Bitwa o Jakku pojawiała się na przestrzeni lat w wielu mediach związanych z Gwiezdnymi Wojnami. Teraz mamy okazję otrzymać nowe spojrzenie na jej kanoniczny obraz za sprawą komiksu od wydawnictwa Egmont. Czy tytułowy konflikt okazał się tak wciągający, jak mogło się wydawać?
Star Wars. Bitwa o Jakku to składająca się z 12 zeszytów limitowana seria umiejscowiona pomiędzy Powrotem Jedi a Przebudzeniem Mocy. Choć formalnie Imperium upadło wraz ze śmiercią Palpatine’a, część dowódców nie zamierza się poddać. Wykorzystują oni pozostałe siły, aby zapobiec zmianie status quo i powstaniu Nowej Republiki. W galaktyce ponownie wybucha seria konfliktów, która – choć bohaterowie jeszcze o tym nie wiedzą – doprowadzi ich nad orbitę planety Jakku.
Komiks okazał się dla mnie sporym rozczarowaniem. Wynika to przede wszystkim ze sposobu, w jaki ukazano tytułową bitwę. Spodziewałem się bardziej szczegółowego spojrzenia na ten konflikt i tego, że zostanie on rozciągnięty na większą część wydania zbiorczego. Niestety, całość ma miejsce wyłącznie w ostatnim zeszycie i kończy się, zanim na dobre się rozpocznie. Jest to szczególnie frustrujące, ponieważ gołym okiem widać, ile materiału można było tutaj wykorzystać. Zamiast odpowiednio rozbudować niektóre wątki rozgrywające się w trakcie samej bitwy, część z nich zostaje rozwiązana na przestrzeni pojedynczych paneli. Starcie ukazano też zbyt chaotycznie, by można było się w nim dobrze odnaleźć. Przez cały czas trudno określić, gdzie znajdują się poszczególne postacie i co dokładnie robią. Przy konflikcie o takiej skali uważam to za podstawowy problem.
Zobacz również: Mandalorian i Grogu – recenzja filmu. Oddajcie Mando serial!

Większość historii stanowi długą i powolną podbudowę do tego, co ma nadejść. W trakcie fabuły śledzimy znanych z oryginalnej trylogii bohaterów, takich jak Luke czy Leia, ale pojawiają się też nowe postacie. Najważniejszą z nich jest Rynn Zenat, która przez dłuższy czas towarzyszy Luke’owi w jego podróży, gdy ten postanawia na jakiś czas odłączyć się od Republiki. Bardzo przyjemnie śledziło mi się ten duet. Bohaterowie prowadzą ze sobą wiele angażujących dialogów i występuje między nimi ciekawy kontrast. Luke klasycznie dostrzega dobro w każdym i stara się unikać walki, gdy tylko może, natomiast złamana przez wcześniejsze starcie z Imperium Zenat jest znacznie bardziej realistyczna i bezpośrednia.
Najlepszą częścią opowieści okazali się dla mnie antagoniści. Dostajemy cały szereg frakcji działających przeciwko Republice, które są w stanie przez pewien czas współpracować dzięki Ubrikowi Adelhardowi. Wielki Moff nie potrafi pogodzić się z upadkiem potężnej siły, której służył. Jego ambicje i potrzeba osiągnięcia czegoś wielkiego popychają go do dalszej walki z Republiką. Aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, wchodzi on w sojusz z Reyną Oskure, reprezentującą Mrocznych Akolitów. Bohaterowie mają ze sobą ogromną chemię i świetnie wypadają we wspólnych scenach. Ciekawie obserwuje się też ich ciągłe próby wykorzystywania siebie nawzajem dla własnych korzyści. Relacja tej dwójki bardzo dobrze pokazuje mechanizmy, przez które Imperium ostatecznie musiało upaść.
Star Wars. Bitwa o Jakku jest bardzo przeciętnym komiksem. Trudno znaleźć tu coś naprawdę interesującego fabularnie, głównie przez ilość waty w historii. Tytułowa bitwa okazuje się dużym rozczarowaniem i dostajemy jedynie ułamek tego, jak mogła wyglądać. Poza ciekawymi antagonistami nie ma tutaj wielu elementów, które szczególnie zapadłyby mi w pamięć. Jeśli ktoś jest wielkim fanem Star Wars, może po ten tytuł sięgnąć. W przeciwnym razie raczej odradzam. Niczego istotnego się wtedy nie straci.
Fot. główna: Egmont
Plusy
- Antagoniści
Ocena
Minusy
- Ukazanie tytułowego konfliktu
- Powolna fabuła

