Christopher Nolan to jeden z twórców współczesnego kina, którego pomysłowość i wyobraźnia zdaje się nie znać granic. Jak jednak zaczynała się jego filmowa kariera? Otóż od czarno-białego, mikrobudżetowego dreszczowca Following, który właśnie po raz pierwszy trafił na ekrany polskich kin. Czy jest to jedynie amatorski debiut?
Młody pisarz zaczyna śledzić przypadkowych ludzi na ulicach Londynu, traktując ich jako materiał do swoich obserwacji. Niewinna fascynacja szybko przeradza się w niebezpieczną grę, gdy poznaje charyzmatycznego włamywacza Cobba.
Following to debiut zawierający wiele elementów, za które pokochaliśmy późniejszy dorobek reżysera. Biorąc pod uwagę ograniczenia twórcy, wiele zastosowanych rozwiązań zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Na realizację przeznaczono jedynie sześć tysięcy dolarów, choć dziś o niskich kosztach mówi się przy kwotach wynoszących setki tysięcy czy nawet dziesiątki milionów dolarów. Połowę tej kwoty pochłonęła sama szesnastomilimetrowa czarno-biała taśma filmowa. W czasie powstawania dreszczowca, czyli schyłku lat dziewięćdziesiątych, większość filmowców uznawała ją już za nieopłacalną, gdy dużo tańszy i bardziej przystępny był format wideo. Jednak to właśnie zdjęcia sprawiają, że niski budżet nie jest pierwszym, na co zwracamy uwagę. Jedna z osób na sali była przekonana, że to współczesna produkcja celowo stylizowana na kino sprzed lat.
Jak zwykle w przypadku twórczości Nolana, mamy do czynienia z zawiłą i skomplikowaną intrygą, która wraz z kolejnymi przeskokami czasowymi daje nam nowe konteksty fabularne, a ostatecznie wynagradza nasze skupienie błyskotliwymi zwrotami akcji. Od początku mamy wrażenie, że scenariusz został dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Inspiracją dla fabuły stały się obserwacje życia mieszkańców wielkich miast – miejsc, w których nawet przypadkowy kontakt wzrokowy z nieznajomym bywa odbierany jako naruszenie prywatności. Każda nieplanowana rozmowa jest dla nas zaskakująca, a nasze poczucie wspólnoty jako społeczeństwa staje się coraz słabsze. Stąd, na przekór, narracja jest oparta na losach bohatera, który śledzi innych.
Zobacz również: EKS – recenzja spektaklu. Życie to fatalny plan

Główny bohater robi to jednak, jak twierdzi, jedynie dla zabicia czasu, wyłącznie w ciągu dnia i nie zamierza robić nikomu krzywdy. Gdy zostaje nakryty na swoim hobby, nawiązuje współpracę z tajemniczym mężczyzną i zaczyna włamywać się do mieszkań. Robi to, aby móc zobaczyć fragment życia innych. Jeśli ze swoim wspólnikiem postanawia kraść, to wyłącznie osobiste pamiątki. Widzimy, jak przewrotnie nałożenie nawet absurdalnych zasad na niemoralne czyny sprawia, że bohaterów nie prześladuje przesadne poczucie winy.
Bliżej jest filmowi do opowieści o granicach odpowiedzialności niż do dyskusji o prywatności. Już pierwsze sceny thrillera, które pokazują jej naruszenie, wywołują u widza głęboki dyskomfort. Problematyka stanowi też przestrogę przed nadmiernym zaufaniem autorytetom. Zacierające się moralne granice i stylistyka noir, przywodzą skojarzenia z Sokołem maltańskim z Humphreyem Bogartem, a i tutaj nie zabrakło femme fatale. Na tym jednak podobieństwa się kończą, ponieważ pod względem tonu dzieła znacząco się różnią.
Zobacz również: Robin Hood: Koniec legendy – recenzja filmu. Nie okradał bogatych i nie dawał biednym
Seans zachęcił mnie do refleksji, co by było, gdyby Christopher Nolan nadal okazjonalnie tworzył bardziej kameralne, oryginalne kino. Jak sam jednak wyznał, nie zamierza wracać do pracy przy niskich budżetach. W końcu posiada on środki i możliwości, o których wielu twórców może jedynie marzyć, więc chce je w pełni wykorzystać. I co by nie mówić, skala i rozmach jego produkcji zawsze robi ogromne wrażenie.
Choć film był frekwencyjnym rozczarowaniem, zdobył duże uznanie publiczności na festiwalach filmowych i przyczynił się do powstania Memento, które stało się pierwszym komercyjnym sukcesem twórcy. Choć nie ma epickiego rozmachu, do którego przyzwyczaił nas reżyser, Following nie jest wyłącznie ciekawostką dla kinomanów. Pozbawiona klasycznej chronologii, wielowarstwowa narracja sprawia, że dzieło pozostaje wart uwagi, szczególnie przed premierą Odysei, ponieważ już w nim widać charakterystyczny dla Nolana sposób opowiadania historii.
Fot. główna: materiały prasowe (So FILMS)

