Hariti – recenzja gry. Pobawmy się w chowanego

Kiedy jakiś czas temu ogrywałem wersję demo Hariti, pochwaliłem klaustrofobiczny klimat produkcji. Pełna wersja również nim kipi i jeszcze lepiej buduje niepokój oraz poczucie bycia nieustannie obserwowanym. Jako osoba, która sporą część życia spędziła w przeróżnych szpitalach i sanatoriach, mam lekki uraz do placówek medycznych. Jak więc można się domyślić, już samo miejsce akcji tytułu przyprawiło mnie o gęsią skórkę.

Fabuła Hariti rozgrywa się bowiem w szpitalu, do którego jako kochająca matka zabieramy córkę w trosce o jej zdrowie. Zestresowana i znudzona dziewczynka proponuje zabawę w chowanego, a kiedy kończymy odliczać, okazuje się, że krajobraz placówki zupełnie się zmienił, a naszej latorośli nigdzie nie widać. Wyruszamy więc na poszukiwania.

Zobacz również: Hariti – Pierwsze wrażenia z rozgrywki. Azjatycki horror z potencjałem

Podobnie jak w demie poruszamy się po lokacji, okazjonalnie wchodząc w interakcje z elementami otoczenia i znajdując przedmioty potrzebne do rozwiązania zagadek środowiskowych. Wciąż pozostaje jednak problem graficznego przedstawienia odbić światła od powierzchni. Błyski wyglądają jak oznaczenia elementów, z którymi możemy wejść w interakcję. Jest to mylące, szczególnie w grze tego typu, gdzie musimy sprawdzać niemal każdy kąt, by mieć pewność, że nie przeoczyliśmy niczego ważnego.

Nieodzownym elementem naszego ekwipunku jest latarka, bez której trudno zauważyć niektóre bardzo subtelne szczegóły. Pełna wersja daje nam jednak do dyspozycji jeszcze kilka innych akcesoriów, takich jak aparat pozwalający wyraźniej dostrzec pewne obrazy czy… dziecko. Tak, wiem, co napisałem. Nic więcej nie powiem, aby nie psuć wrażeń z odkrywania.

Jeśli chodzi o sam element grozy, został poprowadzony dość umiejętnie. Subtelne dźwięki otoczenia, takie jak ciche kapanie wody czy nagłe skrzypnięcie drzwi, potrafią zbudować atmosferę niepokoju. Wszechobecny mrok, rozpraszany jedynie wątłym światłem latarki, także robi swoje, a z czasem tytuł pokazuje nam coraz bardziej groteskowe obrazy. Ściany i podłogi porośnięte dziwnymi, mięsnymi naroślami już budzą dyskomfort, a to przecież jeden z lżejszych widoków.

Zobacz również: THQ Nordic Showcase 2026 – podsumowanie najważniejszych zapowiedzi i zwiastunów

Hariti
Fot. Kadr z gry

Nieco rozczarowująco wypada niestety główna kreatura. Jej wygląd może początkowo szokować, ale szybko powszednieje, a sam model wydaje się sztuczny i plastikowy. To klasyczny przykład sytuacji, w której strach budzi przede wszystkim oczekiwanie i niepewność, kiedy oraz czy straszydło w ogóle się pojawi. Gdy natomiast trafia już na ekran, czar trochę pryska.

Zwłaszcza że twórcy kilkukrotnie wykorzystują wszystkim dobrze znane jumpscare’y, a kiedy się z nimi przesadzi, łatwo uzyskać efekt odwrotny od zamierzonego. Stwór nadal ma swoje momenty, szczególnie gdy musimy się przed nim ukrywać lub szybko uciekać, ale niestety pozostaje jednym ze słabszych elementów tytułu.

Technicznie gra wypada poprawnie, choć trzeba podkreślić, że jest też niezwykle prosta. Warstwa graficzna i jakość modeli nie powalają. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że paleta kolorów jest bardzo ciemna, co pomaga ukryć część niedoskonałości. O mylącym oświetleniu wspominałem już wcześniej, a okazjonalne przeskakiwanie interfejsu z angielskiego na chiński potrafi irytować. Zwróciłem uwagę na ten problem już podczas ogrywania dema i niestety w pełnej wersji nadal występuje.

Ogólnie błędów uniemożliwiających rozgrywkę nie zauważyłem, ale pojawia się kilka mniejszych problemów, które lekko psują ogólne wrażenia.

Zobacz również: Dystopicon – recenzja gry. Czas na telewizję

Hariti
Fot. Kadr z gry

Ostatecznie Hariti to produkcja, której nie można odmówić świetnego budowania klimatu i kilku ciekawych rozwiązań fabularnych. Technicznie mogłoby być lepiej, ale grywałem w znacznie gorsze tytuły. Gra jest też niestety bardzo krótka. Przejście całości spokojnym tempem zajęło mi trochę ponad godzinę.

Tytuł ma swoje plusy, ale raczej nie zostanie w pamięci na długo. W sam raz, żeby zagrać raz, dobrze spędzić czas i zapomnieć.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Outreach. Dziękujemy!
Fot. główna. Materiały promocyjne

Plusy

  • Świetnie budowany klimat grozy
  • Dobra oprawa dźwiękowa
  • Kilka ciekawych rozwiązań fabularnych

Ocena

6.5 / 10

Minusy

  • Mylące oświetlenie
  • Nieco sztampowy potwór i jumpscare’y
  • Gra jest bardzo krótka
Kacper Kołacz

Czytam dużo, nawet sam coś piszę, ale mniej. Gram tyle, na ile ręka pozwoli. Znajomość ze mną grozi wysłuchiwaniem długich monologów o fantasy, komiksach i japońskich serialach o super bohaterach. Mam też parę zalet.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze