Blade Runner. Tokio Nexus. Tom 1. Odejdź w pokoju – recenzja komiksu. Kto? Co? Jak?

Blade Runner to legendarne uniwersum filmowe, które doczekało się sporej ilości komiksów osadzonych w świecie. Kiedy sięgnęłam po album z serii Tokio Nexus, nie spodziewałam się, że niemal przez cały czas będę się zastanawiać o co tak właściwie w tym chodzi.

Blade Runner. Tokio Nexus. Tom 1. Odejdź w pokoju to zbiór czterech zeszytów z serii. Nie jest to pozycja nowa, ale wznowiona. Jakoś nigdy ogromną fanką uniwersum Blade Runner nie byłam, ale jakiś tam sentyment do filmu z Harrisonem Fordem jednak mam. Z ciekawością sięgnęłam więc po wspomniany wyżej komiks. Jednak dość szybko poczułam, że wylewa mi się na głowę kubeł naprawdę lodowatej wody. Po pierwsze całość jest niesamowicie krótka i spędziłam przy albumie zdecydowanie mniej czasu niż podejrzewałam, że spędzę, a po drugie… kto? Co? Jak? Dlaczego? Nic z tego nie rozumiem…

Zobacz również: Amazing Spider-Man. Hobgoblin – recenzja komiksu

Strona komiksu Blade Runner. Tokio Nexus. Tom 1. Odejdź w pokoju
Strona komiksu Blade Runner. Tokio Nexus. Tom 1. Odejdź w pokoju

Nie zaczęło się źle. Blade Runner. Tokio Nexus na początku prezentuje wstęp, w którym krótko tłumaczy co się dzieje w uniwersum. Następnie od razu z grubej rury rozpoczyna się akcja. Walki, strzały, ucieczki, krew – tego akurat w komiksie nie brakuje. Jednak odczuwalne jest to, że akcja pędzi do przodu tak bardzo po omacku i na oślep, że naprawdę trudno się połapać kto jest kim i o co w tym wszystkim chodzi. Szczerze mówiąc, nie rozumiem do czego to wszystko dążyło i tym samym ciężko jest mi ocenić Blade Runner. Tokio Nexus w jakiś sensowny sposób.

Jednym z największych grzeszków komiksu jest to, że dwie bohaterki, w tym jedna z głównych, są do siebie niesamowicie podobne. Może będzie to miało jakieś znaczenie w późniejszych tomach, ale w tym przypadku jedynie sprawiło, że początkowo byłam pewna, że to jedna i ta sama osoba. Dopiero w momencie ich konfrontacji dotarło do mnie, że to dwie bohaterki i fabularny bezsens stał się jednak logiczny. Do końca albumu rozpoznawałam je wyłącznie po tym, że jedna z nich miała grzywkę, a druga nie.

Blade Runner. Tokio Nexus wydaje mi się zaledwie cieniem uniwersum. Chociaż nie brak tutaj replikantów i cyberpunkowej otoczki, to wydaje mi się to dość spłycone i totalnie tego pomysłu nie kupuję. Gdyby nie nazwa uniwersum w tytule, zupełnie nie powiązałabym komiksu z Blade Runner. Ponad to najzwyczajniej w świecie męczyłam się z tym album, głównie przez to, że akcja gnała jak szalona, a ja cały czas nie potrafiłam się w niej odnaleźć, ani zrozumieć co się dzieje. Bohaterowie nie zostali odpowiednio wprowadzeni, mało się o nich dowiadujemy, a co za tym idzie ciężko się z nimi utożsamić. Nie wspominając już o tym, że ogarnięcie o co im chodzi było dla mnie nie do przeskoczenia.

Zobacz również: Pralnia – recenzja komiksu

Strona komiksu Blade Runner. Tokio Nexus. Tom 1. Odejdź w pokoju
Strona komiksu Blade Runner. Tokio Nexus. Tom 1. Odejdź w pokoju

Pod względem warstwy wizualnej Blade Runner. Tokio Nexus prezentuje się całkiem nieźle. Album jest ładnie wydany, w twardej oprawie i z intrygującą ilustracją na okładce. Jest to dość zwodnicze, ponieważ komiks nie jest już utrzymany w stylu okładkowym. A szkoda. Grafiki wydają mi się niedopracowane i dość nierówne – bywają rysunki dużo staranniejsze, które gryzą się z tymi mniej dopieszczonymi. Zdaję sobie jednak sprawę, że każdy z nas ma swoją wrażliwość i swój zmysł stylistyczny, więc pewnie wielu czytelnikom ta opcja jak najbardziej pasuje.

Nie ma co tu kryć – zawiodłam się. I to mocno. Liczyłam na ciekawą historię i świetnych bohaterów, a dostałam produkt miałki, który niczym mnie nie zainteresował, a wręcz zirytował i umęczył. Na pewno nie będę sięgać po kolejne tomy z tej serii. Po prostu sobie o niej zapomnę i nigdy już do niej nie wrócę. W mojej głowie w ogóle nie powiążę już tego tytułu z Blade Runner.

Fot. główna: materiały prasowe – kolaż (Egmont)

Plusy

  • Ładne wydanie

Ocena

2.5 / 10

Minusy

  • Chaos fabularny, w którym nie wiadomo o co chodzi
  • Niby uniwersum Blade Runner, ale zupełnie tego nie czuć
  • Brak rozwinięcia bohaterów, a co za tym idzie są czytelnikowi obojętni
Katarzyna Jarczak

Tiara przydzieliła ją do Slytherinu. Kocha kino skandynawskie, a w szczególności duńskie. Do tego stopnia, że postanowiła się nauczyć tego języka. Jej celem jest przeczytanie manifestu Dogme 95 w oryginale. Dzień bez obejrzenia filmu lub odcinka serialu uważa za stracony. Uwielbia festiwale filmowe. Uprawia pole dance, a od niedawna gra na perkusji. W wolnych chwilach czyta książki.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze