Morrissey – Make-up Is a Lie – recenzja albumu. Kiedy już czas opuścić kurtynę?

The Smiths rozpadli się 39 lat temu, lecz nadal możemy usłyszeć namiastkę ich twórczości w muzyce Morrisseya, wokalisty zespołu. Na nowym albumie Make-up Is a Lie Morrissey tworzy kapsułę czasu z lat 80. Jednak jaka jest cena za uporczywe trzymanie się tego, co już przeminęło?

Nowy album Morrisseya dobrze podsumowuje usilne trzymanie się dawnej sławy. Na Make-up Is a Lie słyszymy charakterystyczne brzmienie The Smiths oraz głos Morrisseya, który prawie nie zmienił się od tamtych czasów. Śpiewa on w specyficzny sposób, który – i mam to na myśli w dobrym sensie – przypomina żałobne jęki. Na nowym albumie artysta porusza podobną tematykę co w zespole The Smiths, lecz z nieco innej perspektywy. Tym razem wplata również swój komentarz o społeczeństwie. Morrissey jest zażenowany współczesnym społeczeństwem.

Make-up Is a Lie
fot. Sire Records

Zobacz również: Mitski – Nothing’s About to Happen to Me – recenzja albumu. W domu pełnym wspomnień

W Kerching Kerching opowiada on o tym, że nigdy nie będzie wystarczający dla kobiety. Ten przekaz jednak trochę przypomina mi o popularnej w tych czasach epidemii samotności u mężczyzn. Jest to ważny temat, lecz w niektórych przekazach wybrzmiewa jakby to mężczyźni sami zamykali się w tej klatce, gdyż kobiety mają za wysokie standardy. W piosence dosłownie padają słowa:

Kerching, kerching, kerching, kerching, ching, ching
She’s the lover you can never leave
She tells you you’re not good enough, not rich enough
Not man enough, not fast enough
Not you enough, you don’t joke enough
Because you just do not takе coke enough

W pierwszym utworze na Make-up Is a Lie, You’re Right it’s Time, również pada komentarz o współczesnym świecie:

I wanna move away from those who stare at screens all day
I want to speak up and not be trapped by censorship

Według mnie ten przekaz niewiele wnosi – powiedziałabym nawet, że brzmi tak, jakby Morrissey tworzył sobie nieistniejące problemy. Album zaczyna się słowami, które równie dobrze mogłabym usłyszeć od mojego dziadka. Nie jest to najlepsze pisarstwo jakie usłyszałam.

Zobacz również: The Cure – Songs of a Lost World – recenzja płyty. Rzecz o przemijaniu

W utworze Notre-Dame natomiast najbardziej wybrzmiewają dawne inspiracje. Co prawda tekst również nie zachwyca głębią, ale sprawia wrażenie, jakbyśmy słuchali czegoś nowego od The Smiths. Trzeba też dodać, że twórczość zespołu również nie zawsze wyróżniała się niezwykłą głębią. Była pełna prostych piosenek o miłości, choć zdarzały się też prawdziwe perełki. Po przesłuchaniu nowej twórczości Morrisseya wróciłam do słuchania The Smiths. Porównując zespół z solowym artystą, wyraźnie czuć różnicę. Najbardziej wsłuchałam się w Please, Please, Please Let Me Get What I Want. Tam usłyszałam ten tekst:

So for once in my life let me get what I want
Lord knows it would be the first time

Porównując twórczość solową artysty z jego dawnym zespołem, wyraźnie słychać wpływ, jaki reszta The Smiths miała na jego tekst. Morrissey, gdy tworzy już sam, bardziej wyraża siebie, co można uznać za dość odważne, lecz dla mnie jego teksty nie wybrzmiewają z taką samą głębią co kiedyś.

Zobacz również: Searows – Death in the Business of Whaling – recenzja albumu

W muzyce Morrisseya ciągle doszukuję się klimatu lat 80. – i właśnie to otrzymuję. Trzeba go za to pochwalić. Choć nie przepadam za jego nowymi tekstami, podkładu muzyczny na Make-up Is a Lie słuchało mi się bardzo przyjemnie. Piosenki nie były męczące, muzyka była różnorodna i niezbyt powtarzalna. Morrissey wykorzystał pełny potencjał instrumentów w The Monsters of Pig Alley, czy Headache. Obie piosenki są moimi faworytami z całej płyty. Make-up Is a Lie to album, którego – gdyby nie płytkie teksty i sama postać Morrisseya – mogłabym słuchać na co dzień.

Trzeba jednak zadać sobie pytanie: kiedy przychodzi moment, by przestać doić krowę, z której nie ma już mleka? Choć może zabrzmieć to dziwnie, nie lubię, gdy artyści nie potrafią zejść ze sceny z godnością. Make-up Is a Lie, podobnie jak wcześniejsza twórczość Morrisseya, jest kapsułą czasu z lat 80. – i można to uznać za zaletę. Artysta tworzy coraz więcej treści dla swoich fanów, sprawiając, że nigdy nie mają dość. Mam jednak wrażenie, że nadchodzi już moment, by trochę zwolnić. Rozrywanie koszulek na koncertach, gdy jest się 66-letnim mężczyzną – co dzieje się na niemal każdym jego występie, pokazuje, że Morrissey wciąż nie potrafi uwolnić się od The Smiths, a zespół nosi na sobie głębokie ślady jego pazurów.  Make-up Is a Lie pokazuje to przez swoje podobieństwa z ich twórczością.

Make-up Is a Lie
fot. Sire Records

Zobacz również: Najlepsze albumy 2026 roku

Make-up Is a Lie to album, który jeszcze bardziej pogłębia te ślady pozostawione przez Morrisseya na historii The Smiths. Brzmi jak coś, co zespół mógłby stworzyć – zwłaszcza jeśli wsłuchujemy się w dobrze wyprodukowany podkład muzyczny. Teksty jednak nie mają większej głębi. Słuchając niektórych piosenek, takich jak You’re Right It’s Time, czyli pierwszego utworu na płycie, miałam wrażenie, jakbym słuchała mojego dziadka. Na Make-up is a Lie pojawiają się jednak perełki, takie jak Headache czy The Monsters of Pig Alley. Morrissey jest na scenie już ponad 40 lat, a wciąż próbuje odtworzyć to, co kiedyś osiągnął dzięki innym – tym razem chcąc zachować całą sławę dla siebie. Czasem jednak warto zadać sobie pytanie: kiedy jest już moment, by opuścić kurtynę i zejść ze sceny?


fot. główna: grafika własna 

Plusy

  • Dobre podkłady muzyczne
  • Muzyka brzmi jak nowa twórczość The Smiths

Ocena

4 / 10

Minusy

  • Płytkie teksty z dziwnymi komentarzami
  • Widać, że Morrissey nie może pogodzić się z przemijającą sławą
Aleksandra Gapińska

Aspirujący grafik komputerowy, artystka oraz dziennikarka. Każdą chwilę spędzam na tworzeniu czegoś nowego moimi dłońmi, a przy tym towarzyszy mi muzyka. Nienawidzę ciszy, a najlepiej zagłusza ją mój ulubiony zespół, Radiohead.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze