Skażenie jest adaptacją książki Cold Storage – Przechowalnia śmierci. Napisał ją światowej sławy David Koepp, którego można znać ze scenariuszy do Spider-Mana czy Mission: Impossible. Jego powieść aż prosiła się więc o filmową adaptację. Pytanie jednak, czy Skażeniu udało się dorównać innym scenariuszom Koeppa.
Skażenie to film o tajemniczym, zaraźliwym grzybie, który ocalał po katastrofie na stacji kosmicznej. Większość odłamków statku spłonęła w atmosferze. Jeden mikroorganizm, który przetrwał, został szczelnie zamknięty przez pracowników NASA… po czym o nim zapomniano. Budynek, w którym się znajdował, został później sprzedany i zamieniony w magazyn. Zmiana klimatu spowodowała reaktywację organizmu i jego wymknięcie się spod kontroli. Wszystko obserwuje dwójka młodych pracowników – Naomi, grana przez Georgine Campbell – oraz Travis, grany przez Joe Keery’ego. To do nich, a także do tajnego agenta do spraw bioterroryzmu granego przez Liama Neesona, Roberta, należy zadanie powstrzymania szybko rozprzestrzeniającego się zagrożenia.
Zobacz również: Pomocy – przedpremierowa recenzja filmu. Panie, horror to w innej sali grają!
Katastrofa związana z wydostaniem się grzyba na wolność to dziś dobrze znany koncept. The Last of Us mocno wpłynęło na kino i gry od czasu swojej premiery. Skażenie również czerpie inspirację z tej historii, lecz podąża w zupełnie innym kierunku. Sposób, w jaki wyglądają zarażone organizmy, faktycznie przypomina mi zombie z gry Neila Druckmanna, jednak film stawia na bardziej komediowy ton. To właśnie odróżnia oba dzieła popkultury.

Jurassic Park – film, do którego scenariusz napisał Koepp – jest zaskakująco podobny do Skażenia. Eksperyment, na który ludzkość nie była gotowa, wymyka się spod kontroli, a bohaterowie próbują opanować chaos. Motyw przetrwania oraz ludzi mierzących się z czymś znacznie większym od nich wyraźnie fascynuje scenarzystę. Oglądając film, czułam duże podobieństwo między koncepcją obu produkcji. Podobnie jest z poczuciem humoru Koeppa – ma ono charakter sytuacyjny. Rzadko padają tu klasyczne żarty słowne, a śmieszy raczej absurd całej sytuacji. Nie zawsze ten humor trafia, lecz przynajmniej kilka razy parsknęłam śmiechem podczas seansu. Te kontrasty dobrze wpływają na odbiór filmu.
Zobacz również: Szympans – recenzja filmu. Prosty, ale dobry horror
Duża część komizmu wynika z nawracających bólów pleców agenta granego przez Liama Neesona. Sam fakt, że ktoś kluczowy dla powstrzymania zagrożenia zmaga się z tak przyziemnym problemem, jest zabawny. Nie można też zapomnieć o absurdzie sytuacji, w której dwoje niedoświadczonych millenialsów zostaje wciągniętych w rolę agentów specjalnych. Właśnie takie elementy fabuły niosą humor filmu – i zdecydowanie działają na jego korzyść.

Na niekorzyść produkcji natomiast działa ogromny plot armor, jaki mają główne postacie. Jest to niemal nierealne, że nie zostali oni zainfekowani w momentach walki z zombie. Myślę, że film dawałby większe poczucie strachu, gdybyśmy nie wiedzieli, czy wszyscy przetrwają do końca.
Zobacz również: 28 lat później. Część 2: Świątynia kości – recenzja filmu
Idąc na seans Skażenia, spodziewałam się marnego połączenia estetyki Stranger Things z fabułą The Last of Us. Tymczasem dostałam lekki, sprawnie zrealizowany komedio-horror, który tylko częściowo przypomina grę Druckmanna. Skażenie nie jest nieudaną mieszanką innych tworów kina, lecz filmem, który działa jako oddzielne dzieło. Potrafi bawić oraz wciągnąć. Nie jest to kino skłaniające do głębokich refleksji, ale jako niezobowiązująca rozrywka na wolny weekend sprawdza się bardzo dobrze.
fot. główna: materiały promocyjne
