Orbitals to nowa gra platformowo-logiczna, której najważniejszą cechę zaznaczyłem już w tytule. Otóż – nie posiada ona trybu dla pojedynczego gracza. Zagrać możemy wyłącznie w parze z drugą osobą, lokalnie, na jednej konsoli, z użyciem split screena lub online, każdy na własnym sprzęcie. Osobiście polecam tę drugą opcję, bo podzielony ekran nie jest zbyt wygodny. Global Friend’s Pass ułatwia znalezienie partnera do rozgrywki, ponieważ wystarczy, że posiadacz gry udostępni ją drugiej osobie i można siadać do zabawy.
Kiedy w końcu znajdziemy kogoś do wspólnej rozgrywki, Orbitals pokazuje, co ma do zaoferowania. I na pewno nie jest to fabuła. Znaczy, jakaś tam jest, ale jak to bywa w tego typu produkcjach, stanowi głównie pretekst do wspólnej zabawy. Jednak z obowiązku o niej wspomnę.
Zobacz również: Piotr Stosiek – wywiad z prezesem zarządu Anaesthetic, twórców gry Unwell
Stacja kosmiczna będąca domem dla wielu ludzi pada ofiarą katastrofy naturalnej o nazwie Storm Wall. Dwoje odkrywców, a prywatnie najlepszych przyjaciół, Maki i Omura, szuka sposobu na uratowanie swojego domu. Standardowy scenariusz, który większość zapewne przeklika.
A może jednak nie. Tytuł ma bowiem coś, co może skutecznie przekonać wielu graczy do oglądania cutscenek. Mowa o pięknej, rysunkowej oprawie graficznej wzorowanej na serialach anime z lat 80-tych, takich jak kultowe Dragon Ball czy Cowboy Bebop. Kreska jest naprawdę ładna i to właśnie ona przyciągnęła moją uwagę do tej produkcji.
Kolejnym plusem stylizowanej grafiki jest to, że pozwala nieco odciążyć podzespoły sprzętu. A jak wszyscy wiemy, każdy oszczędzony megabajt RAM-u na Switchu jest na wagę złota.
Zobacz również: Paweł Waszak – wywiad z dyrektorem Dark Point Games, twórców gry Brightfall

Warto też wspomnieć o warstwie muzycznej. Utwór przewodni o tytule Accelerating Destiny, który słyszymy w openingu, wykonuje japońska artystka Mami Ayukawa, znana między innymi z wykonywania czołówek do seriali animowanych takich jak Mobile Suit Zeta Gundam. Wybór tej wokalistki idealnie pasuje do klimatu recenzowanego tytułu. Poza tym sama piosenka jest moim zdaniem bardzo przyjemna.
Jeśli chodzi o rozgrywkę, mam bardzo mieszane odczucia. Po tytule, przy którym pracował Jakob Lundgren, znany z takich produkcji jak It Takes Two i Split Fiction, spodziewałem się multiplayera na najwyższym poziomie. A co dostałem? To zależy, na co zwrócimy uwagę.
Sam system asymetrycznej kooperacji ma ogromny potencjał i może zapewnić masę zabawy, ale tylko pod warunkiem, że obaj gracze będą się sprawnie komunikować. A z tym bywa różnie, szczególnie podczas rozgrywki przez sieć.
Zobacz również: Halloween: The Game – recenzja gry. Myers potrzebuje trochę balansu

Przed każdym etapem obie postacie muszą wybrać ekwipunek i umiejętności, które poniekąd definiują ich role. Należy więc się dogadać, kto skupi się na wsparciu, a kto na przechodzeniu dalej. Zdarzają się jednak sytuacje, w których jedna strona praktycznie nic nie robi i czeka, aż druga oczyści jej drogę. Jeżeli całą pracę może wykonać jeden z graczy, to z twoją grą kooperacyjną jest coś nie tak.
Warto za to pochwalić trzy podstawowe narzędzia używane w grze. Są to laser, mogący ciąć, topić i aktywować elementy otoczenia, pistolet na wodę, służący głównie do schładzania powierzchni, oraz linka, której zastosowania łatwo się domyślić. To zaledwie trzy gadżety, jednak gra inteligentnie wykorzystuje każdy z nich, dzięki czemu szybko się nie nudzą.
Muszę też wspomnieć o podróży statkiem między lokacjami, która również została zaprojektowana dla dwóch graczy. Jedna osoba pilotuje, podczas gdy druga dba o uzbrojenie i usuwa przeszkody. Działa to bardzo różnie, mnie osobiście raczej denerwowało. Podobnie jak pojawiające się czasem minigry, które moim zdaniem służyły głównie wydłużeniu rozgrywki.
Zobacz również: The Blood of Dawnwalker – recenzja gry. Między człowiekiem a potworem

Trzeba też dać Orbitals plusa za posiadanie polskich napisów. Pomimo że tendencja do dodawania naszego języka do produkcji Nintendo jest wzrostowa, nadal niestety pozostaje to rzadkim luksusem. Dlatego szacunek dla wydawcy, tym razem się postarał.
Podsumowując, Orbitals potrafi zapewnić świetną rozrywkę, ale niestety tylko wtedy, gdy posiadamy partnera do gry, z którym w dodatku dobrze się dogadujemy. Jeśli nie mamy tyle szczęścia, możemy tej gry nigdy nie ukończyć, bo możliwości grania z botem niestety nie ma.
Zobacz również: Order Automatica – recenzja gry. Ile strategii można zmieścić w dziewięciu polach?
Ogromną siłą tej produkcji jest nostalgia, którą budzą piękna szata graficzna i klimatyczna muzyka. Język polski również jest miłym dodatkiem. Trzeba jednak pamiętać o warunkach, które musimy spełnić, by w ogóle móc zagrać. Jeśli jednak uda się znaleźć odpowiedniego partnera, czeka nas sporo dobrej zabawy.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z firmą Nintendo. Dziękujemy!
Fot. główna. Materiały promocyjne (Nintendo)

