Kiedy François Mitterrand objął urząd prezydenta Francji w 1981 roku i niemal od razu rozpoczął projekt Grands Projets. Chciał zostać zapamiętany w historii jako twórca architektury Paryża u progu XXI wieku. Jednym z budynków był Grande Arche de la Défense, o którym opowiada film Wielki Łuk w reżyserii Stéphane’a Demoustiera.
Głównym bohaterem filmu Wielki Łuk jest Grande Arche de la Défense, a właściwie jego historia. Budynek obecnie należy do jednego z najbardziej rozpoznawalnych w Paryżu, niemniej jak pokazuje Stéphnae Demoustier droga do jego wybudowania była długa i dość problematyczna. Produkcja francuskiego reżysera nazywana jest odpowiedzią na Brutalistę. Osobiście jest to dla mnie dość krzywdzące porównanie, bo o ile na przepełnionym patosem Brutaliście umierałam z nudów, o tyle Wielki Łuk oglądało mi się całkiem przyjemnie. Niemniej nie będzie to film, do którego kiedykolwiek wrócę.
Zobacz również: Odyseja – recenzja filmu. Boskie widowisko
Aby Grande Arche de la Défense mógł się pojawić na mapie Paryża, musiał znaleźć się architekt, który podejmie się tego wyzwania. I tak właśnie rozpoczyna się film, w którym konkurs na projekt wygrywa niepozorny Duńczyk Otto von Spreckelsen (Claes Bang). Jego portfolio nie należy do zbyt obszernych, bowiem mężczyna ma na swoim koncie swój dom oraz cztery kościoły. Jednak to właśnie jego pomysł przypadł do gustu prezydentowi François Mitterrandowi (Michel Fau). A jak już jesteśmy przy tym temacie to trudno było mi pozbyć się wrażenia, że Wielki Łuk to swojego rodzaju laurka, nie tylko dla architekta i budynku, ale przede wszystkim zawziętego prezydenta.
Jak łatwo się domyślić Otto napotyka wiele trudności. Boleśnie zderza się z francuską biurokracją, którą w filmie reprezentują Jean-Louis Subilon (Xavier Dolan) czy Paul Andreu (Swann Arlaud). Architekt zaczyna się zastanawiać na ile dzieło wciąż jest jego zaprojektowanym tytułowym Wielkim Łukiem, a na ile ulega wpływom i kompromisom. Praca nad Grande Arche de la Défense odbija się również na relacji z ukochaną Liv (Sidse Babett Knudsen). Chociaż w produkcji nie dzieje się za wiele, a sama fabuła nie gna do przodu, to jednak da się wczuć w proponowane przez twórców slow tempo. Historia jest luźno oparta na faktach, ale reżyserowi udało się świetnie oddać klimat i mentalność Francji pod koniec XX wieku.
Zobacz również: Martwe Zło: Ogień – recenzja filmu. Witaj w rodzinie

Wielki Łuk, jak już wspomniałam wcześniej, ogląda się przyjemnie, ale brakuje mi w tym filmie emocji. Rozterki Otto średnio do mnie przemawiały, wszystko wydawało się, aż przesadnie wyważone. Sympatyzowałam z głównym bohaterem, ale nie udało mi się nawiązać z nim więzi. Może to kwestia dość minimalistycznego aktorstwa w wykonaniu Claesa Banga. A może po prostu reżyser stronił od większych emocji, skupiając się przede wszystkim na bryle jaką jest Grande Arche de la Défense.
Stéphane Demoustier stworzył film laurkę, w której oddaje hołd nie tylko architekturze Paryża, ale również nostalgicznie powraca do schyłku jednej epoki, a narodzin drugiej. Wielki Łuk to produkcja, która na pewno przypadnie do gustu miłośnikom kultury francuskiej czy architektury. Historia sama przez się też się broni jako film-ciekawostka, do obejrzenia na raz. Nic więcej się z tego niestety nie wyciągnie.
Fot. główna: kadr z filmu Wielki Łuk

