MotoGP 26 – recenzja gry. Jadę, jadę na motorze

Nie mam prawa jazdy ze względu na stan zdrowia. No ale przynajmniej mogę prowadzić wirtualne pojazdy, prawda? Niby tak, tylko jest jeden problem. Jestem absolutnie beznadziejny w gry wyścigowe. Ten gatunek raczej nigdy nie był moim pierwszym wyborem. Mimo wszystko od dziecka mam ogromną słabość do motorów. I to właśnie pielęgnowane przez lata przekonanie o fantastyczności jednośladów skłoniło mnie do zrecenzowania MotoGP 26.

I jak prezentuje się sam tytuł? Dość przewidywalnie. Mam na myśli, że dostajemy dokładnie to, czego można spodziewać się po typowej ścigałce. Rozgrywka oferuje kilka trybów, ale w praktyce wszystko sprowadza się do różnych wariantów wyścigów. Musimy przejechać określoną liczbę okrążeń w jak najlepszym czasie i zająć możliwie najwyższe miejsce. Proste? Owszem. Ale czego więcej potrzeba w grze tego typu?

Zobacz również: Project Motor Racing – recenzja gry. Simulation Refined?

MotoGP 26
Fot. Kadr z gry

Istnieje też tryb fabularny, choć w praktyce są to po prostu kolejne wyścigi, delikatnie przyprawione mało ważnymi wydarzeniami. Od czasu do czasu pojawiają się konferencje prasowe, które mają budować atmosferę kariery zawodnika. To raczej drobny smaczek niż pełnoprawna historia, ale dobrze, że twórcy w ogóle próbowali dodać coś więcej niż samo ściganie.

W grze wyścigowej najważniejsza jest jednak mechanika prowadzenia pojazdów, a ta w MotoGP 26 wypada naprawdę satysfakcjonująco. Produkcja oferuje dwa modele jazdy. Arcade to uproszczony tryb zręcznościowy, natomiast Pro stawia na bardziej realistyczną fizykę i dodatkowe balansowanie ciałem motocyklisty podczas wyścigu.

Nietrudno się domyślić, że tryb profesjonalny daje bardziej immersyjne doświadczenie, aczkolwiek ja, jako totalny laik, częściej pozostawałem przy modelu zręcznościowym. Nie oznacza to jednak, że bawiłem się źle. Sterowanie jest intuicyjne, responsywne i momentami wręcz za bardzo czułe. Wystarczy lekko nacisnąć przycisk, by motor natychmiast wyrwał do przodu. Wrażenie pędu wypada świetnie i momentami naprawdę można poczuć cyfrowy wiatr we włosach.

Zobacz również: Campus Life – recenzja gry. Czy tę grę robili studenci?

MotoGP 26
Fot. Kadr z gry

Przy większych prędkościach miewałem spore problemy na zakrętach, ale bardziej doświadczeni gracze raczej nie będą mieli z tym kłopotu. Najważniejsze jest jednak to, że jazda daje masę frajdy i pozwala poczuć się jak prawdziwy demon prędkości. I właśnie tego oczekiwałem od tej gry.

Graficznie tytuł wypada poprawnie. Co prawda produkcja korzysta z Unreal Engine, ale osobiście nie zauważyłem tutaj żadnych graficznych cudów. Warto jednak zaznaczyć, że ogrywałem tytuł na Nintendo Switch 2, a to automatycznie oznacza słabszą oprawę niż na mocniejszych platformach. Jestem tego świadom, choć mimo wszystko widywałem na tej konsoli ładniejsze gry.

Kamera pozwala obserwować wyścigi z pięciu różnych perspektyw. Problem pojawia się jednak podczas upadków. Wtedy widok zawsze ustawia się na siedzeniu motocykla. W efekcie zamiast efektownej kraksy widzimy głównie bak maszyny, a po chwili wszystko się resetuje. Nie ukrywam, że po cichu liczyłem na jakieś widowiskowe akrobacje naszego zawodnika po wypadku, ale niestety – nie tym razem.

Znacznie bardziej spodobała mi się oprawa dźwiękowa. I nie chodzi nawet o muzykę, choć utwory lecące w tle są całkiem przyjemne. Większe wrażenie zrobiły na mnie odgłosy otoczenia. Ryk silnika, świst wiatru i pisk opon tworzą klimat, dzięki któremu łatwo wczuć się w atmosferę wyścigów.

Zobacz również: RoadCraft – recenzja gry. Samemu trudno wybudować drogę

MotoGP 26
Fot. Kadr z gry

MotoGP 26 to typowy przedstawiciel corocznej serii sportowej. Każdego roku dostajemy nową odsłonę i zapewne najwięksi fani od razu zauważają wszystkie zmiany względem poprzednich części. Dla mnie był to jednak pierwszy kontakt z marką, więc trudno mi ocenić, czy nowa odsłona rzeczywiście jest bardziej okrojona, jak twierdzą niektórzy gracze. Ja mogę ocenić wyłącznie to, co dostałem w swoje ręce.

Z perspektywy niedzielnego fana wyścigówek MotoGP 26 to po prostu solidny reprezentant gatunku. Nic nie wgniotło mnie w fotel, ale bawiłem się dobrze. Fani serii zapewne dostrzegą więcej niuansów, które mi umknęły, jednak ode mnie gra dostaje zwykłą, uczciwą okejkę.


Powyższa gra powstała w ramach współpracy z firmą PLAION. Dziękujemy!
Fot. główna. Nintendo eShop

Plusy

  • Bardzo satysfakcjonujący model jazdy
  • Dobrze oddany pęd
  • Dźwięki otoczenia

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Momentami zbyt czułe sterowanie
  • Przeciętna warstwa wizualna
Kacper Kołacz

Czytam dużo, nawet sam coś piszę, ale mniej. Gram tyle, na ile ręka pozwoli. Znajomość ze mną grozi wysłuchiwaniem długich monologów o fantasy, komiksach i japońskich serialach o super bohaterach. Mam też parę zalet.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze