Sprawiedliwość owiec – recenzja filmu. Czas wziąć sprawę we własne raciczki!

Sprawiedliwość owiec to humorystyczna powieść kryminalna autorstwa Leonie Swann z 2005 roku. Wielokrotnie nagradzana, stała się międzynarodowym hitem i doczekała się kontynuacji. Nic dziwnego, urocza historia, w której to tytułowe owce rozwiązują zagadkę morderstwa była prawdziwym powiewem świeżości w literaturze. Jak na tle książki prezentuje się filmowa adaptacja? 

Zacznę od tego, że nienawidzę polskiego dystrybutora za to, że Sprawiedliwość owiec w kinach możemy oglądać wyłącznie z dubbingiem. Chociaż jestem ogromną fanką tego zabiegu w animacjach, tak niestety w filmach aktorskich bardzo często wypada on kiepsko. Nie inaczej jest w przypadku familijnej produkcji z owcami w roli głównej. Rozumiem, że film stargetowany jest głównie pod latorośle, ale na miłość boską, nie skazujcie nas wszystkich na okropny dubbing, który kuje w uszy i oczy. Już to sprawiło, że chociaż bardzo czekałam na Sprawiedliwość owiec, to ostatecznie musiałam się niemal zmusić do seansu. I męczyłam się z tymi niedopasowanymi głosami przeobrzydliwie.

Zobacz również: Mortal Kombat 2 – recenzja filmu. Fatalny turniej

Sama historia jest urocza, bo wiadomo owieczki, i angażująca. Wszak mamy tutaj do rozwiązania zagadkę kryminalną, zmyślnie przemyślaną. Zacznijmy jednak od początku. Sprawiedliwość owiec to historia tytułowego stada, którego pasterz George (Hugh Jackman) został zamordowany. Jako, że owieczki chętnie słuchały jak ich właściciel czytał im kryminały, to miały jako takie pojęcie o ludziach, a przede wszystkim o tym jak powinno wyglądać śledztwo. Widząc fatalne błędy popełniane przez policjanta Tima (Nicholaus Braun) postanawiają wziąć sprawy we własne raciczki. A podejrzanych nie brakuje!

Sprawiedliwość owiec należy do tych ciepłych filmów, które grzeją od środka i po których jest nam zwyczajnie dobrze na serduszku. Zabawna perspektywa owiec jest urocza i infantylna. Nie brakuje tu także momentów edukacyjnych czy refleksyjnych. Zwierzaki dowiadują się czym jest śmierć. Uczą się także akceptacji, co wcale nie jest łatwe, kiedy w grę wchodzi stereotypowe zimowe jagnię. Chociaż nie brakuje tu ludzkich bohaterów, to właśnie owce świecą tu najjaśniej, mimo, że są całkowicie wygenerowane cyfrowo (i nawet nie razi to po oczach, jak często się zdarza!). Ich małe móżdżki pracują nad śledztwem, przekonując się jednocześnie, że ludzki świat nie jest taki prosty, jak w książkach, które czytał im George.

Zobacz również: Diabeł ubiera się u Prady 2 – recenzja filmu. Nie taki diabeł straszny?

Kadr z filmu Sprawiedliwość owiec
Kadr z filmu Sprawiedliwość owiec

Jako, że mam ogromną słabość do owieczek i rozczulają mnie niesamowicie, tak więc nic dziwnego, że na Sprawiedliwości owiec bawiłam się naprawdę świetnie. Nie oczekiwałam po produkcji nie wiadomo jak wiele, a finalnie otrzymałam naprawdę niezły film, pełen wartości, który warto pokazywać najmłodszym. Jedynie wspomniany wcześniej dubbing wyprowadzał mnie z równowagi, zwłaszcza w scenach, w których mamy wyłącznie ludzkich bohaterów. Nie rozumiem jak można tak fatalnie dobrać głosy. Całkowicie na kontraście wypadają owce, które zostały dość sensownie zdubbingowane.

Twórcom udało się zaangażować widzów na czas trwania całego filmu. I chociaż nagłe zniknięcie narracji George’a mogło okazać się mogiłą dla produkcji (toć to sam Hugh Jackman!), to owcza perspektywa została naprawdę solidnie dopieszczona. Zwierzaki mają zupełnie różne charaktery, jak wspomniałam wcześniej: nie znają ludzkich zwyczajów, a rozwiązanie zagadki to nie tylko sprawiedliwość do George’a, ale ich być albo nie być. Nasi dzielni bohaterowie muszą przezwyciężać swoje strachy oraz słabości, a przede wszystkim uświadomić sobie, że nawet o bolesnych doświadczeniach należy pamiętać oraz nauczyć się akceptacji. Warto nabyć tę wiedzę razem z owcami.

Fot. główna: kadr z filmu Sprawiedliwość owiec

Plusy

  • Urocze owieczki!
  • Angażująca zagadka kryminalna
  • Ciepły i przyjemny film, który niesie wiele wartości

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Okropny dubbing i brak dystrybucji kinowej wersji z napisami
Katarzyna Jarczak

Tiara przydzieliła ją do Slytherinu. Kocha kino skandynawskie, a w szczególności duńskie. Do tego stopnia, że postanowiła się nauczyć tego języka. Jej celem jest przeczytanie manifestu Dogme 95 w oryginale. Dzień bez obejrzenia filmu lub odcinka serialu uważa za stracony. Uwielbia festiwale filmowe. Uprawia pole dance, a od niedawna gra na perkusji. W wolnych chwilach czyta książki.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze