Hamlet – recenzja spektaklu. Każde pokolenie ma swojego Hamleta?

Reżyser Kamil Białaszek w swojej wersji Hamleta stawia na reinterpretację i próbę uwspółcześnienia najpopularniejszego dramatu Szekspira. Akcja została osadzona w technofeudalnej rzeczywistości, a tytułowy bohater jest okropnie pretensjonalny i uprzywilejowany. 

Hamlet w reżyserii Kamila Białaszka w Teatrze Powszechnym w Warszawie zdecydowanie należy do specyficznych spektakli. Rozpoczyna się przy zasłoniętej kurtynie, spotkaniem korpo-małp, które dywagują nad ponownym napisaniem Hamleta. Rozważane są kwestie popytu i podaży oraz tego jak działają inwestorzy. Wszystko zostało udekorowane małpimi odgłosami, drapaniem się po miejscach intymnych czy podskakiwaniem. Już tutaj zapaliła mi się pierwsza czerwona lampka, że prawdopodobnie to przedstawienie do mnie nie trafi. Po wygłupach i dyskusjach jedna z małp triumfalnie oznajmia, że skończyła pisać Hamleta, co przenosi nas już do głównej fabuły.

Zobacz również: Iwona, księżniczka Burgunda – recenzja spektaklu. Bezpieczny Gombrowicz

Teatr Powszechny / Magda Hueckel
Teatr Powszechny / Magda Hueckel

Tutaj zaczyna się impreza. Głośna muzyka techno, kolorowe i bardzo dziwne kostiumy oraz scenografia, której osią są cztery pisuary. Będą one znaczące w wielu kontekstach, jednak tym co będzie wracać nieustannie przez cały spektakl stanie się „teoria skapywania”. Klaudiusz (Arkadiusz Brykalski) często korzysta z pisuaru, mając przy tym dość spore problemy najprawdopodobniej z prostatą, a u jego stóp Rosencrantz (Andrzej Kłak) i Guildenstern (Grzegorz Falkowski) z nadzieją czekają, aż coś im skapnie. Szczerze mówiąc ta metafora niezbyt do mnie przemawiała, bo jest po prostu prymitywna i łopatologiczna.

W tytułowego Hamleta wcielił się Antek Sztaba i wypadł w tej roli całkiem nieźle. Jego interpretacja odbiega daleko od klasycznych przedstawień duńskiego księcia. Dużo tutaj krzyków, tarzana się po podłodze czy jęków. Ciężko go zrozumieć i mu współczuć. Jest niesamowicie pretensjonalny i uprzywilejowany do granic możliwości, co też dosadnie wykrzykuje mu w twarz Gertruda (Anna Ilczuk). Hamlet został ogołocony z najważniejszego monologu w historii teatru. Zamiast „być albo nie być” otrzymujemy podśmiechujki na jego temat, a sam Sztaba drażni się z widzami. W zastępstwie pojawia się współczesne lamentowanie Hamleta na świat, z butnym oskarżaniem wszystkich naokoło o hipokryzję i bierność. Przywołane zostały nawet zbiórki na dzieci chore na raka, które mają sprawić, że człowiek poczuje się lepszy czy gloryfikowanie terroryzmu, bo terroryści przynajmniej działają i mają jakiś cel.

Hamlet, mimo upływu lat, wciąż jest sztuką niesamowicie aktualną i sam tekst broni się naprawdę świetnie. Pozbawiając Antka Sztabę najbardziej znanego monologu, reżyser jeszcze bardzo spłycił, i tak już płytką współczesną interpretację. Dla mnie podmiana oryginalnego tekstu na chaotyczną i pretensjonalną gadaninę było strzałem w kolano. Hamlet, jako bohater, denerwował mnie po tym jeszcze bardziej i właściwie nie marzyłam o niczym innym, jak o tym, żeby spektakl wreszcie się skończył. Czułam się tak jakbym słuchała narzekań pseudoznawców internetowych, którzy zawsze mają najwięcej do powiedzenia. Współczesne wstawki na ogół w całym spektaklu wypadły bardzo blado, ale pojawił się jeden wyjątek. Może nie idealny, również męczący i pretensjonalny, ale w porówaniu do reszty całkiem ciekawy.

Zobacz również: Moralność pani Dulskiej – recenzja spektaklu. Skromność to skarb dziewczęcia

Teatr Powszechny / Magda Hueckel
Teatr Powszechny / Magda Hueckel

Chodzi o wspomnianą wcześniej rozmowę Gertrudy z Hamletem. Kobieta daje upust swoim emocjom i wykrzykuje swojemu synowi prosto w twarz całą jego hipokryzje. Niemal na jednym wdechu punktuje jego pretensjonalność, uprzywilejowanie oraz poczucie, że jest lepszy od innych. Z drugiej strony brutalnie zderza go z rzeczywistością, kiedy demaskuje idealne oblicze jego zmarłego ojca oraz przyznaje, że ślub z Klaudiuszem nie ma nic wspólnego z miłością, ale jest zabiegiem czysto biznesowym. I tak, momentami, Anna Ilczuk była już trudna do zniesienia, ale zdecydowanie ta scena jest najlepszą w całym spektaklu.

Nie do końca rozumiem wprowadzenie Ducha Ofeli (Ewa Skibińska), który towarzyszy samej Ofeli (Natalia Szczypka) od samego początku spektaklu. Jest irytujący, dołącza do śpiewania dziwnych piosenek grabarzy, zaczepia publiczność, non-stop jęczy i krzyczy. Wspomniany śpiew również jest specyficzny, bo dwa razy wokół publiczności przechadzają się grabarze (Wojan Trocki, Olivier Woodcock), którzy ewidentnie są też muzykami, z trąbką i bębenkiem. Najpierw śpiewają o tym, że „wszystkich wpierdolą robaki”, a następnie, że „człowiek to gówno”. Poza pojedynczymi parsknięciami śmiechu, na widowni mogłyby wybrzmieć świerszcze, które zacne towarzyszyłyby wszechobecnej konsternacji. Grabarze uraczyli nas również podśmiechujkami nad grobami, ale również w tym przypadku poziom humoru jest dyskusyjny.

Mam wrażenie, że Kamil Białaszek nie do końca wiedział jak tego Hamleta poprowadzić. Z jednej strony celował we współczesną interpretację, a z drugiej całkowicie zabrakło tu pomysłów jak poradzić sobie z niektórymi scenami. O monologu „być albo nie być” już mówiłam, ale podobnie wygląda finał. Walka na noże to nic innego jak wybuch techno i dance battle, które kończy się nagle i bez uprzedzenia. Bohaterowie konają w groteskowym tonie, nagle wszyscy na scenie są martwi, a Horacjo (Michał Czachor) wygrywa loterię (WTF?), po czym również umiera. Nie bardzo wiadomo co się ma teraz wydarzyć, więc na scenę musi powrócić małpa z otwarcia spektaklu, bo w sumie nie wiadomo jak to przedstawienie sensownie zakończyć.

Zobacz również: Potop – recenzja spektaklu. Demitologizacja legendy

Teatr Powszechny / Magda Hueckel
Teatr Powszechny / Magda Hueckel

Mogłabym nadal znęcać się nad tym spektaklem, ale chyba zwyczajnie już mi się nie chce. Na komentowanie błędów ortograficznych, które pojawiają się na wyświetlaczu telefonu Hamleta (bo przecież to takie zabawne…) czy filmików od Laertesa (Adam Szustak) z Francji, które wysyła do Poloniusza (Mateusz Łasowski) po prostu brak mi słów. Podobnie jak na machanie zużytą podpaską przez Gertrudę… Hamlet jest spektaklem nastawionym na tanią sensację i kontrowersję, całkowicie nieuzasadnioną fabularnie. Ważne, aby szokować, nieważne jak. A szkoda, bo mi po przedstawieniu pozostało wyłącznie poczucie zmarnowanych trzech godzin życia.

Można powiedzieć, że każde pokolenie ma swojego Hamleta, ale jeżeli właśnie tak ma wyglądać wersja do pokolenia Z… to ja im po prostu szczerze współczuję.

Fot. główna: Teatr Powszechny / Magda Hueckel

Plusy

  • Scena Gertrudy z Hamletem

Ocena

2.5 / 10

Minusy

  • Wybitnie pretensjonalny spektakl
  • Szokuje byle szokować - bez uzasadanienia fabularnego
  • Ewidentny brak pomysłu na poprowadzenie wielu scen
Katarzyna Jarczak

Tiara przydzieliła ją do Slytherinu. Kocha kino skandynawskie, a w szczególności duńskie. Do tego stopnia, że postanowiła się nauczyć tego języka. Jej celem jest przeczytanie manifestu Dogme 95 w oryginale. Dzień bez obejrzenia filmu lub odcinka serialu uważa za stracony. Uwielbia festiwale filmowe. Uprawia pole dance, a od niedawna gra na perkusji. W wolnych chwilach czyta książki.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze