Unabomber – recenzja filmu. Jak rodzi się terrorysta?

Historie seryjnych morderców, terrorystów i innych przestępców od lat cieszą się ogromnym zainteresowaniem widzów. Doskonale wie o tym Netflix. Tym razem platforma wzięła na warsztat Teda Kaczynskiego, człowieka odpowiedzialnego za serię zamachów bombowych. Zginęły w nich trzy osoby, a ponad dwadzieścia zostało rannych. Unabomber nie jest jednak typowym true crime skupionym wyłącznie na kolejnych zbrodniach. Film Janusa Metza znacznie bardziej interesuje się tym, jak niezwykle uzdolniony chłopak z czasem stał się jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi w Stanach Zjednoczonych. Warto przypomnieć, że Kaczynski rozpoczął studia na Harvardzie w wieku zaledwie 16 lat.

Historia przedstawiona w filmie Unabomber prowadzona jest na dwóch płaszczyznach czasowych. Z jednej strony obserwujemy młodego Teda podczas studiów na Harvardzie. Bierze tam udział w eksperymentach psychologicznych profesora Henry’ego Murraya. Z drugiej przenosimy się wiele lat później, kiedy FBI próbuje ustalić tożsamość zamachowca. Taki sposób prowadzenia fabuły sprawdza się całkiem dobrze. Zamiast klasycznej biografii od punktu A do punktu B dostajemy dwie historie, które stopniowo zaczynają się ze sobą łączyć. Wiemy przecież, kim ostatecznie stanie się Kaczynski. Dlatego większe znaczenie ma tutaj nie pytanie „co się wydarzy?”, lecz „jak do tego doszło?”.

Zobacz również: Resident Evil – recenzja filmu. Takiej adaptacji potrzebowaliśmy

I właśnie w tym miejscu film robi się najbardziej interesujący, ale też dyskusyjny. Kaczynski rzeczywiście brał udział w eksperymentach prowadzonych przez Murraya. Uczestnicy byli podczas nich poddawani bardzo silnej presji psychicznej. Produkcja wyraźnie sugeruje jednak, że doświadczenia te odegrały ogromną rolę w jego późniejszej przemianie. Problem w tym, że nie da się postawić między tymi wydarzeniami prostego znaku równości. Rozumiem, dlaczego twórcy zdecydowali się na taki zabieg. Film potrzebuje czytelnej osi dramatycznej. Momentami miałem jednak wrażenie, że zbyt mocno próbuje znaleźć jedną odpowiedź na pytanie, na które prawdopodobnie nie ma prostego rozwiązania.

W młodego Teda wciela się Jacob Tremblay, którego możecie kojarzyć przede wszystkim z Pokoju oraz Cudownego chłopaka. Aktora pamiętam głównie właśnie z ról dziecięcych. Dlatego początkowo trochę dziwnie oglądało mi się go w takiej roli. Szybko jednak przestałem na to zwracać uwagę. Tremblay bardzo dobrze pokazuje człowieka inteligentnego, ale wycofanego i mającego wyraźny problem z odnalezieniem się wśród innych. Co ważne, nie próbuje od pierwszych scen grać „przyszłego terrorysty”. Dzięki temu obserwowanie, jak bohater coraz bardziej izoluje się od świata, wypada znacznie naturalniej.

Zobacz również: Hot Spot – przedpremierowa recenzja filmu. Mamy science fiction w domu

Unabomber
Fot. Kadr z filmu

Bardzo dobrze sprawdza się również Russell Crowe jako Henry Murray. Jego bohater jest inteligentny i charyzmatyczny, a jednocześnie potrafi wzbudzać spory dyskomfort. Relacja między nim a młodym Tedem jest dla mnie jednym z najmocniejszych elementów całej produkcji. Chętnie zobaczyłbym jej trochę więcej. Nieco gorzej wypada część skupiona na FBI. Shailene Woodley gra Joanne Miller, postać stworzoną na potrzeby filmu i inspirowaną prawdziwą agentką, Molly Flynn. Sama Woodley wypada dobrze. Prawdziwe śledztwo było jednak na tyle interesujące, że nie jestem przekonany, czy potrzebowało aż takiego fabularyzowania.

Najciekawszy jest zresztą jeden z elementów, którego scenarzyści nie musieli wymyślać. Przełom w śledztwie nastąpił po publikacji manifestu Kaczynskiego. Jego brat, David, zaczął wtedy dostrzegać podobieństwa między tekstem a poglądami i sposobem pisania Teda. To właśnie rodzina odegrała bardzo ważną rolę w doprowadzeniu FBI do właściwego człowieka. Film wykorzystuje ten wątek, choć podporządkowuje go własnej konstrukcji fabularnej. Trochę szkoda, bo w tej historii jest wystarczająco dużo ciekawych wydarzeń. Dałoby się więc obyć bez większego poprawiania rzeczywistości.

Całość trwa około stu minut i tutaj pojawia się kolejny problem. Historia Kaczynskiego obejmuje Harvard, późniejszą karierę naukową, życie w samotnej chacie i rozwój jego poglądów. Dochodzą do tego kilkanaście lat zamachów oraz ogromne śledztwo FBI. Materiału spokojnie wystarczyłoby na miniserial. Film momentami tylko zaznacza kolejne wydarzenia, zamiast pozwolić im odpowiednio wybrzmieć. Mimo to seans ma dobre tempo. Nie zdążyłem się podczas niego znudzić, więc trudno uznać skrócenie tej historii wyłącznie za wadę.

Zobacz również: Obcy – recenzja filmu. Mniej niż zero

Unabomber
Fot. Kadr z filmu

Unabomber nie jest więc dla mnie idealną ekranizacją historii Teda Kaczynskiego. Największy problem mam z próbą zbyt prostego wyjaśnienia jego przemiany. Niepotrzebne wydaje mi się również fabularyzowanie części śledztwa. Nadal jest to jednak ciekawy dramat psychologiczny, któremu bardzo pomagają Jacob Tremblay i Russell Crowe. Najlepiej wypada wtedy, gdy zamiast podsuwać gotowe odpowiedzi, pokazuje stopniowe odcinanie się bohatera od innych ludzi. Widzimy też jego narastający sprzeciw wobec świata, którego coraz bardziej nie akceptował.


Fot. główna. Kadr z filmu

Plusy

  • Dobra gra aktorska głównej obsady
  • Stopniowe pokazanie przemiany Teda

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Pokazanie eksperymentów psychologicznych jako głównego powodu zmiany bohatera
  • Nieco zbyt duże fabularyzowanie wątku śledztwa
  • Momentami zbyt szybkie tempo akcji
Kacper Kołacz

Czytam dużo, nawet sam coś piszę, ale mniej. Gram tyle, na ile ręka pozwoli. Znajomość ze mną grozi wysłuchiwaniem długich monologów o fantasy, komiksach i japońskich serialach o super bohaterach. Mam też parę zalet.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze