Johnny – wywiad z Piotrem Trojanem. Każdy zasługuje na szansę

Dla wielu hospicjum to tylko „umieralnia”. Oddaje się tam bliskich, bo są już zbyt kłopotliwi w opiece. Ks. Jan Kaczkowski pokazał, że tam dzieje się o wiele więcej. O tym i o pracy przy filmie Johnny rozmawiałam z Piotrem Trojanem – odtwórcą roli Patryka Galewskiego, recydywisty i bliskiego przyjaciela ks. Jana.

Kinga Senczyk (KS): Przede wszystkim chcę pogratulować wspaniałej kreacji Patryka w filmie Johnny i nagrody w Gdyni (Festiwal Polskich Filmów Fabularnych). Jest niezwykle poruszający. A powiedz czym ten film jest dla Ciebie?

Piotr Trojan (PT): Dla mnie ten film jest przede wszystkim piękną, zabawną i mądrą historią. Historią o człowieku, o tym, że każdy z nas zasługuje na drugą, trzecią, czwartą, a nawet setną szansę, o tym że w każdym z nas jest to dobro. Ten film pokazuje nam także, żeby nie czekać, tylko po prostu zacząć żyć. Ale jest to też film o śmierci – o której często boimy się mówić lub nie potrafimy. Ja gram Patryka Galewskiego.

Zobacz również: Najlepsze polskie filmy, część II: 1970-1989

KS: Odnalazłeś się w jakiś sposób w tej roli?

PT: Jako aktor zawsze gram najlepiej jak potrafię. Staram się zrozumieć, wyczuć bohatera. Ale nigdy nie próbuję odwzorowywać postaci, a jedynie filtrować rzeczywistość przez swoją wrażliwość. I to chyba działa.

KS: Nawet bardzo dobrze. Oczywiście trzeba oddzielić to co zrobiłeś od faktycznego Patryka. Ale czy czegoś się nauczyłeś może od samego Patryka albo właśnie przy pracy nad tą rolą?

PT: Dla mnie temat, który poruszyliśmy w tym filmie jest niezwykle ważny. Śmiertelna choroba, odchodzenie, pożegnanie to sprawy, o których nawet w rodzinie nie rozmawiamy. Sam dopiero po zakończeniu zdjęć zdobyłem się na taką rozmowę z mamą. Bo u nas hospicjum często kojarzy się z miejscem porzucenia – oddajesz tam kogoś, bo go nie kochasz. A tu nagle widzę, że to jest totalnie coś innego. Do hospicjum trafiają osoby, którym rodzina nie umie lub nie może pomóc. Tu mają profesjonalną opiekę i przede wszystkim spokój. Tu mogą pozwolić sami sobie odejść. Ja się tego wszystkiego nauczyłem w pracy nad tym filmem, przez słowa ks. Jana Kaczkowskiego, przez Patryka, który jest nośnikiem tej całej historii. Pamiętam doskonale historie, kiedy bliscy odchodzili, a ja mówiłem totalne bzdury jak “pokonasz raka”, “damy radę”, “uda nam się”. A teraz wiem, że zupełnie nie o to chodzi. Johnny to także świetna lekcja życia – pokazuje nam, że nigdy nie powinniśmy nikogo skreślać. Przecież gdyby nie ks. Jan to prawdopodobnie życie Patryka wyglądałoby zupełnie inaczej.

Zobacz również: Zołza – recenzja filmu. Oczekujesz 1, a dostajesz 5. Jest git!

Johnny
fot. kadr z filmu „Johnny”/Next Film

KS: Kim dla Ciebie osobiście jest ks. Jan?

PT: Ksiądz Jan był bez wątpienia kimś wyjątkowym. Nie ma go z nami już tyle lat, ale pamięć o nim jest wciąż żywa. Patryk nie był przecież jedyną osobą, której pomógł odmienić życie ten skromny duchowny. Na planie Johnnego miałem okazje bliżej poznać ludzi, z którymi pracował ks. Kaczkowski, zrozumieć jego filozofię. To nadal we mnie rezonuje. Gdybym go spotkał na swojej drodze, to moje życie może również zupełnie inaczej by się potoczyło. Jest to ten dobry Kościół, o którym teraz tak rzadko mamy okazję mówić. A szkoda.

Kinga Senczyk

Kulturoznawczyni, fanka teatru (zwłaszcza musicali), muzyki i tańca tradycyjnego w formach niestylizowanych. Kocha filmy Bollywood, francuskie komedie i łażenie po muzeach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze