W górach szaleństwa, tom 1 – recenzja książki

Za sprawą wydawnictwa Vesper i wspaniałego tłumaczenia Macieja Płazy możemy w ostatnich latach poznawać H.P. Lovecrafta zupełnie na nowo. Świetne wydania zbiorcze opowiadań mistrza grozy, jak Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści, zostały dopełnione przepięknymi wydaniami ilustrowanymi. Najpierw dostaliśmy Zew Cthulhu, a teraz W górach szaleństwa.

W górach szaleństwa to jedno z bardziej znanych opowiadań H.P. Lovecrafta. Nic więc dziwnego, że zaraz po Zew Cthulhu ilustrator Francois Baranger wziął na tapet właśnie tę historię rozgrywającą się na mroźnym terenach Antarktydy. Ten, kto miał przyjemność zapoznać się z poprzednim dziełem Barangera, wie dobrze, czego można się spodziewać i tutaj. Ale napiszę to – jest przepięknie i przerażająco klimatycznie!

Zobacz również: Czy przygodówki point and click to dziś gatunek wymarły?

Ale po kolei. Dla osób niezaznajomionych z opowiadaniem W górach szaleństwa krótki zarys fabularny. Całą historię poznajemy z perspektywy podróżnika i geologa profesora Williama Dyera, który w latach 1930-1931 brał udział w wyprawie na Antarktydę. Celem wyprawy były badania geologiczne związane z erą przed zlodowaceniem tego regionu. Dyer po dwóch latach od wspomnianej podróży postanawia w końcu opowiedzieć całą prawdę o przerażającym znalezisku na tych nieprzyjaznych terenach. Ekspedycja została zorganizowana przez Uniwersytet Miskatonic. Udział w niej wzięli zarówno profesorowie jak i studenci. Wyposażeni w odpowiedni sprzęt do odwiertów z lodzie oraz zaopatrzenie na długie miesiące mieli jeden cel – dokonać przełomowych odkryć. Nikt jednak nie spodziewał się aż tak makabrycznego znaleziska. Na obszarze zlodowaconym od milionów lat udało się bowiem odkryć ślady pradawnej cywilizacji oraz doskonale zachowane okazy bluźnierczych istot. Czy były to stworzenia opisywane w zakazanej księdze Necromicon?

Sposób opowiadania historii W górach szaleństwa nie jest przyjazny dla współczesnego czytelnika. Nie znajdziemy tu grama dialogów, ale za to całą masę niesamowicie szczegółowych opisów. Do tego te często opierają się na fachowych terminach stosowanych przez biologów i geologów. No i jeszcze typowy lovecraftowy styl, na co oczywiście wpłynął okres powstawania opowiadania. Mimo to nie da się powiedzieć, że czyta się to źle, po prostu obecnie autorzy książek przyzwyczajają nas do bardziej przystępnej formy. Sam styl Lovecrafta przyczynia się do ciągłej fascynacji twórczością mistrza grozy – jest to coś niespotykanego, coś innego, i właśnie dlatego skłania kolejne pokolenia do odkrywania historii o Wielkich Przedwiecznych. Klimat wylewa się praktycznie z każdego zdania tekstu. Ciągle chłoniemy opisy, czy to okropnych istot, czy też mroźnych i nieprzyjaznych terenów Antarktydy. Ciarki pojawiają się nie wiadomo kiedy.

Zobacz również: Resident Alien, tom 1 – recenzja komiksu. Lekarz, detektyw i… kosmita?

I jeszcze jakby tego było mało, dostajemy monumentalne ilustracje autorstwa Francoisa Barangera. Trudno oderwać od nich oczy. We wspaniały sposób podkreślają grozę i wrażenie przeszywającego zimna. Ilustracje są pełne szczegółów i każdej ze stron można przyglądać się przez długie minuty, ciągle wyłapując nowe, fascynujące elementy. Dzięki szczegółowości prezentują się bardzo realistycznie, wręcz momentami przywodząc na myśl zdjęcia. Dlatego też na mnie największe wrażenie zrobiły rysunki krajobrazów, szczególnie w drugiej części książki, czyli po przekroczeniu pasma górskiego, gdzie dokonano niesamowitego okrycia. Czy w takim razie można coś zarzucić ilustrowanemu wydaniu W górach szaleństwa? Chyba tylko, że to zaledwie połowa historii, a właściwie jej przedsmak. Prawdziwe cuda czekają nas w drugim tomie, który prawdopodobnie dopiero w przyszłym roku. Niestety nie da się wytrzymać, aby nie sięgnąć po pełną wersję opowiadania.

W górach szaleństwa to wspaniały hołd dla mistrza grozy, H.P. Lovecrafta. Dzięki przepięknym ilustracjom autorstwa Francoisa Barangera możemy na nowo przeżyć tę fascynującą i mrożącą krew w żyłach historię. To gratka dla każdego fana Lovecrafta, a także świetna pozycja na początek przygody z jego twórczością. Zapewniam, potem już nie będzie odwrotu. Wielki Cthulhu nie wypuści Was ze swoich macek.

Ocena: 8.5/10


W górach szaleństwa

Tytuł oryginalny: At the Mountains of Madness
Autor: H.P. Lovecraft
Ilustracje: Francoise Baranger
Tłumaczenie: Maciej Płaza
Wydawca: Vesper
Liczba stron: 64
Oprawa: Twarda
Cena: 69.90 zł

Mateusz Chrzczonowski Opublikowane przez:

Nie zna się, ale czasem się wypowie. Najczęściej na tematy gamingowe, bo na graniu i czytaniu o grach spędził większość życia. Nie ukrywa zboczenia w kierunku wszystkiego, co pochodzi w Kraju Kwitnącej Wiśni czy też niezdrowego zauroczenia kinem z różnych zakątków Azji.

5 1 głos
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze