tik, tik… BUM! – recenzja spektaklu. Rób, a nie gadaj!

Postacie są w tik, tik…BUM! zbudowane kompleksowo. Niosą ze sobą bagaż wspomnień, który czasem jest niewidoczny dla Widza, ale  ma ogromny wpływ na motywacje i emocje na scenie. Rzadko zdarza mi się  oglądając spektakl dostrzegać, że to co prezentowane jest przez aktora w spektaklu to tylko fragment postaci, za którą stoi historia. Tutaj artystom udało się to osiągnąć.

Dodatkowo pomimo wielości bohaterów granych przez jednego aktora czy aktorkę, nie ma możliwości, by je pomylić. Dzięki drobnym zmianom  – modulacji głosu, sposobu chodzenia, czy ubraniu zwykłej czapki – za każdym razem mamy przed oczami kogoś innego. Kostiumy jakie przygotowała Anna Waś nie są spektakularne. To ubrania, które bez problemu odnajdziemy w swoich szafach, ale dzięki temu wiemy, że proste elementy jak okulary czy pompon mogą zmienić jedną postać w inną, a przekazywana ze sceny historia dotyczy też nas.

tik, tik...BUM!
Kadr ze spektaklu tik, tik…BUM! M.Tyszkiewicz (fot.Sandra Duraj)

Nova Scena nie jest przystosowana do monumentalnych scenografii. Jednak w nieco ponad półtorej godziny znajdujemy się m.in. w mieszkaniu Jona i Michaela, w samochodzie, w korporacyjnym biurze, na dachu, sklepie przy 9 alei i na Broadwayu. To wszystko za sprawą scenografii Mariusza Napierały, kilku rekwizytom i wspaniałemu oświetleniu. Do przedstawienia auta wystarczą przecież dwa skórzane fotele, a pianino może też być stołem. Światło pozwala nam na skupieniu uwagi na nadrzędnych w danym momencie elementach, ale też sygnalizuje, kiedy historia dzieje się naprawdę, a kiedy to narracja wewnętrzna Jona.

Zobacz także:Polowanie na osy – recenzja spektaklu. Żądne żądło (nie)sprawiedliwości

Oglądając tik, tik…BUM! dowiecie się, że dobra choreografia nie musi być spektakularna, nie jest potrzebny zastęp tancerzy ani kilometry falban. Używając bardzo lakonicznych środków wyrazu Agnieszka Brańska zbudowała fantastyczny ruch, który w punkt oddaje treść muzycznego dialogu. Tańcząca kłótnia w piosence Terapia to (podejrzewam) katorga dla aktorów, jednak wśród Widzów próżno szukać takich, którzy nie uśmiechną się, patrząc na to jak może wyglądać kłótnia. Zielony sen tańczony na schodach, na których  trzeba uważać na plączący się szalik, karykaturalna propozycja obchodzenia się z ptysiami w Słodycz – cukier czy nawet wspomnienie Piotrusia Pana w Trójce z przodu zatrzymają z pewnością wzrok Widza, a na pewno podbijają warstwę muzyczną i tekstową utworów.

Muzyka grana jest na żywo przez czteroosobowy zespół, który przez cały czas pozostaje w polu widzenia Widza, nie jest schowany w orkiestronie.  Aktorzy mówią tekstami przetłumaczonymi przez Michała Wojnarowskiego. Trzeba przyznać, że jest to tłumaczenie bardzo płynne i dobrze wpasowane w muzykę. Kwestie wypowiadane przez postacie nie brzmią sztucznie, choć nie raz wymagają dobrej dykcji i nagłośnienia.

 tik, tik...BUM!
Kadr ze spektaklu tik, tik…BUM! – M.Franc, M.Dybowski, M.Tyszkiewicz (fot.Sandra Duraj)

Realizatorzy jednak nie uniknęli błahych potknięć i  banałów. Bo czy naprawdę, jak się ma kilka pasków czy spinek do mankietów to żyje się łatwiej? A przepiękna sukienka Susan? Zielony sen Jona, który widzi tutaj guzik, tutaj fałd pozbawiona jest jakichkolwiek guzików i fałd (choć trzeba przyznać, że jest najpiękniejszym kostiumem tego spektaklu). No i książki Michaela… Skoro akcja toczy się w 1990 roku, może warto byłoby zadbać o tytuły, które w tamtych czasach miały choć cień szansy pojawić się na półkach moli książkowych. Może zamiast The hate u give wydanej w trzecim milenium podsunąć Michaelowi Positioning: The Battle for Your Mind, czyli biblię pozycjonowania?

Zobacz także:Krew i księżyc – recenzja książki. W cieniu katedry

Siłą spektaklu tik, tik…BUM! jest suma talentów jego twórców. Na scenie zobaczymy dojrzałe aktorstwo pobawione banałów. I choć może się wydawać, że nazwiska, które znalazły się w obsadzie nie są powiewem świeżości,. to jest to mocny punkt tego tytułu. W końcu trzydziestolatkowie opowiadają historię trzydziestolatków. Robią to przekonująco i wiarygodnie. Doskonałe tłumaczenie Michała Wojnarowskiego pełne jest smaczków i lekkości. Wojciech Kępczyński reżyserując tik, tik…BUM! na siłę nie ujednolicił talentów i pozwolił aktorom na własną interpretację postaci. To sprawia, że będzie to wspaniała rozrywka zarówno na spotkaniu z przyjaciółką, jak i na randce.

tik, tik...BUM!
Kadr ze spektaklu tik, tik…BUM! M.Pawlak (fot.Sandra Duraj)

Dla niektórych Teatr Muzyczny ROMA to bezwstydny alfons komercji. Tym tytułem udowodnił, że to raczej olimp teatru musicalowego.  tik, tik…BUM! to historia pełna ironii, opowieść o inwestycji w marzenia, o upadku z dobrego konia i nadziei. Czyli o nas i dlatego warto ją zobaczyć.

Erratą do tej historii powinna być garść informacji historycznych. Jonathan Larsson jest autorem musicalu Rent. Musicalu, który odmienił oblicze Broadwayu i całego gatunku. W wielu publikacjach uznawany jest za swoisty kamień milowy, a historie gatunku często dzieli się przed i po Larsonie. Zmarł w dniu premiery Rent za które pośmiertnie otrzymał TONY i Pulitzera. Całe swoje życie słyszał jedynie tik, tik…

Kadr ze spektaklu tik, tik…BUM! M.Pawlak (fot.Sandra Duraj)

Plusy

  • aktorstwo i wokale
  • bohaterowie z przeszłością
  • balans huśtawki emocji

Ocena

10 / 10

Minusy

  • niedopracowane szczegóły

Strony: 1 2

Kinga Chwiałkowska

Inżynier z artystyczną duszą. Zakochana w musicalu, ale dramatem nie pogardzi – tym teatralnym oczywiście. Na dobrą kawę i Harrego Pottera, w nieprzebranych ilościach, zawsze znajdę czas.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze