Kochanica króla – recenzja filmu. Królewski (?) powrót Johnny’ego Deppa

Filmem otwierającym tegoroczną edycję festiwalu filmowego w Cannes była najnowsza produkcja Maïwenn Kochanica króla. Premiera zapewne nie wzbudziłaby tylu emocji, gdyby nie fakt, że w główną rolę, króla Ludwika XV, wcielił się nie kto inny jak Johnny Depp. Biorąc pod uwagę jak bardzo aktor został wyklęty i odrzucony przez środowisko filmowe, wydaje się, że powrót do łask właśnie na festiwalu w Cannes jest dla niego swojego rodzaju odrodzeniem.

Kochanica króla przedstawia historię kurtyzany Jeanne du Barry, która swoją inteligencją oraz urokiem stopniowo wspina się coraz wyżej na drabinie społecznej. W roli Jeanne du Barry wystąpiła sama Maïwenn, która w zgrabny sposób połączyła zarówno reżyserię, jak i aktorstwo. Dlaczego w zgrabny? Bo film jest po prostu poprawny. Wiele już takich historii widzieliśmy i polubiliśmy. Fani kina kostiumowego na pewno będą zadowoleni. Miłość między królem a kurtyzaną? Oczywiście, jest tu możliwa, ale pełna jest przeszkód, które Jeanne konsekwentnie pokonuje. Kobieta jest właściwie nie do zatrzymania.

Zobacz również: Słuchacz – przedpremierowa recenzja książki. Przekręt kryzysowej Ameryki

Brakuje w Kochanicy króla prawdziwych emocji. Maïwenn dwoi się i troi, ale wydaje się cały czas tylko kokietować widownię. Momentami miałam wrażenie, że reżyserka obsadzając siebie w roli głównej ulega samouwielbieniu. Dużo tu uwodzenia, maślanych oczu, zmysłowych póz. Jeanne du Barry jest postacią nudną, co do której ciężko poczuć sympatię. Jej kolejne sukcesy nużą zamiast wzbudzać entuzjazm. Sama miłość do króla wydaje się pozbawiona jakichkolwiek uczuć i właściwie można jej wierzyć tylko na słowo. Zdecydowanie zabrakło tu kobiecej postaci z krwi i kości, jaką chociażby była księżna Elżbieta z W gorsecie Marie Kreutzer z 2022 roku.

Wielki powrót Johnny’ego Deppa na ekrany również nie okazał się zbyt powalający. Aktor snuje się w roli zmęczonego króla Ludwika XV. Jego wykończenie wydaje się wręcz kuriozalne, kiedy weźmiemy pod uwagę ostatnie zawirowania w życiu aktora. Może warto się zastanowić czy obsadzenie Deppa w roli powolnego, zmęczonego króla było zabiegiem celowym czy po prostu Johnny nie podołał aktorskiemu wyzwaniu. Po dawnej legendzie Hollywood właściwie nie ma już śladu. A może za bardzo przyzwyczailiśmy się do ekscentrycznych ról, które Depp najczęściej przyjmował? Odrzucając na bok wszystkie te rozważania, nie da się zaprzeczyć opinii, że Ludwik XV w wykonaniu Deppa jest po prostu, najzwyczajniej w świecie nudny. I tutaj też ciężko uwierzyć w jego szaleńczą miłość do Jeanne du Barry.

Zobacz również: Strażnicy Galaktyki: volume 3 – recenzja filmu. Ostatni sentymentalny taniec

Kadr z filmu
Kadr z filmu

Niemniej Kochanica króla dla fanów romansów i dramatów kostiumowych będzie na pewno filmem przyjemnym. Scenografia oraz kostiumy robią tu fantastyczną robotę, a wątek miłosny (nawet jeżeli pozbawiony namiętności i dość nużący) wywoła westchnienia. Trudno nie zauważyć tu podobieństwa do dramatów kostiumowych z początku lat dwutysięcznych, jak chociażby Kochanice króla (cóż za zbieżność tytułów) z 2008 roku czy Księżna również z 2008 roku. Choć wydawało się, że dramaty i romanse kostiumowe weszły w nową erę i coraz częściej wypowiadają się współczesnym głosem (jak przykład może tu posłużyć rewelacyjny serial Wielka), to Kochanica króla wraca do korzeni. Nie tego oczekiwałam po Maïwenn.

Strzałem w dziesiątkę okazało się za to obsadzenie Benjamina Lavernhe w roli majordomusa, który uczy Jeanne dworskich manier. To postać, która jako jedyna zdaje się być autentyczna. Benjamin Lavernhe jest fantastyczny pod każdym względem. Szybko zdobywa sympatię widzów, dzięki swoim tekstom oraz mimice. Lavernhe nawet zwykłym mrugnięciem pokazuje więcej niż cały wachlarz min, które stroją Maïwenn i Depp.

Zobacz również: The Offer – recenzja serialu. Paramount pręży muskuły

Kadr z filmu
Kadr z filmu

Nie można mówić o Kochanicy króla, nie wspominając o całej aferze z Johnny’m Deppem. Produkcja miała być królewskim powrotem aktora na czerwone dywany i z jednej strony to się udało. Będąc na premierze w Cannes nie dało się przejść obojętnie obok tłumów fanów, którym Depp poświęcił bardzo dużo czasu przed wejściem na czerwony dywan. Jednak przede wszystkim nie dało się nie zauważyć łez w oczach, które aktor skrupulatnie niemal cały czas ukrywał pod ciemnymi okularami. Wydaje się, że branża wybaczyła, przeprosiła i udaje, że nic się nie stało. Szkoda tylko, że powrót nie okazał się fenomenalną rolą, którą Johnny Depp udowodniłby, że wciąż potrafi zaskakiwać i świetnie grać.

Źródło obrazka głównego: kadr z filmu.

Plusy

  • Scenografia i kostiumy
  • Benjamin Lavernhe jako najbardziej charyzmatyczna postać

Ocena

5 / 10

Minusy

  • Przeciętna historia
  • Nużący powrót Johnny'ego Deppa jako zmarnowany potencjał
Katarzyna Jarczak

Tiara przydzieliła ją do Slytherinu. Kocha kino skandynawskie, a w szczególności duńskie. Do tego stopnia, że postanowiła się nauczyć tego języka. Jej celem jest przeczytanie manifestu Dogme 95 w oryginale. Dzień bez obejrzenia filmu lub odcinka serialu uważa za stracony. Uwielbia festiwale filmowe. Uprawia pole dance, a od niedawna gra na perkusji. W wolnych chwilach czyta książki.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze