The Book of Boba Fett a powroty znanych postaci – ukłon w stronę fanów czy żerowanie na nostalgii?

Powracające postaci w serialu The Book of Boba Fett sprawiają, że łezka się w oku kręci a usta same otwierają z zaskoczenia. Wszystko ma jednak dwie strony medalu.

Ostatnie odcinki Księgi Boby Fetta były jedną z najprzyjemniejszych dla oka rzeczy jakie widziałem oraz jakie zostały wydane pod znakiem Star Wars. Są też przepięknym hołdem, który składają seriale live-action Gwiezdnych Wojen, w stronę poprzednich produkcji filmowych i animowanych. Mimo, że szczerze powiedziawszy z serialem The Book of Boba Fett i samym Bobą Fettem te cudne momenty niewiele miały wspólnego. Dowodzi to, że Disney robi jednocześnie złą robotę i robotę wprost zajebistą.

Zobacz również: Disney+ w końcu z datą startu w Polsce

Pod koniec 6-tego odcinka serialu ujrzeliśmy powrót ikonicznej wręcz postaci z animowanego serialu The Clone Wars – Cada Bane’a. Jest to jeden z najbardziej zabójczych i niebezpiecznych łowców nagród, który nie raz dawał się we znaki między innymi Obi-Wanowi Kenobiemu, czy Anakinowi Skywalkerowi. Złoczyńca zaliczył niespodziewany live-action debiut, w znanym sobie iście bad-assowym stylu.

Cad Bane w serialu The Book of Boba Fett
Cad Bane w serialu The Book of Boba Fett
Czy to dobre dla serialu?

Nie ma plusów bez minusów. Pojawienie się Bane’a w serialu Księga Boby Fetta wywołuje podobną radochę, co powrót Ahsoki czy Boby Fetta w The Mandalorian i jest ważne dla historii, bo może wreszcie wprowadzić nieco więcej akcji. Ostatnie odcinki pokazują nam jednak porażkę, którą odnieśli twórcy. I nie w samym Banie leży problem, bo akurat on jest dla głównego wątku dosyć ważny. Problem leży gdzie indziej. Oprócz niego widzieliśmy więcej powrotów znanych postaci – Ahsoki, Luke’a i Grogu. I to właśnie ich wątki zaburzyły główny nurt serialu. Przez to właśnie najlepsze elementy Księgi Boby Fetta, nie mają nic wspólnego z tytułową postacią.

Na dobrą sprawę w samym serialu działo się… Niewiele. Jedyne, co wyszło pozytywnie to pokazanie, co działo się z Fettem po połknięciu go przez Saarlaca, jednak zawiódł na pozostałych polach. W serialu kompletnie brakuje dynamiki. Powiedzenie, że zapowiadane gangsterskie potyczki na Tatooine zdarzają się rzadko, byłoby przesadą. Boba Fett miał w sobie więcej ikry podczas jednej sceny w The Mandalorian niż we własnym serialu. Liczyliśmy na więcej akcji, a uświadczyliśmy jedynie dziwnego pościgu jaskrawych skuterów i kilka pojedynków z retrospekcji. I tu dochodzimy do meritum. Bowiem najgorsze i jednocześnie najlepsze co spotkało tą produkcję, to stety i niestety powrót Din Djarina. Protagonista The Mandalorian delikatnie mówiąc skradł całe show. Dostaliśmy rewelacyjny powrót tego twardziela, przez który historie z Tatooine zeszły na daleki plan.

Zobacz również: Star Wars: 1313 – wyciekł gameplay anulowanej gry

Ostatni odcinek to nostalgia w czystej postaci. Zobaczyliśmy Grogu. Ujrzeliśmy Luke’a Skywalkera i  byliśmy świadkami budowy pierwszej świątyni Jedi. To piękne, wprost wzruszające. I niestety nie mające nic wspólnego z główną fabułą. Fajnie, że twórcy zdecydowali się na kontunuowanie poprzednich historii i pokazanie, że pamiętają o tamtych postaciach. Ale nie robi się takich manewrów jak wyjmowanie z 7-odcinkowego spin-offa dwóch epizodów i oddawanie ich innym bohaterom.

Spektakularny koniec, czy fabularne rozjechanie?

Do końca serialu pozostał jeden epizod. Poprzednie dwa spowodowały odciągnięcie uwagi widza od tego, co kluczowe w fabule. Bądź co bądź tytuł serialu wskazywał na solowe przygody Fetta. Serial nigdy nie miał się nazywać Star Wars: Historie, więc ładowanie do niego wątków pobocznych nie wpływa pozytywnie. Sprawia to, że osobiście czuję się nieco ograbiony z pełnych potencjału historii o tym słynnym łowcy nagród. Mimo, że jak wspomniałem, otrzymaliśmy cudowne wręcz momenty uwielbianymi przez wielu bohaterami. Liczę na spektakularny finał serialu. Niech Boba Fett ma więcej ekranowego czasu. Bo póki co facet został wypchnięty poza ring.

Czarek Szyma

#geek z krwii i kości. Miłośnik filmów, seriali i komiksów. Odwieczny fan Star Wars w każdej formie, na drugim miejscu Marvela i DC Comics. Recenzent i newsman. Poza tym pasjonat wszelakich sztuk walki, co zapoczątkowało oglądanie akcyjniaków w hurtowej ilości. O filmach i serialach hobbystycznie piszę od kilku lat. Ulubione gatunki to (oczywiście) akcja, fantasy, sci-fi, kryminał, nie pogardzę dobrą komedią czy dramatem.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze