Primal Hunter, tom 1 – recenzja książki. Droga do chwały

Gdzieś w odmętach Internetu obiło mi się o uszy (oczy?), że Primal Hunter to jeden z najpopularniejszych przedstawicieli gatunku litRPG. Teraz zaś, nakładem wydawnictwa Insignis, jego pierwszy tom w końcu ukazał się w Polsce. Sprawdźmy więc, o co tyle szumu.

To miał być kolejny zwyczajny dzień w biurze. Nic nie zapowiadało, że to właśnie dziś wydarzy się coś przerażającego…

Wszechświat osiągnął próg, o którego istnieniu ludzkość nie miała pojęcia. Oto nadszedł czas integracji z ogromnym multiwersum. Pieniądze, stanowiska i dotychczasowe zasady – to wszystko traci na znaczeniu. Tu liczy się tylko siła.

Jake, z pozoru niczym niewyróżniający się pracownik biurowy, trafia do tajemniczego lasu pełnego potworów, pułapek i ludzi, którym coraz trudniej zaufać. Rozpoczyna się gra, ale nie z tych wybaczających błędy. Każde spotkanie może skończyć się śmiercią, a każde podjęte ryzyko może okazać się szansą.

Jake powinien się bać. Powinien szukać drogi ucieczki. Tymczasem odkrywa, że w świecie, którym rządzą przemoc, instynkt i obsesja nieustannego rozwoju, odnajduje się lepiej, niż kiedykolwiek przypuszczał.

Może Jake nie został wrzucony do koszmaru.

Może wreszcie trafił tam, gdzie od zawsze było jego miejsce.

– opis wydawcy

Zobacz również: Świat Przeistoczonych. Bez prawa do błędu – recenzja książki

Primal Hunter, tom 1 to początek rozbudowanej serii litRPG autorstwa duńskiego autora działającego pod pseudonimem Zogarth. W tym tomie śledzimy pierwsze kroki tytułowego Pierwotnego Łowcy, Jake’a Thayne’a, który prosto z korpoświata trafia do tajemniczego Samouczka wraz z grupą swoich współpracowników. Wybrawszy swoje klasy bojowe i otrzymawszy odpowiednie wyposażenie, znajomi zostają wysłani do świata pełnego bestii i… innych porwanych ludzi. Instrukcja jest prosta – przetrwać, dopóki czas na liczniku w interfejsie nie dobiegnie końca. Dla Jake’a samo przeżycie to jednak za mało. Podczas gdy pozostali starają się unikać zagrożenia, on jedyny wychodzi mu naprzeciw. Jake’a nie interesuje bezpieczne miejsce, by przeczekać. Jego interesują łowy.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Insignis)

Pierwsza część Primal Huntera to niezła cegła – ma niespełna 800 stron. Niestety, tempo akcji nieraz trochę zawodzi, przez co czytanie takiego klocka nie idzie zbyt płynnie. Są segmenty, które bardzo wciągają, ale z drugiej strony też i takie, gdzie po prostu przelatywałam całe akapity wzrokiem. Szczególnie rzeczy typu ważenie mikstur po pewnym czasie robiły się nudne. Oczywiście, miło widzieć, iż autor poświęcił czas na szczegółowe zaplanowanie swojego świata przedstawionego, aczkolwiek są takie rzeczy, z których trzeba czasem w tekście zrezygnować w imię płynności lektury. Jako odbiorca książki nie mam ochoty czytać o tym, jak ktoś codziennie robi makijaż krok po kroku i tak samo nie interesuje mnie dokładna receptura na każdą miksturę. Zdecydowanie bardziej zaciekawiłoby mnie posuwanie do przodu fabuły.

Zobacz również: Level Up 1. Re-Start – recenzja książki. Gra w życie

Pominąwszy mulące miejscami tempo akcji, sama w sobie treść książki jest całkiem angażująca. Typowy dla litRPG setting wzbogacono tutaj o sporo elementów mistycznych oraz unikalny (a przynajmniej ja nigdzie indziej go nie widziałam) mechanizm linii krwi, które wyróżniają Primal Huntera na tle innych książek z gatunku. Nie można też narzekać na powtarzalność umiejętności postaci, nawet mimo iż wszyscy należą do tych samych kilku klas. Wymyślony przez Zogartha System rządzący światem przedstawionym całkiem mi się spodobał i ciekawa jestem, co jeszcze ma w zanadrzu.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Insignis)

Z samym głównym bohaterem książki mam niestety większy problem. Moja relacja z Jakiem była dość sinusoidalna podczas czytania. Na początku bardzo mi się on nie spodobał i bałam się, że jeśli on serio taki już zostanie do końca tomu, to będę się męczyła przez całą lekturę. Później, całe szczęście, odseparowano go na trochę od innych ludzi i zrobił się znośniejszy. Pod koniec zaczęłam go nawet w miarę lubić – w końcu zaczął zachowywać się jak względnie sympatyczna osoba, która zrozumiała swoje błędy i się zreflektowała… I wszystko to tylko po to, by w paru ostatnich rozdziałach znowu wrócić do punktu startowego. No cóż…

Zobacz również: Level Up 2. Bohater – recenzja książki. Achievement unlocked

Dużo gorszy od samego Jake’a jest jednak drugi z trzech wiodących w tej historii bohaterów – William. Tego to trudno w ogóle nazwać człowiekiem; chłopak to zwykły psychol, ni mniej, ni więcej. Na koniec miał wprawdzie nagle jakieś przebudzenie iskierki ludzkich uczuć, ale w moich oczach nic go już nie odkupi, niech sobie autor próbuje, ile chce. Akurat kiedy Thayne zaczął wreszcie robić się znośny, do gry dorzucono mi tego gnojka. Tak o, żeby przypadkiem nie czytało mi się za dobrze. Wielkie dzięki, Zogarth. Wielkie dzięki.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Wydawnictwo Insignis)

Jedynym realnie lubialnym bohaterem w całej tej zgrai jest deuteragonista książki, Jacob (tak, Jake i Jacob to dwie różne postacie. Autor podobno nie wiedział, że jedno to skrót od drugiego, kiedy ich tak nazywał). Przynajmniej on jeden posiada jakąkolwiek inteligencję emocjonalną i nie wyzbył się wszystkich prospołecznych emocji, gdy tylko trafił do Samouczka. Szkoda, że nie dostał trochę więcej czasu dla siebie w tym tomie. Jasne, Primal Hunter jest przede wszystkim o tytułowym Pierwotnym Łowcy, czyli Jake’u, ale gdy mam wybierać pomiędzy pozostałą dwójką ważnych postaci, zdecydowanie wolę spędzać czas z Jacobem niż Williamem. Oby w drugim tomie pojawiał się częściej.

Zobacz również: Level Up 3. Próba – recenzja książki. Gra o wszystko

Okładka polskiej wersji tej książki jest taka sama jak za granicą – i dobrze, bo jest naprawdę ładna. Antti Hakosari zna się na swojej robocie, a z tego, co zdążyłam sobie przejrzeć na jego stronie, kolejne tomy będą wyglądały równie atrakcyjnie. Miło widzieć, że ludzie wciąż korzystają z usług profesjonalnych artystów, a nie tylko z tego nieszczęsnego AI. Całość książki prezentuje się porządnie; w środku da się znaleźć drobne potknięcia, typu pogrubienie nie tego fragmentu, co trzeba, ale nic rażącego po oczach.

Primal Hunter, tom 1 nie wciągnął mnie aż tak jak Level Up, ale wciąż jest całkiem interesującą lekturą. Najmocniejszą stronę książki stanowi jej świat przedstawiony, który wygląda na rozbudowany i z pewnością ma jeszcze wiele asów w rękawie. Co prawda mam dość mieszane uczucia wobec głównego bohatera, ale wierzę, iż ma on potencjał, by się poprawić. Odjęłabym tutaj jedynie parę nadmiernie szczegółowych opisów i lania wody, by nieco skrócić oraz skondensować treść. I Williama. Z radością odjęłabym jak najwięcej Williama.


Primal Hunter tom 1 okładka

Autor: Zogarth
Tłumaczenie: Łukasz Czarnecki
Okładka: Antti Hakosari
Wydawca: Insignis
Premiera: 17 czerwca 2026 r.
Oprawa: twarda
Stron: 763
Cena katalogowa: 79,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Insignis. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Insignis)

Plusy

  • Rozbudowany świat przedstawiony z wieloma ciekawymi, oryginalnymi elementami
  • Jacob
  • Bardzo ładna oprawa graficzna

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • William
  • Nadmiernie szczegółowe opisy, które po czasie zaczynają męczyć
Patrycja Grylicka

Fanka Far Cry 5 oraz książek Stephena Kinga. Zna się na wszystkim po trochu i na niczym konkretnie, ale robi, co może, żeby w końcu to zmienić i się trochę ustatkować.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze