Johnny – wywiad z bohaterem filmu, Patrykiem Galewskim. Bardzo za nim tęsknię

Przestępca, recydywista, antybohater. Właśnie kogoś takiego przyjął ks. Jan Kaczkowski pod swoje skrzydła i nauczył latać. W czasie warszawskiej premiery filmu Johnny rozmawiałam z Patrykiem Galewskim – bohaterem książki i filmu.

Kinga Senczyk (KS): Jak się czujesz dzisiaj, tutaj na warszawskiej premierze filmu Johnny?

Patryk Galewski (PG): Emocji jest przeogromna ilość, więc ciężko mi wskazać jakiś taki jednolity kierunek. Są pozytywne, ale też smutne. Sama magia projektu jest piękna, bo opowiada historię o pięknym człowieku, jakim był Jan. I to już jest piękne, wypełnione miłością, czułością. Ale też tym emocjom towarzyszy smutek. Mimo, że Jana już nie ma, tak naprawdę przez długi już czas, to bardzo za nim tęsknię. Staram się trzymać emocje na wodzy, żeby się nie rozkleić i żeby móc rozmawiać.

Zobacz również: Patrz jak kręcą – recenzja filmu. Satyra na brytyjski kryminał

KS: A jak się czułeś, kiedy pierwszy oglądałeś ten film?

PG: Pierwszy raz to było dużo. Ogromnie dużo. Pierwszy raz, kiedy zobaczyłem technicznie jeszcze nie ukończony film, wraz z rodziną Jana i najważniejszymi osobami w jego życiu, z moją żoną, moją córką, to w momencie, kiedy zapaliły się na sali światła po seansie, wpadłem w histerię płaczu. Po prostu rozsadziło mnie emocjonalnie od środka. Pierwszym takim gestem było przytulenie mamy Jana no i ucieczka do toalety. I tak po prostu to wyglądało. Nie potrafiłem w inny sposób zareagować. Widziałem film pięć razy. Miałem tę przyjemność uczestniczyć w przedpremierowych pokazach. I czy był to trzeci raz czy piąty, na pewne sceny jestem już przygotowany, ale jednak w dalszym ciągu nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej na temat filmu. To wszystko wydarzyło się w moim życiu, ja tego doświadczyłem. Takim pięknym scenariuszem jaki się dzieje teraz jest to, że jesteśmy w tym miejscu. Pierwotna idea jaka była związana z powstaniem tego planu była taka, że pamięć Jana będzie trwała na wieki wieków. Mam nadzieję, że ten plan się zrealizuje.

KS: Jak myślisz co ks. Jan powiedziałby na temat tego filmu?

PG: Ukierunkowanie Jana jeśli chodzi o świat filmu był różny. Z racji tego, żeby był człowiekiem bardzo intelektualnie rozwiniętym, mądrym, wrażliwym to też kino było różne. Nie wiem co mógłbym na to odpowiedzieć.

Zobacz również: Matylda – recenzja spektaklu. Hit z West Endu w Teatrze Syrena

Johnny
fot. kadr z filmu „Johnny”/Next Film

KS: W Johnnym dajesz bardzo intymne i cenne świadectwo, Ty i cała Twoja rodzina. Co Cię skłoniło do tego, żeby dać się sportretować w książce i filmie?

PG: Zrobiłem to tylko i wyłącznie po to, oddałem część swojego życia i upubliczniłem, żeby pamięć o Janie trwała na zawsze. Bo on jak nikt inny na to zasługuje. Nie wahałem się długo. Po spotkaniu z Maćkiem Kraszewskim, który napisał ze mną scenariusz, nastąpiła praca całego pięknego pakietu ludzi, którzy stworzyli ten przecudowny projekt.

Kinga Senczyk

Kulturoznawczyni, fanka teatru (zwłaszcza musicali), muzyki i tańca tradycyjnego w formach niestylizowanych. Kocha filmy Bollywood, francuskie komedie i łażenie po muzeach.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze