Madonna – Confessions II – recenzja albumu

Królowa Popu obchodzi w tym roku 68. urodziny, ale czy zaawansowany wiek powstrzymuje gwiazdę przed wydawaniem nowych piosenek? Madonna wciąż udowadnia, że po niemalże 43 latach od debiutu zasługuje na miano ikony popkultury. Potwierdza to nowym albumem Confessions II.

Już w 2024 roku pojawiły się spekulacje, że amerykańska artystka poszerzy swoją twórczość o kolejne utwory. Zapowiedzią nowego albumu była premiera krótkometrażowego filmu muzycznego Confessions II – The Film, która odbyła się 5 czerwca tego roku. Piosenkarka uznała bowiem tradycyjne teledyski za „tanie” i nieadekwatne do aktualnych czasów.

Zobacz również: Sienna Spiro – Visitor – recenzja albumu. Narodziny gwiazdy?

Forma filmu faktycznie jest niezwykle imponująca – zachwyca zarówno obsadą, jak i kostiumami z domu mody Dolce & Gabbana. Produkcję, którą krytycy oceniają jako gorączkowy sen czy też potężną medytację nad spuścizną ikony muzyki pop, można obejrzeć w serwisie YouTube. Jednak co z najważniejszą częścią albumu, czyli samą muzyką?

Na wstępie warto przypomnieć, że Confessions II to kontynuacja krążka Confessions on a Dance Floor z 2005 roku, który nie tylko zyskał uznanie krytyków, ale również został uhonorowany nagrodą Grammy w kategorii najlepszy album elektroniczny/taneczny. Obie płyty łączy również Stuart Price, producent muzyczny. Pytanie jednak, czy Confessions II wstrząśnie światem popu tak samo, jak album ze słynnym Hung Up?

Zacznijmy zatem od utworu I Feel So Free, który otwiera płytę. Tekst zakorzeniony jest w ideach odnajdywania swojego miejsca na świecie i trudu ufania innym ludziom. To z pewnością piosenka-wyznanie artystki o długim stażu i karierze sięgającej aż lat 80. zeszłego wieku. Hipnotyzujący głos zaprasza nas na parkiet, na którym każdy może być anonimowy w zgiełku tańczących ludzi. I Feel So Free jest właśnie o tej wolności – nie tylko w klubach disco, ale także w życiu.

Zobacz również: Najlepsze albumy 2026 roku

Płynnie przechodzimy do utworu Good For the Soul, prezentującego nam opowieść o wewnętrznej dzikości, którą często ukrywamy przed światłem dziennym. Jednak w blasku reflektorów możemy zrzucić ten ciężar strachu przed oceną innych i pozwolić sobie na radość, także dla samej duszy. Z kolei One Step Away oferuje skoczny beat, mocny bas i przypomnienie, że do wyzwolenia brakuje nam tylko jednego kroku, najlepiej właśnie tanecznego.

Na wyróżnienie z pewnością zasługuje utwór Bring Your Love, w którym występuje gościnnie Sabrina Carpenter. Wpada on w ucho od pierwszych dźwięków, a refren ma potencjał, aby zadomowić się w głowie słuchacza na dłużej. Piosenkę skomponowano w klasycznym popowym stylu, co może zapewnić jej miejsce na liście hitów radiowych, ale jednak niekoniecznie w sercach odbiorców. Bring Your Love kandyduje zatem do kategorii kawałków, które na chwilę zawładną listami przebojów, tylko po to, aby później wywoływać jedynie irytację spowodowaną przesytem.

Zobacz również: Stamtąd – recenzja 4. sezonu. Ewolucja, nie rewolucja

Danceteria jest hołdem dla nowojorskiego klubu, dzięki któremu Madonna rozwinęła skrzydła w latach 80. Piosenkarka wraca do początków swojej kariery. W hipnotyzujący sposób wymienia nazwiska osób, które zdefiniowały jej drogę do miana ikony popu. Madonna niezwykle melodyjnie celebruje swoją przeszłość. Linia basu zaprasza na parkiet, aby – jak sugeruje tytuł – wytańczyć się, najlepiej do białego rana.

madonna
Fot. Występ Madonny na dachu Danceterii

Read My Lips to eksperyment z latynoskim brzmieniem, które trochę wybija z rytmu deep house. Można założyć, że miało to być urozmaicenie albumu, jednak sprawdza się tutaj zasada: co za dużo, to niezdrowo. Chociaż dla fanów blendu popu z muzyką latynoską może okazać się jednym z ulubionych utworów na płycie, uważam piosenkę za zbędną, a nawet nieco niszczącą immersyjny klimat.

Everything to powrót do dyskoteki z nutką robotycznego rytmu. Wielowarstwowość może wydawać się przytłaczająca, jednak finalnie przeradza się w euforyczną kulminację. Podobny jest utwór Love Sensation, który zachęca z jednej strony wpadającym w ucho beatem, a z drugiej strony dziwnością. Z pewnością trudno oderwać od niego myśli.

Zobacz również: Najlepsze seriale 2026 roku

Następnie udajemy się w podróż w mroczne zakątki klubu, którą zapewnia nam Love Without Words. Zauważamy inspirację darkwave’em, aby następnie przejść do utworu Bizarre. Madonna łączy siły z Martinem Garrixem. Holenderski DJ znany jest z chwytliwych riffów i dropów, co zresztą zauważamy w piosence. Bizarre to kolejny kandydat na radiówkę albo kawałek, który królowałby na festiwalach muzycznych.

Potem wracamy do szkoły, gdzie nauczycielem jest sama Madonna. W utworze School ikona nie oszczędza słów i daje fanom lekcję, która opiera się na krytyce powierzchowności relacji opartych na technologii. Słyszymy niepokojące, mroczne i elektryzujące beaty, potęgujące wydźwięk tekstu.

Po życiowej lekcji przechodzimy do piosenki na tyle intymnej, że można nazwać wprost wyznaniem bądź też próbą pogodzenia się ze stratą. Ból opisują nie tylko słowa, ale również balladowe tło muzyczne. Fragile to najlepszy przykład zwierzenia na parkiecie, dzięki któremu łatwiej jest nam pogodzić się z rzeczywistością, uwolnić od przeszłości oraz uporać z żałobą.

Zobacz również: Najlepsze książki 2026 roku

Kolejną spowiedzią Madonny jest utwór My Sins Are My Savior. Nietypowa pochwała wad, popełnianych błędów i potknięć, których akceptacja może być niezbędna, aby osiągnąć spokój. Piosenkarka zapewnia, że to właśnie porażki oraz wyciąganie z nich lekcji odsłonią nam drogę na sam szczyt.

Nieco wolniejsze rytmy oferuje nam Betrayal. Madonna rozkłada na czynniki pierwsze zdradę, a to wyznanie uwalnia ją od dawnych relacji budowanych na kłamstwie. Widać, że końcówka albumu jest zdecydowanie spokojniejsza, czego przykładem może być The Test. W tej części zwierzenia są istotniejsze niż skoczne rytmy i dzika zabawa na parkiecie.

Album kończy L.E.S Girl – nostalgiczna kołysanka i ukłon w stronę początków kariery. Akustyczny utwór uspokaja po dużej dawce tanecznych sekwencji, ale i jest świadectwem burzliwych pierwszych kroków Madonny, która walczyła o swoje miejsce na billboardach, co jej się zresztą udało.

madonna
Fot. Madonna w 1987

Zobacz również: Elle – recenzja serialu. Legalna blondynka jako nastolatka

Madonna serwuje album, który jest podróżą w głąb duszy piosenkarki. Ta wyprawa to z początku nieprzerwana impreza. Płynne przejścia, wpadające w ucho beaty i  hipnotyzujące sekwencje potęgują muzyczną immersję. Królowa Popu stosuje sprawdzone rozwiązania, które, choć mogą wydawać się monotonne, pozwalają uwolnić się od codzienności – nieważne, czy na parkiecie, czy na kuchennej terakocie.

Druga część albumu jest dużo spokojniejsza, ale cięższa w tematyce. Madonna cofa się do przeszłości, aby wyleczyć się z traum i wybaczyć innym oraz samej sobie. Decyduje się na akceptację porażek. Mimo że album ma zapewnić przede wszystkim dobrą zabawę, stanowi również lekcję. Madonna uczy nas, aby nie bać się własnej przeszłości, a raczej ją celebrować, nie zważając na ilość porażek czy żałosnych błędów, które kiedyś popełniliśmy.

Confessions II to zaproszenie na parkiet, który zapewnia nam wolność, anonimowość, ale również przestrzeń do pogodzenia się z nami samymi. To do nas należy jednak decyzja, czy razem z Madonną damy się porwać muzyce. Muzyce zachęcającej, aby nie bać się być innym – czy to na klubowym parkiecie, czy na życiowej scenie.


Fot. Główna: materiały prasowe

Plusy

  • Przemyślany tekst, który angażuje słuchacza
  • Taneczne beaty zapraszające na parkiet

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Niektóre piosenki mogą wydawać się monotonne
Weronika Petelczyc

Entuzjastka oniryzmu Davida Lyncha, Muminków i kina środka. W wolnych chwila nadrabia książkowe klasyki i poszerza kolekcję płyt CD. Najchętniej robiłaby wszystko i nic, filozofowała nad rozlanym kefirem i przewracała główką w rytm jazzu, popijając przy tym herbatę.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze