Charli XCX – Music, Fashion, Film – recenzja albumu. Coś kompletnie innego

Sztuka jest wielowarstwowa i wielodziedzinowa. Każda jej gałąź zasługuje na to, by o niej mówić. Charli XCX na swoim nowym albumie, Music, Fashion, Film oddaje hołd artystom, którzy stworzyli świat sztuki, jaki znamy dziś.

Music, Fashion, Film to album, który przyciąga uwagę już od pierwszej piosenki, choć w przypadku twórczości Charli XCX nie jest to niczym zaskakującym. Po sukcesie Brat artystka postawiła sobie bardzo wysoką poprzeczkę. Jej najnowszy album nie jest jednak nową wersją kultowej płyty, lecz czymś kompletnie innym, a jednocześnie wciąż utrzymanym w charakterystycznym stylu Charli XCX.

Zobacz również: Kinny Zimmer – Road to furia EP – recenzja albumu

Jak sugeruje tytuł albumu, Charli XCX skupiła się na oddaniu hołdu sztuce w trzech dziedzinach. To właśnie ten motyw jest najbardziej widoczny w każdym elemencie wydawnictwa. Zacząć można od samej okładki albumu. Przedstawia ona trzy osoby, które na długo zmieniły świat sztuki. Widzimy na niej Johna Cale’a, legendarnego kompozytora oraz byłego członka The Velvet Underground, Marca Jacobsa, znanego projektanta mody, oraz Martina Scorsese, reżysera takich filmów jak Taksówkarz. Nawiązania nie kończą się jednak na tym. W teledysku do piosenki Camera artystka zdecydowała się na współpracę z Vincentem Casselem. Zagrał on w tak przełomowych filmach jak Czarny łabędź i Nienawiść. W ostatnim utworze na albumie pojawia się również wypowiedź Davida Cronenberga, słynnego reżysera, który przekazuje główne przesłanie albumu: sztuka przetrwa dłużej niż artysta. Cała płyta jest nasycona obecnością nazwisk, które na zawsze pozostaną zapisane w historii swoich dziedzin.

MUSIC, FASHION, FILM - Charli XCX | Muzyka Sklep EMPIK.COM
fot. Atlantic Records

Zobacz również: Blindead 23 – Deuterium – recenzja albumu

Muzyka, czyli dziedzina, którą zajmuje się Charli XCX, również stoi na niesamowicie wysokim poziomie. Oczywiście nie zaskakuje mnie to ani trochę. Jest ona niezwykle kreatywną artystką, która zachwyca niezależnie od projektu, w którym się pojawia. Jest aktywna na scenie muzycznej od nastoletnich lat i widać, że doskonale wie, co może spodobać się masom. Jej muzyka jest nieoczywista, zwłaszcza ze względu na sposób, w jaki bawi się instrumentami, samplami oraz własnym wokalem. Byłam bardzo ciekawa tego, co pojawi się po Brat, ponieważ ta płyta postawiła poprzeczkę niezwykle wysoko. Pozytywnie zaskoczyło mnie również to, że Charli XCX otwarcie mówiła, że nie będzie tworzyć kolejnego Brat. To komentarz, który ważny jest zwłaszcza teraz, gdy obserwujemy nieustanny napływ remake’ów, sequeli i prequeli, o które nikt nie prosił.

Oryginalność zawsze działa na korzyść artysty, a na tym albumie jest jej naprawdę dużo. Każda piosenka ma w sobie coś, co ją wyróżnia. Można tu przywołać Rock Music z ciekawym refrenem czy Card Declined z bardzo interesującą zmianą brzmienia w outro. Przez to trudno mówić o jednym faworycie. Mogłabym wskazać nawet czterech kandydatów. Wspomniane wcześniej Card Declined jest zdecydowanie jednym z utworów, których słucham najczęściej z Music, Fashion, Film. Mimo to bez problemu dorównuje mu Yeah, przede wszystkim dzięki niesamowitej energii przypominającej mi muzykę lat 2000. Najczęściej wracam jednak do piosenki Camera. Jej refren nie wychodzi mi z głowy od pierwszego odsłuchu. Mogę go opisać po prostu jako magiczny. Trudno również nie wspomnieć o teledysku z wcześniej wspomnianym Vincentem Casselem. Poza tym tekst utworu wydaje się bardzo osobisty. Opowiada o życiu przed kamerą i o tym, kim jest się wtedy, gdy nieustannie obserwują cię obcy ludzie. Oczywiście muzycznie utwór również został świetnie wyprodukowany.

Zobacz również: Brat Summer, czyli wakacyjny fenomen Charli XCX

Ogółem muzyka na albumie, a zwłaszcza zabawa Charli XCX nieoczywistymi dźwiękami, na przykład 2007, przypomina mi nieco industrialne brzmienia lat 90. Być może jest to nieco naciągane skojarzenie, ale momentami odnosiłam wrażenie, że dźwięk Charli XCX delikatnie przypominał mi muzykę tworzoną przez Nine Inch Nails na albumie Pretty Hate Machine. Oba albumy są czymś oryginalnym w obrębie industrialnego brzmienia. Uważam to za ogromny atut, zwłaszcza że Pretty Hate Machine jest jednym z moich ulubionych albumów.

Jako fanka mocniejszych brzmień muszę jednak powiedzieć, że na Music, Fashion, Film pojawiają się także niemal typowo popowe piosenki, takie jak SS26, które nie przypadły mi do gustu. Są to jednak utwory trafiające do zdecydowanej większości słuchaczy. W końcu SS26 i Wink Wink są obecnie najczęściej odtwarzanymi utworami z tej płyty.

Zobacz również: Taco Hemingway – 1-800-OŚWIECENIE – recenzja płyty

Charli XCX mogła stworzyć kolejne Brat. Zamiast tego postawiła jednak na coś nowego, innego i równie odważnego co płyta z 2024 roku. W Music, Fashion, Film nawiązania do sztuki wylewają się z każdego zakamarka – od teledysków z udziałem znanych aktorów po samą okładkę albumu z trzema ikonami świata sztuki. Cały album został wyprodukowany znakomicie i trudno wskazać utwory wyraźnie lepsze lub gorsze. Mnie najbardziej wpadła w ucho Camera. Charli XCX ponownie udało się stworzyć coś niezapomnianego, co zdecydowanie zasługuje na pochwałę.


fot. główna: Atlantic Records

Plusy

  • Świetna produkcja muzyczna
  • Odwaga na stworzenie czegoś odmiennego od Brat
  • Wzmianki o nazwiskach, które stworzyły obecny świat sztuki

Ocena

9 / 10

Minusy

  • SS26 i Wink Wink są zbyt zwykłe w porównaniu do reszty piosenek
Aleksandra Gapińska

Aspirujący grafik komputerowy, artystka oraz dziennikarka. Każdą chwilę spędzam na tworzeniu czegoś nowego moimi dłońmi, a przy tym towarzyszy mi muzyka. Nienawidzę ciszy, a najlepiej zagłusza ją mój ulubiony zespół, Radiohead.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze