Osobiście lubię Reachera i postrzegam ten serial jako jeden z najlepszych w ofercie Amazon Prime. Oczekiwania na czwarty sezon miałem spore, ale niestety, tym razem aż tak dobrze nie jest.
Akcja rozkręca się naprawdę szybko, bo już w pierwszych minutach Reacher jest świadkiem samobójstwa w filadelfijskim metrze. Na policji dowiaduje się, że osobą, która odebrała sobie życie, była Anna Merrick – samotna matka z pozornie zwykłą pracą. Reacher zaczyna przeczuwać, że za tym wszystkim kryje się większy spisek. W śledztwie pomagają mu: Jacob Merrick – brat Anny, Tamara Green – lokalna policjantka oraz Russel Plump – dziennikarz.
Reacher ponownie kupił mnie swoim charakterem, dosłownie wkładając kij w mrowisko. Mógł odejść i wycofać się ze śledztwa, które w ogóle go nie dotyczyło, jednak postanowił pomóc odkryciu prawdy o śmierci Anny Merrick. Tym samym od pierwszego odcinka dostajemy sprawę, w którą związani są agenci federalni oraz byli indonezyjscy żołnierze. Otrzymujemy również typowego macguffina – pendrive i znajdujący się na nim plik, który jest kluczowy dla całej sprawy. Bohaterowie muszą znaleźć pendrive, odkryć jego związek z Anną Merrick oraz zmierzyć się z ludźmi próbującymi zdobyć go za wszelką cenę.
Zobacz również: The Blood of Dawnwalker – recenzja gry. Między człowiekiem a potworem
Historia w pierwszych czterech odcinkach leci iście piorunującym tempem. Reacher na zmianę przesłuchuje i walczy z najemnikami i federalnymi, jednocześnie odtwarzając ostatnie momenty życia Anny. Moje oczy przykuło wiele ciekawie zaaranżowanych scen i kadrów, a także bardzo interesująca historia. Jak zwykle z odcinka na odcinek pojawia się coraz więcej poszlak i postaci, które mogą być zamieszane w całą historię. Pikanterii dodaje również fakt, że Reacher staje się celem służb i nie może zwyczajnie paradować po ulicy. Dostajemy więc wyścig z czasem oraz tajemniczym wrogiem, który może skończyć się na każdy możliwy sposób.
Taka była moja opinia po obejrzeniu pierwszych czterech odcinków. Jednak po całości muszę niestety stwierdzić, że jest to najsłabszy sezon serialu dotychczas. Im dalej w las, tym częściej dostrzegamy, jak bardzo status głównego bohatera sprzyja Reacherowi i pozostałym. Niepilnowany areszt, z którego Reacher wychodzi, po załatwieniu jednego policjanta. Strzelaniny, podczas których kule omijają bohaterów niemalże na milimetry. Znikająca rana u Jacoba i wisienka na torcie – łom, który na zawołanie pojawia się tuż obok, gdy akurat trzeba wyłamać drzwi. I oczywiście, można by było przymknąć oko na dwie czy trzy tego typu zagrywki od twórców. Jednak gdy cały odcinek jest nimi wręcz wypakowany, zainteresowanie historią spada.
Zobacz również: Totalna magia 2 – recenzja. Świat się zmienia, czar siostrzeństwa trwa
Denerwowały mnie również desperackie wręcz próby zbudowania napięcia, podczas których na szali znajdowało się życie naszych głównych bohaterów. Jest kilka momentów, gdzie mają oni przystawiony pistolet do głowy, a strzelcy zamiast od razu nacisnąć na spust, zastygają z nim w miejscu. Jak gdyby myśleli, że jakimś cudem sam wystrzeli. Działania, jakie podejmuje sam Reacher, nie są zresztą lepsze. Taranuje osobówkę, dwa razy większym autem, licząc, że kierowca przeżyje. Ryzykuje przy tym, że osoba, która jest w posiadaniu ważnych informacji, zginie za kółkiem. Na jego szczęście, poszkodowany wychodzi z auta lekko poobijany. Nawet przytomności nie stracił.
Wśród samych postaci jedynie Reacher jest warty uwagi. W tym sezonie były major niestety nie trafił na godnych zainteresowania towarzyszy. Jacoba Merricka jeszcze jakoś broni jego sytuacja. Stracił jedyną rodzinę i pragnie zemścić się na oprawcach Anny. Jednak zarówno Tamara, jak i Russel nie mają w sobie nic interesującego. Jedna strzela i ma jakieś typowe backstory wypalonej policjantki, drugi zaś tylko klepie w komputerze i gdy przestaje być potrzebny, fabuła perfidnie usuwa go na bok. Plot twist w połowie historii ujawnia głównych złych sezonu i tu ponownie bez rewelacji. Choć styl walki tych postaci naprawdę interesuje, charakterem nie mają absolutnie nic do zaprezentowania. Złe postacie, które dosłownie wymawiają najbardziej kliszowe kwestie pod tytułem: „Zrób tyle, by zabić tysiące”.
Zobacz również: Wolę, żeby filmy Marvela były moim guilty pleasure

Finał na szczęście trochę podciąga historię. W końcu Reacher traci przywileje głównego bohatera i naprawdę dostaje do wiwatu. Mamy również satysfakcjonujący koniec i całkiem zwięzłe zakończenie całej historii. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to sezon naszpikowany dziurami w fabule, zbiegami okoliczności i wydarzeniami balansującymi na granicy zdrowego smaku. Dałem się jednak wciągnąć momentami w działania bohaterów i nadal jestem zdania, że czwarty sezon niekoniecznie musi każdego rozczarować. Jest okej, ale nie na tyle dobrze, by klepać twórców po ramieniu.
fot. gł.: kadr z serialu

