Majster Symulator – recenzja gry. Jak zarobić, a się nie narobić

Mam dziwne wrażenie, że w polskim gamingu panuje ostatnio moda na tworzenie klasycznych symulatorów, których akcja rozgrywa się w naszym kraju na przełomie wieków. Majster Symulator jest kolejną produkcją stworzoną na fali tego nurtu. Przekonajmy się więc, co kryje w sobie rodzimy symulator budowlańca.

Fabuła Majster Symulator jest tak polska, jak tylko można sobie wyobrazić. Wcielamy się w młodego chłopaka imieniem Maciej i jedziemy do małej, prawdopodobnie podwarszawskiej miejscowości, aby zobaczyć dom przepisany nam przez ciocię, która na co dzień siedzi w Stanach. Jak łatwo się domyślić, posiadłość popadła w ruinę i stała się miejscem spotkań lokalnych koneserów tanich trunków. Okazujemy gościom gościnność adekwatną do ich prezencji i zachowania, po czym zabieramy się za sprzątanie.

Zobacz również: House Flipper Remastered Collection – recenzja gry

Po lekkim ogarnięciu nowego lokum zdajemy sobie sprawę, że jeśli chcemy doprowadzić je do stanu używalności, będziemy potrzebowali pieniędzy. Dzwonimy więc do cioci, a ona poleca nam zgłosić się do pana Zbyszka, lokalnego speca od budowlanki i remontów. Powołujemy się na bardzo bliską znajomość pana majstra z naszą ciotką i rozpoczynamy karierę w lokalnym biznesie.

Mechanicznie produkcja bardzo przypomina inny znany symulator remontów, a mianowicie House Flipper. Niestety, polska produkcja wypada gorzej w niemal każdym aspekcie. Oba tytuły wykorzystują widok z pierwszej osoby i bardzo podobne mechaniki. Nawet wybór odpowiedniego narzędzia odbywa się za pomocą charakterystycznego koła. To samo w sobie nie jest jeszcze wielkim problemem. W końcu jeśli się wzorować, to na najlepszych.

Problem w tym, że w Majster Symulator niemal wszystko działa topornie i mało intuicyjnie. Choć i tak jest lepiej niż w Auto Fuszerce, gdzie aby wziąć do ręki nowy przedmiot, trzeba było najpierw odłożyć poprzedni.

Grafika również nie powala. Modele są brzydkie i kanciaste, a tekstury z bliska wydają się rozmyte. Możliwe, że był to celowy zabieg mający podkreślić surowość Polski tamtych czasów, jednak moim zdaniem, gra wydana w tym roku powinna prezentować się nieco lepiej.

Zobacz również: Auto Fuszerka – recenzja gry. Kierowniku, to się wyklepie

Majster Symulator
Fot. Kadr z gry

Oprawa dźwiękowa wypada niewiele lepiej. Przez większość czasu towarzyszą nam jedynie dość generyczne dźwięki otoczenia. Podkład muzyczny słyszymy dopiero po włączeniu radia, a i wtedy nie jest on wybitny. Mamy do czynienia z nowymi aranżacjami znanych utworów, głównie disco polo, oraz okazjonalnie z oryginalnymi piosenkami napisanymi na potrzeby gry. W obu przypadkach muzykę najpewniej wygenerowano za pomocą sztucznej inteligencji. To już samo w sobie może skreślić produkcję w oczach wielu graczy.

Dla mnie największym problemem omawianego tytułu jest jednak bardzo prosty i stereotypowy humor. Większość żartów opiera się na znanych schematach i przerysowanym obrazie Polski przełomu wieków. Pan Zbyszek to typowy alkoholik i partacz, który robi wszystko tak, żeby wyszło tanio. To jeszcze rozumiem, w końcu mamy do czynienia z symulatorem polskiego fachowca.

Wiele dowcipów jest jednak niepotrzebnie wulgarnych i zwyczajnie żenujących. I nie chodzi o to, że oczekuję komediowego złota. Lubię prosty humor, ale wszystko ma swoje granice. Zwłaszcza że jest to kolejna gra wydana przez Simplicity Games, która zdaje się bazować na tym samym pomyśle: weźmy znany motyw i doprawmy go odrobiną polskiego sznytu. To ma prawo zadziałać, ale praktycznie trzeci raz z rzędu zaczyna być męczące.

Zobacz również: Assassin’s Creed Black Flag Resynced – recenzja gry. Na taki remake czekałam

Majster Symulator
Fot. Kadr z gry

Implementacja angielskiej wersji językowej sugeruje, że twórcy chcieliby wypłynąć na globalny rynek, ale ja nie widzę tutaj większych szans. Sam tytuł nie wyróżnia się niczym szczególnym, a większość żartów będzie niezrozumiała dla zagranicznego odbiorcy, ponieważ bazuje na polskiej kulturze. Do tego dochodzi jeszcze kwestia samego tłumaczenia.

Konkludując, Majster Symulator jest doskonałym przykładem tego, że robienie tego samego w nieco innym wydaniu nie wystarczy, aby powstało coś dobrego. Gra jest poprawna i da się przy niej spędzić trochę czasu, jednak na rynku znajdziemy znacznie lepsze produkcje tego typu.

Chyba że wystarczy ci aspekt humorystyczny i świetnie bawiłeś się przy Sejm The Game lub Auto Fuszerce. Wtedy może to być tytuł dla ciebie.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z better. gaming agency. Dziękujemy!
Fot. główna. Kolaż z użyciem materiałów promocyjnych (Steam)

Plusy

  • Rozgrywka potrafi być przyjemna

Ocena

3 / 10

Minusy

  • Słaba jakość grafiki
  • Słaba oprawa muzyczna z użyciem AI
  • Zbyt prosty i wulgarny humor
Kacper Kołacz

Czytam dużo, nawet sam coś piszę, ale mniej. Gram tyle, na ile ręka pozwoli. Znajomość ze mną grozi wysłuchiwaniem długich monologów o fantasy, komiksach i japońskich serialach o super bohaterach. Mam też parę zalet.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze