Pokémon Pokopia – Recenzja gry. Jakie urocze postapo

Jestem ogromnym fanem marki Pokémon. Zawsze rzucałem się na wszystko, co było związane z tym uniwersum. Od naklejek i kapsli ze stworkami, przez maskotki i figurki, aż po to, co najważniejsze, czyli gry. Wspominam o tym, bo pierwsze zapowiedzi Pokémon Pokopia nie wzbudziły we mnie nawet minimalnej ekscytacji. Gdyby nie możliwość przygotowania recenzji, pewnie sam nie sięgnąłbym po ten tytuł. I wygląda na to, że byłby to spory błąd.

Akcja gry zaczyna się w dość dziwny i tajemniczy sposób. Budzimy się jako Pokémon Ditto z mglistym wspomnieniem naszego trenera w głowie. I tu zaczyna się prawdziwa dziwność. Zwykle Ditto potrafią przybierać wygląd innych Pokémonów, a my… zmieniamy się w człowieka. Otwiera się kreator postaci, w którym wybieramy wygląd naszego bohatera. Jedyną rzeczą zdradzającą prawdziwą naturę postaci jest twarz. Niezmiennie pozostaje taka jak u Ditto. Twórcy chyba chcieli, żeby było to urocze, ale dla mnie było raczej trochę niepokojące.

Zobacz również: Pokémon Legends: Z-A – Mega Dimension – recenzja DLC

Pokémon Pokopia
Fot. Kadr z gry

Budzimy się w jaskini i podnosimy leżący obok Pokédex. W przeciwieństwie do wielu innych gier z tej serii, tutaj faktycznie okaże się przydatny. Wychodzimy na zewnątrz i szybko odkrywamy, że znajdujemy się na środku pustkowia. Wokół widać suchą, jałową ziemię i pozostałości dawnych budowli. Cała okolica wygląda na opuszczoną. Nie jesteśmy jednak całkiem sami. Spotykamy Pokémona Tangrowth, który pełni rolę życiowego mędrca. Opowiada nam, że kiedyś żyli tu ludzie i Pokémony, ale wydarzyło się coś, co zamieniło ten teren w pustkowie.

Chwilę później słyszymy jęki dochodzące z pobliskiego miejsca. Idziemy sprawdzić, co się dzieje. Znajdujemy osłabionego Squirtle’a. Jest odwodniony i prosi nas o pomoc. Musimy polać go wodą, aby odzyskał siły. Ten moment wprowadza najważniejszą mechanikę gry. Nasz Ditto nie potrafi w pełni zmienić się w inne stworki, ale może transformować wybrane części swojego ciała. Dzięki temu jesteśmy w stanie używać ruchów innych Pokémonów.

Od Squirtle’a uczymy się na przykład Water Gun. Ta umiejętność pozwala nawadniać wysuszoną ziemię i rośliny. Wraz z rozwojem rozgrywki spotykamy kolejne stworki i uczymy się nowych zdolności. Mechanika transformacji jest kluczem całej produkcji. Naszym głównym zadaniem staje się bowiem ożywienie zniszczonej krainy. Chcemy sprawić, aby ponownie zamieszkały ją kieszonkowe stworki.

Zobacz również: Styx: Blades of Greed – recenzja gry. Jeszcze więcej kwarcu

Pokémon Pokopia
Fot. Kadr z gry

Aby to osiągnąć, musimy tworzyć różne środowiska i biomy. Każdy gatunek Pokémona potrzebuje innych warunków. Niektóre stworki nauczą nas nowych zdolności, inne pomagają w inny sposób. Mogą na przykład dostarczać materiały budowlane lub zajmować się uprawą roślin. W tym miejscu wraca wspomniany wcześniej Pokédex. Dzięki niemu możemy analizować ślady nieznanych gatunków. Dowiadujemy się także, jakie warunki trzeba spełnić, aby dany Mon pojawił się w naszej okolicy. Element kolekcjonerski również jest obecny. Im więcej Pokémonów odkryjemy, tym więcej możliwości rozwoju naszej osady otrzymamy.

Rozgrywka pod wieloma względami przypomina Animal Crossing: New Horizons. W obu grach rozwijamy infrastrukturę, dbamy o mieszkańców i staramy się rozbudować osadę. Menu ekwipunku wygląda bardzo podobnie, podobne są także interakcje z postaciami. Ja mam jeszcze inne skojarzenie. Ditto przypomina mi bohatera serii Kirby. Jest różowy, potrafi wciągać przedmioty jak odkurzacz, przechowywać je i wypluwać w odpowiednim momencie. Jeśli zna się obie serie, trudno nie zauważyć podobieństw.

Zobacz również: Animal Crossing: New Horizons – Nintendo Switch 2 Edition – recenzja gry

Pokémon Pokopia
Fot. Kadr z gry

Pokémon Pokopia to typowy Cozy Game. To gra, przy której mamy się zrelaksować, zwolnić tempo i spędzić miło czas. Ta sielankowa atmosfera może jednak być trochę myląca. W końcu znajdujemy się na pustkowiu pełnym ruin. Nigdzie nie widać ludzi. Pojawia się więc pytanie: co się z nimi stało? Zagadka ich zniknięcia wprowadza element tajemnicy. Dodaje nawet lekki powiew mroku. Dzięki temu spokojna rozgrywka zyskuje ciekawsze tło.

Pod względem technicznym gra wypada bardzo dobrze. Po raz pierwszy od dawna mogę powiedzieć o produkcji Pokémon coś więcej niż tylko „jest poprawnie”. Tytuł utrzymuje stabilne 60 FPS. Nie zauważyłem spowolnień ani poważniejszych przycinek. Animacje są płynne, a błędy praktycznie nie występują. To jedna z najlepiej wykonanych technicznie gier na Switcha 2, w jakie do tej pory grałem. Duża w tym zasługa współpracy Game Freak z Omega Force. Studio to znane jest z dopracowanych aspektów technicznych i tutaj widać tego efekty.

Zobacz również: Resident Evil Requiem – recenzja gry. Czy to najlepsza część serii?

Pokémon Pokopia
Fot. Pokémon Pokopia Materiały promocyjne

Oprawa muzyczna łączy aranżacje znanych motywów z serii z zupełnie nowymi utworami. Wszystkie utrzymane są w spokojnym, ciepłym klimacie. Jeśli ktoś lubi muzykę z gier Pokémon, będzie zadowolony. Grafika jest kolorowa i pastelowa. Ponownie nasuwa skojarzenia z Animal Crossing, choć w bardziej „pokemonowym” stylu. Lokacje są przyjemne dla oka i budują sielankową atmosferę.

Jedyną rzeczą, do której naprawdę mogę się przyczepić, jest brak klasycznego wydania fizycznego. Gra trafiła do sklepów w formie Game Key Card. W praktyce oznacza to, że kartridż zawiera jedynie klucz do pobrania wersji cyfrowej z eShopu. Ten model dystrybucji od początku budzi spore kontrowersje. Dla wielu graczy Nintendo było ostatnim bastionem prawdziwych wydań pudełkowych. Kupując Game Key Card, w praktyce dostajemy pusty nośnik za pełną cenę gry. I tak musimy pobrać ją na dysk konsoli. Nie jest to jednak wada samej produkcji, lecz raczej obecnej polityki dystrybucji.

Zobacz również: Super Mario Galaxy 1+2 – recenzja gry. O Nintendo słów kilka

Na koniec muszę przyznać, że Pokémon Pokopia zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. To świeże podejście do marki i coś naprawdę nowego w świecie Pokémonów. Tempo rozgrywki nie każdemu przypadnie do gustu, ale warto dać tej produkcji szansę. Choćby dlatego, że jest to prawdopodobnie najlepiej wykonana technicznie gra o kieszonkowych stworkach od wielu lat.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z firmą Nintendo. Dziękujemy!
Fot. główna. Nintendo eShop

Plusy

  • Przyjemny sielankowy klimat
  • Mechanika transformacji
  • Świetne wykonanie techniczne

Ocena

8.5 / 10

Minusy

  • Wydanie w formie Game Key Card
Kacper Kołacz

Czytam dużo, nawet sam coś piszę, ale mniej. Gram tyle, na ile ręka pozwoli. Znajomość ze mną grozi wysłuchiwaniem długich monologów o fantasy, komiksach i japońskich serialach o super bohaterach. Mam też parę zalet.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze