Szczęścia chodzą parami – recenzja filmu. Całkiem niezły rom-kom

Koniec sezonu ogórkowego. Pora wracać do szkoły. Dlatego Polsat uznał, że zrobi nam prezent – wypuszczając nową komedie romantyczną z Tomaszem Karolakiem – Szczęścia chodzą parami. Reżyser Bartosz Prokopowicz z doświadczeniem w tym gatunku (Narzeczony na niby), duet scenopisarski Saramonowicz-Węsierska także. Można oczekiwać, że na pokładzie jest wszystko, co da nam nieoglądalny, głupi rom-kom, jakich w Polsce mamy zbyt wiele. Jednak tym razem jest trochę lepiej. Z naciskiem na trochę.

Malwina (Weronika Książkiewicz) zajmuje się designem. Jej wymarzonym celem jest wykonanie projektu auta. Niestety, szef (Tomasz Karolak) nie potrafi docenić jej talentu, dlatego przydziela jej mało ważne projekty. Z drugiej strony jest Brunon (Michał Żurawski) – najlepszy terapeuta par w Warszawie (który pomaga w filmie tylko jednej parze). Ten to z kolei największy pechowiec świata. Każda kobieta, która się z nim wiąże, zostaje obdarzona klątwą i wszystko jej się sypie.

Zobacz również: Kryptonim Polska – recenzja filmu. Ale zaraz – przecież miało się oberwać każdemu?

Losy tej dwójki przecinają się na ślubie, na który Malwina przybyła wraz z matką. Wybierały się na jakiś pogrzeb, ale skoro już przybyły, to postanowiły zostać. Brunon akurat pomagał parze młodej podjąć decyzję, by byli razem. No i zaczęła się seria spotkań, czułości, przypadków, poznawania się i oczywiście pechowych zdarzeń. O dziwo wypada to na tyle ok, żeby nie skręcało mnie z cringu. Malwina jest tym typem, który określa się jako Manic Pixie Dream Girl. Jest energetyczna, pełna życia, tańczy jak szalona, pomaga znaleźć sens w życiu głównego bohatera, więc jeżeli lubicie tego typu postacie, z pewnością ją polubicie.

Kadr z filmu Szczęścia chodzą parami
Fot. Materiały prasowe

Na szczęście udało się wykreować chociaż jedną postać, która naprawdę bawiła – lekarz Wojtek (Krzysztof Czeczot). Gdy ten się pojawiał, od razu było przyjemniej i zabawniej. Ten dziwny, zawsze uśmiechnięty lekarz jest najlepszym przyjacielem Brunona i pomaga mu w ciężkich chwilach. Jego pomysły, opowieści – to wszystko naprawdę pobudza do uśmiechu. Szkoda, że było go tak mało, bo potencjał był spory. Natomiast duet postaci odgrywanych przez Antoniego Królikowskiego i Klaudię Halejcio mnie aż tak nie bawił. To ta para, która zawsze się ze sobą kłóci, ale nie mogą bez siebie żyć. Choć muszę przyznać, że gdy się pojawiali, to chwilowo odrywałem się od nędznej fabuły.

Zobacz również: Parada serc – recenzja filmu. Zakochaj się w Krakowie, bo w filmie będzie ciężko

No właśnie… Fabuła. Jest typowa do bólu, przewidywalna oraz nudna. Zbyt wiele dzieje się tutaj przez przypadek. Gdy Malwina definitywnie zostaje niedopuszczona do konkursu – ta-dam! Okazuje się, że jest dzika karta i oczywiście dostaje ją nasza bohaterka. Brunon pomylił laptopy i wziął nie tego co trzeba, jego ukochana potrzebowała prezentacji na konkurs. A czemu nie zadzwonił i nie wysłał prezentacji, tylko jechał do niej prawie 300 kilometrów, żeby się spóźnić? Nikt nie wie. Takie przykłady można mnożyć i szkoda nieźle wykreowanych postaci, które muszą robić te głupoty umieszczone w scenariuszu.

Pozostaje pytanie: jak żyć? A nie, to nie tu. Jak ocenić ten film? Z jednej strony Szczęścia chodzą parami to typowa komedia romantyczna. Z drugiej, oferuje jak na ten gatunek dość dużo humoru (scena w knajpie sushi rządzi!) Dlatego dałbym jej szansę, jeżeli nie jesteście fanem tego typu dzieł. Istnieje szansa, że się miło zaskoczycie. Nawet Karolaka nie ma zbyt dużo, więc jak nie teraz dać szansę, to kiedy?

Plusy

  • Postacie są dobrze napisane
  • Jest kilka absurdalnie śmiesznych scen
  • Jak na standardy gatunku - całkiem sympatycznie

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Fabuła odtwórcza
  • Przypadkowość
  • To jednak wciąż komedia romantyczna
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze