Deltarune Rozdział 5 – recenzja gry. W cieniu kwiatów

Po dwóch tygodniach niecierpliwego oczekiwania od zapowiedzi podczas Nintedo Direct, ukazał się rozdział piąty długiej przygody, jaką jest Deltarune. 24 czerwca mogliśmy przekonać się, czy produkcja nadal utrzymuje niesamowicie wysoki poziom ustanowiony przez poprzednie części.

Historia Deltarune zaczęła się od powolnego wprowadzania graczy w świat przedstawiony. Rozdział pierwszy służył za swego rodzaju wstęp i tutorial, pokazujący, w jaką stronę produkcja może zmierzać w przyszłości. Rozdział drugi okazał się lepszy praktycznie pod każdym względem. To właśnie w nim najbardziej dawały o sobie znać charakterystyczne poczucie humoru i wyraziste postacie, z których znany jest Toby Fox. Dostaliśmy również początek bardziej niepokojących i tajemniczych wątków, od tamtej pory snujących się pod taflą, jaką jest główna fabuła gry. Rozdziały trzeci i czwarty wywróciły wszystkie spekulacje fanów do góry nogami i poszły w niespodziewanym kierunku. Nie tylko nie zwolniły tempa, ale wręcz wyjątkowo je przyspieszyły, pokazując przeciwników i wydarzenia, których wszyscy spodziewali się dopiero bliżej końca gry. Wielu fanów oczekiwało więc, że rozdział piąty przyniesie równie wiele ważnych momentów i fabularnych zawirowań.

I w tym miejscu twórca po raz kolejny robi coś, czego nikt się nie spodziewał. Podczas gdy fani oczekują kataklizmów i wielkich zwrotów akcji, Toby Fox naciska hamulec i pozwala nam po raz ostatni odbyć spokojniejszą przygodę z ukochanymi przez wielu bohaterami. Po raz kolejny coś, co w każdej innej produkcji brzmiałoby jak przepis na porażkę, amerykański twórca wykonuje w sposób niemal perfekcyjny.

Fabularnie rozdział piąty przypomina pod wieloma względami rozdział drugi. Jest pełen humoru i wyrazistych bohaterów, a jednocześnie delikatnie posuwa główne wątki do przodu. Ponownie będziemy więc wchodzić w rozmaite interakcje z dobrze znanymi postaciami, a także poznawać nowe, nietuzinkowe twarze.

Głębiej zapoznamy się z historią Asgore’a i częściowo dowiemy się, jak znalazł się w obecnym miejscu swojego życia. Rozwód z Toriel, utrata pracy jako komendant policji i problemy finansowe musiały się przecież gdzieś zacząć. Tworząc kolejny Dark World, tym razem w jego domu, zapoznamy się również z jego… kwiatami. Wcześniej wiedzieliśmy już, że zarówno istoty żywe, jak i przedmioty w różny sposób reagują na tajemniczo powstałe światy. W tym rozdziale możemy przekonać się, jak wygląda sytuacja, gdy z Dark Worldem w interakcję wchodzi roślina.

Zobacz również: Star Fox – recenzja gry. Powrót do układu Lylat

Fot. Kadr z gry

Tak jak w poprzednim rozdziale dostaliśmy większy wątek dotyczący Susie, tak tym razem w centrum uwagi znajduje się Ralsei. Możemy zobaczyć, jak samotny książę powoli zaczyna doceniać własną wartość i dbać również o swoje potrzeby. Po raz pierwszy widzimy też, co dzieje się, gdy bohatera zaczynają zjadać zazdrość i lekka niechęć do pewnego kwiecistego towarzysza.

Podobnie jak poprzednie rozdziały, także i ten ma coś do zaoferowania graczom, którzy odważą się zajrzeć głębiej. Pod kolorową powierzchnią skrywa bardzo niepokojące i niekomfortowe wątki dodatkowe, sprawiające, że gra nie pozostanie dla wszystkich jedynie wesołą, bajkową przygodą. Jednym z nich jest z pewnością Weird Route – coś, co fani Undertale mogą skojarzyć z Genocide Route obecnym w poprzedniej grze twórcy.

Fot. Kadr z gry

Gameplay czerpie wszystko, co najlepsze, z poprzednich rozdziałów, wracając do mechanik dobrze już nam znanych. Klasyczne walki, znane graczom jeszcze z Undertale i rozwinięte w Deltarune, nadal potrafią dać wycisk. W starciach zobaczymy jednak również zupełnie nowe sposoby interakcji i obrony przed przeciwnikami. Poza mechanikami z poprzednich rozdziałów, takimi jak lubiane wspinanie, wprowadzone zostają także nowe elementy eksploracji i interakcji ze światem poza walkami. Wywracają one rozgrywkę do góry nogami i oferują graczom coś naprawdę świeżego. Pod względem gameplayu jest to rozdział zdecydowanie najbardziej rozbudowany i pełen niespodzianek.

Graficznie produkcja również osiąga coraz wyższy poziom. Czy gracze tego potrzebują? Pewnie nie do końca, ponieważ miliony zakochały się już w uroczym Undertale, które przecież z imponującej oprawy graficznej nie słynie. Ale czy jest na co narzekać? Absolutnie nie. Pomimo licznych ulepszeń graficznych, cały urok produkcji Toby’ego Foxa pozostaje nietknięty. Klimat nadal jest niesamowity i wciąga w świat bardziej niż wiele fotorealistycznych gier.

Muzyka to oczywiście majstersztyk i nie jest to dla nikogo zaskoczeniem. To właśnie z ponadczasowych ścieżek dźwiękowych najbardziej znany jest Toby Fox, który wciąż, pełen nowych pomysłów i rozwiązań, eksploruje swoje muzyczne możliwości. Lista utworów wypełniona jest nowymi, oryginalnymi kompozycjami, a także kilkoma zmodyfikowanymi wersjami utworów znanych z poprzednich rozdziałów. Przy kilku z nich twórcę wspomógł również Camellia, znany z szybkich, pełnych energii elektronicznych kompozycji. Cały soundtrack doskonale buduje atmosferę i pomaga odczuwać dokładnie te emocje, które powinny towarzyszyć poszczególnym scenom – od nostalgii, przez ekscytację, aż po ciepło i wzruszenie.

Rozdział piąty Deltarune nie jest tym, czego spodziewali się fani, podobnie jak rozdziały trzeci i czwarty. Magia tej gry polega na tym, że z każdym nowym fragmentem historii Toby Fox udowadnia, iż zawsze potrafi nas zaskoczyć. Jak sam wielokrotnie wspominał, pomysł na grę przyszedł mu do głowy wiele lat temu… we śnie. Twórca dokładnie wie, jak ta historia ma wyglądać i jak ma się zakończyć. Nie jest to przypadek, w którym ktoś pisze fabułę „po drodze”, jednocześnie czerpiąc z pomysłów społeczności.

Zobacz również: Yoshi and the Mysterious Book – recenzja gry. Zagubieni między stronami

Fot. Kadr z gry

Deltarune to gra przemyślana, zabawna, pełna easter eggów, kolorowych postaci i niewyjaśnionych tajemnic. Wolniejsze tempo fabularne może jednak nie spodobać się niektórym bardziej niecierpliwym fanom. Rozdział piąty nie posuwa fabuły do przodu w tak gwałtowny sposób, jak robiły to poprzednie części. Pozwala nam za to po raz ostatni przeżyć z bohaterami przygodę lżejszą emocjonalnie, lecz nadal poruszającą i chwytającą za serce. Według twórcy rozdziały szósty i siódmy nie będą już tak wesołe…

Rozdział piąty nie szokuje zawrotnym tempem rozwoju fabuły, ale udowadnia, że Deltarune nie potrzebuje ciągłych zwrotów akcji, aby pozostać jedną z najlepiej napisanych i wykonanych gier ostatnich lat.


Fot. główna: Materiały promocyjne (Toby Fox)

Plusy

  • Świetnie napisane postacie
  • Niesamowita ścieżka dźwiękowa
  • Humor i klimat

Ocena

9.5 / 10

Minusy

  • Mniejszy nacisk na rozwój głównej fabuły niż w rozdziałach 3 i 4.
Miłosz Kycia

Miłośnik gier indie, wychowany na fandomach Undertale i Five Nights at Freddy's, o których wie chyba więcej niż o swoim życiu. Zafascynowany również kinem i poznawaniem nowych nietuzinkowych światów i bohaterów.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze