Atlas – recenzja filmu. Blade Jogger

Lata mijają, technologia się rozwija, a obawa przed buntem robotów niezmiennie przewija się w popkulturze. Dzisiaj Netflix wypuścił film Atlas, w którym nienawidząca sztucznej inteligencji Jennifer Lopez musi się zmierzyć ze złym robotem, czyli Simu Liu.

Atlas ubawił mnie niezmiernie – zapewne jednak nie tak, jak można się spodziewać. Pozwolę sobie więc na przywołanie fabuły z przymrużeniem oka. Tak więc – trzydzieści lat temu jeden robot zdołał zmienić kody wszystkich pozostałych, rozpoczynając globalny bunt maszyn. Apokalipsy najwyraźniej nie było, bo w teraźniejszości roboty są powszechnie cenione. Tymczasem zły robot ukrywa się gdzieś w kosmosie. Jest poważnym zagrożeniem, chociaż od trzech dekad nie dał znaku życia. Najbardziej obawia się tytułowa bohaterka, która znała go w dzieciństwie.

Zobacz również: Powoli – recenzja filmu. Intymność a miłość

Do tego punktu wyjścia dodajmy wstęp pełen ekspozycji, łącznie z wyliczeniem cech charakteru głównej bohaterki dosłownie na zasadzie „Atlas jest taka, taka i taka. A do tego taka. Ale przynajmniej jest też taka, a to czyni ją wyjątkową.” Następnie pojawia się Simu Liu, któremu do stylistyki złowieszczego robota brakuje jedynie oczu zmieniających kolor z zielonych na czerwone.

Co tu dużo mówić, na tym etapie pomyślałam: oho, mam złe przeczucia.

Zobacz również: Furiosa: Saga Mad Max – recenzja filmu. Niczym deskorolka z silnikiem diesla

No i cóż, dwugodzinny seans był po prostu nijaki. Atlas jako główna bohaterka średnio się sprawdza, bo nie ma jak poczuć do niej sympatii. Postać opiera się na niechęci do sztucznej inteligencji oraz byciem zmuszoną do zsynchronizowania się z robotem. Atlas broni się przed pokazaniem swoich myśli robotowi, więc widzowie również zostają zblokowani na trzy czwarte filmu – stawki są więc bliskie zeru. Harlan – czyli zły robot – przez pół filmu jest nieobecny, przez drugie pół gra generyczny czarny charakter. Mimika twarzy nieustannie przywodziła mi na myśl Feyd Rauthę z Diuny – aczkolwiek w wersji Davida Lyncha w latach 80.

atlas
Fot. Netflix

Jedyne, co trochę ratowało relacje bohaterów, to Atlas i Smith, przydzielony jej robot bojowy. Głosu udziela mu Gregory James Cohan, który bez pojawiania się na ekranie ma więcej chemii niż cała reszta razem wzięta. Docinki językowe między tą dwójką jako jedyny element były w stanie utrzymać moją uwagę. Relacja została oparta na ironii i tanim, ale skutecznym humorze. Drugi akt filmu skupia się właśnie na tym, dzięki czemu jest to najlepsza część filmu.

Zobacz również: Hit Man – recenzja filmu. Czy da się zmienić tożsamość?

Po cichu liczyłam, że produkcja weźmie pod uwagę aktualny rozwój sztucznej inteligencji; że może będzie to wersja reimagined klasycznego buntu robotów. Niestety nie. Wyszedł z tego film generyczny, w którym od biedy można dopatrzyć się recyklingu znanych nam motywów. Spalone pół twarzy Terminatora? Jest. Postać, która chce ocalić ludzkość przez eksterminację połowy populacji – Thanos, czy to ty? Testowanie, kto jest robotem, a kto człowiekiem? Biedniejszy Blade Runner. Przykłady mnożą się i mnożą.

atlas
Fot. Netflix

Czerpałam przyjemność z lekkiego pobłażania, które czułam wobec tego filmu. Atlas nie jest zły. Z pewnością nie jest też dobry. Powiedziałabym, że jest przeznaczony na przynajmniej jedną dekadę w tył. Niechby nawet był lekko kiczowaty i prosty, ale niechby bawił na poziomie.

A mnie bawiły jedynie grymasy Simu Liu, któremu kazano odebrać złego robota. Będzie to zapewne jedyny element, który zapamiętam – i to pewnie nie na długo, bo to już drugi film, w którym aktorowi przypadł pojedynek na zrobione w efektach lasso.

PS Mamy Blade Runnera w domu – a tam się okazuje, że to jedynie Blade Jogger…

Fot. główna: Netflix.

Plusy

  • Relacja głównej bohaterki z dobrym robotem

Ocena

5.5 / 10

Minusy

  • Wyświechtane motywy filmów o robotach
  • Czarny charakter
  • Słaby punkt wyjścia fabuły
Anna Baluta

Jeśli nie odpisuje, to pewnie ogląda serial. Wykształcona amerykanistka, która z premedytacją zapisuje się na kolejne zajęcia z telewizji. Jak nie ogląda to czyta, słucha albumów, czasem przypomni sobie o studiowaniu i pracy - ale to w międzyczasie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze