Chernobylite – recenzja gry. Zona w nowym świetle

Od premiery w 2019 roku serialu HBO Czarnobyl temat katastrofy z 1986 roku na nowo zawitał na ustach ludzi na całym świecie. Doskonale z tematem wpasowało się polskie studio The Farm 51 z ich nową grą Chernobylite, która również odnosi się do tego głośnego wydarzenia. Produkcja z miejsca została porównana do dobrze znanej u nas w kraju serii S.T.A.L.K.E.R., choć – jak się okazało – jest to gra z o wiele ciekawszym pomysłem na siebie.

Na wstępie nadmienię, że Chernobylite testowałem w wersji na konsolę PS4, która premierę miała pod koniec września tego roku – pierwotnie gra ukazał się tylko na PC. Z opinii osób ogrywających produkcję od The Farm 51 na PC wynika, że tytuł sprawował się bardzo dobrze. Chernobylite chwalono za całkiem ładną oprawę graficzną i dobrą optymalizację, dzięki czemu gra działała zadowalająco nawet na starszych konfiguracjach. Widać, że była to produkcja przygotowana pod tę platformę. Na wersję konsolową musieliśmy poczekać trochę dłużej, bo ta ukazała się dwa miesiące po wydaniu PC – premiera zdążyła nawet zaliczyć jedną obsuwę. Nie wróżyło to dobrze konsolowemu portowi. I, niestety, po odpaleniu Chernobylite w wersji na PS4 widać, że coś było na rzeczy. Gra bowiem nie wygląda już tak dobrze, a co najgorsze, ma problemy z płynnością działania – 30 klatek na sekundę nie zawsze jest tu utrzymywane. To tylko takie ostrzeżenie na wstępie – jeśli macie wybór, bierzcie wersję na PC, bo sama gra jest naprawdę intrygująca i warta sprawdzenia.

Zobacz również: Back 4 Blood – recenzja gry. Ja chyba już w to grałem… 

Największym problemem Chernobylite – poza wersją konsolową – był chyba mało konkretny marketing. Zwyczajnie prawie nikt nie wiedział, czego może się spodziewać po tej produkcji. Tytuł gry oczywiście wskazywał na miejsce akcji, ale jeśli chodzi o gameplay, wszyscy stawiali raczej na prostą i liniową rozgrywkę rodem z Metra. Kto mógł się spodziewać, że dostaniemy tu nie tylko całkiem innowacyjny pomysł na rozgrywkę, ale też ciekawy świat oraz bardzo przyjemną fabułę? Zacznijmy więc od historii. Głównym bohaterem jest tu Igor, który wraca do Strefy Wykluczenia 30 lat po awarii elektrowni, aby odnaleźć swoją zaginioną narzeczoną. Igor jednak nie jest ani prostym żołnierzem, ani nawet pracownikiem elektrowni, ale naukowcem, który pracował nad rozpracowaniem właściwości chernobylitu, tajemniczego surowca umożliwiającego miedzy innymi tworzenie portali do teleportacji czy podróży w czasie.

Zobacz również: Metroid Dread – recenzja gry. Protoplasta metroidvanii powraca

W Zonie jednak od feralnego 1986 roku dużo się pozmieniało. Okolicę dawnej elektrowni opanowała tajemnicza organizacja NAR, która obstawiła teren uzbrojonymi najemnikami. Prowadzą tam jakieś podejrzane eksperymenty związane z chernobylitem. Po ponownym wkroczeniu do Zony Igor zrozumiał, że zadanie odnalezienia jego ukochanej Tatiany będzie trudne do wykonania bez wcześniejszej infiltracji bazy wroga. Do tak dużej akcji niezbędne będzie jednak porządne przygotowanie oraz przede wszystkim nowi kompanii. I głównie na tym polega nasze zadanie w Chernolobylite – na udoskonalaniu swoich umiejętności, powiększaniu ekwipunku oraz na wykonywaniu zadań umożliwiających werbowanie nowych towarzyszy.

Fot. Screen z gry Chernobylite

Naszym punktem wypadowym jest baza, którą stopniowo rozbudowujemy i wyposażamy. W tym miejscu możemy zbudować warsztat umożliwiający crafting broni, maszynę do wytwarzania nowych broni czy naboi, małe grządki, w których wyrosną lecznicze zioła, a w późniejszym etapie nawet futurystyczne maszyny umożliwiające przetwarzanie chernobylite’u do naszego śmiercionośnego blastera. Co ciekawe, bardzo ważne jest tu również odpowiednie zbalansowanie rozwoju „militarnego” z rozbudowaniem bazy pod względem komfortu naszych towarzyszy. Jeśli na przykład będziemy wydawać wszystkie surowce na budowanie maszyn, a zapomnimy o nowych łózkach, oczyszczaczach powietrza czy odpowiednim oświetleniu, nasi towarzysze będą niezadowoleni, a w konsekwencji staną się mniej wydajni w zleconych im misjach. Bo gdy my idziemy na ważne misje fabularne, nasi koledzy mogą się udać na rekonesans i na przykład uzbierać dla nas trochę cennej żywności czy innych surowców.

Zobacz również: Deathloop – recenzja gry. „Czy możesz choć raz zrobić tak, żeby nie było nudno?”

Grę zaczynamy mając koło siebie tylko jednego kompana, ale w trakcie postępu fabularnego będzie ich coraz więcej. Bardzo fajnie, że każdy z nowych mieszkańców bazy ma zupełnie innych charakter, przez co nie są oni tylko masą do wykonywania zadań. Szybko można ich polubić. Co więcej, towarzysze mają też inne poglądy na różne sprawy, przez co będą nas zachęć do podejmowania odmiennych decyzji. Wybory odbiegające od ich stanowiska mogą też wpłynąć na relację z nimi, A wybory w Chernobylite pojawiają się w praktycznie każdej ważniejszej misji fabularnej. Od tego, co zdecydujemy, zależeć będzie nie tylko przebieg historii, ale też rozwój sytuacji w Zonie, a także stan naszej ekipy. Przypomnę jednak, że w Chernobylite istnieje podróż w czasie, więc podczas pewnych okoliczności, wnosząc odpowiednia opłatę, będzie można zmienić bieg wydarzeń – element naprawdę innowacyjny, który zrobił na mnie duże wrażenie.

Fot. Screen z gry Chernobylite

Poza rozbudową bazy, crafringiem czy podejmowaniem ważnych decyzji fabularnych jest tu też oczywiście walka. Starcia z uzbrojonymi przeciwnikami nie są jednak wskazaną drogą przechodzenia misji – a przynajmniej nie na początku. Po pierwsze, nasz arsenał jest mocno ubogi, a wymiana ognia to praktycznie pewna śmierć. Jednak co najważniejsze, Igor nie jest żołnierzem. W grze zastosowano wskaźnik zdrowia psychicznego, który momentalnie maleje, gdy każemy biednemu naukowcowi podrzynać gardła innym ludziom. Czasem oczywiście nie da się uniknąć starć, na przykład gdy wybiegnie na nas jakiś mutant. W grze oprócz dziwnych pokrak spotkać możemy jeszcze tajemniczego Czarnego Stalkera, który korzysta z chernobylite’u i jest piekielnie silny – pojawia się, gdy za długo przebywamy w jakiejś lokacji. To takie „małe” utrudnienie, abyśmy za długo nie szukali surowców.

Zobacz również: Ciche Miejsce powróci jako gra!

Chernobylite to spore zaskoczenie tego roku. O grze słyszałem bardzo mało, a moje wyobrażenie co do gameplayu zwyczajnie nie zachęcało do sprawdzenia tytułu. Chernobylite to o dziwo produkcja z ciekawym pomysłem na siebie, który wciąga tym mocniej, im lepiej poznamy mechaniki gry. Polubiłem też dialogi (rosyjski dubbing robi klimat), nieoczywiste postacie, a także fabułę, która nieraz potrafi zaskoczyć. Gdyby tylko ta gra działa lepiej na konsolach… Może wersja na nowe generacje rozwiążę ten problem. Może.

Plusy

  • Pomysł na gameplay
  • Fabuła nie daje się nudzić
  • Klimat (dobrze odwzorowana Zona, rosyjski dubbing, chernobylite i jego możliwości)

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Na konsolach nie wygląda i nie działa zadowalająco
Mateusz Chrzczonowski

Nie zna się, ale czasem się wypowie. Najczęściej na tematy gamingowe, bo na graniu i czytaniu o grach spędził większość życia. Nie ukrywa zboczenia w kierunku wszystkiego, co pochodzi w Kraju Kwitnącej Wiśni czy też niezdrowego zauroczenia kinem z różnych zakątków Azji.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze