecam zacząć od jej epki f u jonathan.
fot. główna: materiały promocyjne
