Jedno życie – recenzja filmu. Opowieść o prostych bohaterach

Historie związane z okresem II wojny światowej od lat podbijają kina na całym świecie. Bardzo często są to opowieści pełne wzruszeń. Nie inaczej jest w przypadku filmu Jedno życie w reżyserii Jamesa Hawesa. Produkcja skupia się na Nicolasie Wintonie – Brytyjczyku, który bezinteresownie ocalił przed śmiercią setki dzieci. 

Jedno życie to film, który idealnie wpasowuje się w dzisiejsze niebezpieczne czasy. Gloryfikuje wartość każdego życia oraz skupia się na tym, co w ludziach dobre. Chociaż główny bohater, Nicolas Winton, opuszcza Londyn i odwiedza Czechosłowację, w której wiele rodzin żyje w okropnych warunkach, to mimo wszystko dobroć zwycięża. Mężczyzna postanawia postawić wszystko na jedną kartę i uratować tyle dzieci, ile tylko będzie w stanie. Pomaga mu w tym zadziorna matka (Helena Bonham Carter) oraz inni wolontariusze z Wielkiej Brytanii. Zadanie okazuje się niezwykle trudne, ale upór Nicolasa nie zna granic. Spędza całe dnie i noce na opracowywaniu planów wywiezienia dzieci z Pragi do Londynu.

Zobacz również: Jutro będzie nasze – recenzja filmu. Okiem kobiety

Produkcja jest podzielona na dwa okresy z życia bohatera. Poznajemy go zarówno w 1939 roku jako młodzieńca (Johnny Flynn), który skupia się na pomocy dzieciom, jak i pięćdziesiąt lat później (rewelacyjny Anthony Hopkins). Starszy Nicolas cały czas mierzy się ze swoją przeszłością i wciąż żałuje, że nie zdołał uratować więcej osób. Film płynnie zmienia narrację i poznajemy losy Wintona z dwóch perspektyw. Dość szybko staje się bohaterem, którego nie sposób nie polubić. Szczególnie w roli osobliwego, uroczego i zabawnego starszego pana. Anthony Hopkins po raz kolejny udowodnił, że należy do jednego z najlepszych aktorów pokolenia. Jego charyzma oraz delikatność, którą obdarzył postać Nicolasa, sprawiają, że nabiera ona realnego i bardzo pozytywnego kształtu.

Jedno życie nie jest pompatyczną historią o bohaterach wojennych. Właśnie to jest najmocniejszym punktem tego filmu. To opowieść o zwykłym człowieku, który nie godził się na otaczające go zło. Nie był postacią idealną. Dzięki wychowaniu matki rozumiał, że w niektórych sytuacjach nie można stać bezczynnie. Czasami należy działać. Produkcja jest pełna czułości i dobroci. Seans obfituje również we wzruszenia. Może właśnie, dlatego że Nicolas Winton nie jest legendarnym bohaterem, ale everymanem, kimś z kim bardzo łatwo jest się identyfikować. Mężczyzna postanawia podzielić się swoją historią ze światem, dzięki czemu finalnie udaje mu się odzyskać wewnętrzny spokój.

Zobacz również: Powoli – recenzja filmu. Intymność a miłość

Kadr z filmu Jedno życie
Kadr z filmu Jedno życie

James Hawes wyreżyserował Jedno życie w stylu klasycznej opowieści o poczciwym człowieku. Obraz gwarantuje lawinę wzruszeń, ciekawą i godną pamięci historię oraz brawurowe aktorstwo. O rewelacyjnym Anthonym Hopkinsie wspominałam już wcześniej, ale prawdziwym nietaktem byłoby pominięcie Heleny Bonham Carter w roli Babi Winton, czyli matki Nicolasa. Aktorka znana jest z ekscentrycznych ról i nie inaczej jest w tym przypadku. Babi jest wygadana, potrafi postawić na swoim, wspiera swojego syna z całego serca oraz sama angażuje się w ratunek całą sobą. Dzięki Helenie Bonham Carter matka Wintona staje się jedną z najbardziej charakterystycznych postaci w produkcji.

W dobie niepokojów społecznych, widma wojny oraz okrucieństwa, o którym wiadomości wylewają się każdego dnia z mediów, Jedno życie jest chwilą wytchnienia. Raczej nie stanie się filmowym klasykiem czy hitem na miarę Listy Schindlera. Na pewno jednak wniesie dużo pozytywnej energii i poprawi samopoczucie.  Właśnie dla takich ulotnych uczuć warto obejrzeć tę produkcję i przy okazji uświadomić sobie, że był ktoś taki jak Nicolas Winton.

Fot. główna: kadr z filmu Jedno życie

Plusy

  • Prosta i ponadczasowa historia o zwykłym człowieku
  • Wzruszający, pozytywny i przepełniony dobrocią portret Nicolasa Wintona
  • Aktorstwo na bardzo wysokim poziomie

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Do obejrzenia na raz, raczej nie należy do produkcji, do których się wraca
Katarzyna Jarczak

Tiara przydzieliła ją do Slytherinu. Kocha kino skandynawskie, a w szczególności duńskie. Do tego stopnia, że postanowiła się nauczyć tego języka. Jej celem jest przeczytanie manifestu Dogme 95 w oryginale. Dzień bez obejrzenia filmu lub odcinka serialu uważa za stracony. Uwielbia festiwale filmowe. Uprawia pole dance, a od niedawna gra na perkusji. W wolnych chwilach czyta książki.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze