Assassin’s Creed: Black Flag – recenzja książki. Lat kilka z młodości Edwarda Kenwaya

Historię Edwarda Kenwaya wielu internautów zna już z uznanej gry Assassin’s Creed IV Black Flag lub jej remake’u – Assassin’s Creed Black Flag Resynced. Teraz zaś można uzupełnić ją sobie o nowe szczegóły dzięki odświeżonemu wydaniu książki Assassin’s Creed Czarna Bandera.

Złota era piractwa. Werbownicy mamią korsarskim rzemiosłem śmiałków w rodzaju Edwarda Kenwaya – opętanych obsesją zdobycia majątku i szacunku otoczenia.

Gdy jego rodzinne gospodarstwo pada ofiarą ataku, Edward podąża za swoim pragnieniem, by zyskać sławę jednego z najniebezpieczniejszych piratów swoich czasów.

Jego drogę znaczą chciwość, ambicje i zdrady. A kiedy na jaw wychodzi spisek grożący zniszczeniem wszystkiego, co drogie jego sercu, w Kenwayu budzi się żądza zemsty.

I tak oto Edward Kenway zostaje wciągnięty w odwieczną walkę asasynów i templariuszy.

– opis wydawcy

Zobacz również: Assassin’s Creed Black Flag Resynced – recenzja gry. Na taki remake czekałam

Assassin’s Creed: Black Flag opowiada historię Edwarda Kenwaya – pirata, który wyruszył na morze w pogoni za złotem, a skończył uwikłany w trwający epoki konflikt Asasynów i Templariuszy. Większość tej historii gracze znają już z AC IV Black Flag lub jego remake’u, jednak tutaj Oliver Bowden dodaje nieco od siebie, zagłębiając się mocniej w rodzinne sprawy Edwarda, jego przeszłość i przemyślenia. Co ważne, książkę można czytać, nawet jeśli nie zna się gier. Jedno zawiera jednak spoilery do drugiego, więc jeśli chce się przyswoić oba, to polecam jednak zacząć od oryginału, a dopiero potem sięgnąć po książkową adaptację.

Całość historii jest, rzecz jasna, dobra – ale niczego innego się nie spodziewałam, znałam przecież fabułę gry. Skupmy się jednak na tym, co autor tutaj dodał. Wątek młodości Kenwaya i jego perypetii związanych najpierw z poznaniem Caroline, a później odejściem i wypłynięciem na morze ładnie wpasował się w tę opowieść. To było też coś, czego nieco brakowało mi w grze – wiedziałam, że Caroline jest ważna, ale zupełnie jej nie znałam, więc nie mogłam się do końca w tę „ważność” wczuć. W książce poświęcono jej wątkowi znacznie więcej czasu i choć wciąż nie jest to dla mnie najbardziej porywający związek świata, to na pewno lepiej widać, że ta relacja przynajmniej jednak jakaś tam była.

Zobacz również: Ziemia słodkiej wieczności – recenzja książki. Pierwsze szkice

Na pewnym etapie ciekawsza niż Caroline staje się jednak relacja Edwarda z jego rodzicami. Państwo Kenwayowie byli hodowcami owiec i zawsze życzyli sobie – oraz synowi – spokojnego, dostatniego życia. Pech chciał, że urodził im się nie grzeczny chłopiec, a zabijaka. Edward, należy przyznać, był niesamowicie nieznośny jako nastolatek. Jego ówczesne hobby to przede wszystkim chlanie, bijatyki i kobieciarstwo. A potem na dodatek jeszcze cały ten mezalians z Caroline, korsarstwo… Każdy kolejny wybryk popychał ich rodzinę coraz dalej i dalej ku rozpadowi, aż wreszcie, zaraz przed wypłynięciem Edwarda, masa osiągnęła punkt krytyczny. Nie ma co owijać w bawełnę – Edward de facto zniszczył swojej rodzinie życie. Cały ten proces, choć bolesny, oddano tutaj naprawdę dobrze i uważam go za jeden z największych plusów książki.

Inną zaletą Assassin’s Creed: Black Flag jest też to, że pierwszoosobowym narratorem całej opowieści jest sam Edward, niejako opowiadający nam o sobie z perspektywy czasu. Kenway dostaje tu więc przestrzeń na konfrontację z samym sobą z młodości, od czasu do czasu wtrącając jakąś refleksję czy dowcip nawiązujący do swojej współczesności. Dzięki temu możemy lepiej poznać go jako osobę. W grze nie mieliśmy dostępu do jego przemyśleń; tutaj jest ich pod dostatkiem. Narracja dobrze oddaje to, jak odczuwałam jego charakter w oryginale, ale dodaje do tego też nutę demonów przeszłości i konfliktów moralnych. Naprawdę dobrze się to czyta, nawet mimo że zazwyczaj nie lubię zapoznawać się dwa razy z tą samą historią.

Zobacz również: Gwiazdozbiór psa – recenzja książki. Czy po końcu świata da się jeszcze naprawdę żyć?

Główna wada tego tytułu to natomiast kiepskie dopracowanie techniczne tekstu. Masa powtórzeń, zdublowana linijka – ogólnie rzecz biorąc rzeczy, które naprawdę wypadałoby przejrzeć przed wypuszczeniem tej samej książki po raz drugi, w nowym wydaniu. Ta edycja kosztuje na premierę dychę więcej niż poprzednia, więc miło by było, gdyby jakościowo też różniła się im plus, a nie tylko miała wlepiony oficjalny plakat remake’u gry na okładkę i finito. W obecnej sytuacji wygląda to tak, że wysiłku przy wydaniu było mniej – bo w tekście najwyraźniej niczego nie zmieniano, a grafika pochodzi od Ubisoftu, nie było potrzeby projektować jej od nowa – a cena wzrosła.

Pomijając kwestie z akapitu powyżej, Assassin’s Creed: Black Flag to naprawdę dobra rozrywka. Spodziewałam się transkryptu gry „kropka w kropkę”, a zamiast tego dostałam zgrabne uzupełnienie uniwersum. Uważam, że warto sięgnąć po tę pozycję, szczególnie jeśli graliście już w Black Flaga i wciąż macie niedosyt.


Assassin's Creed: Black Flag

Autor: Oliver Bowden
Tłumaczenie: Przemysław Bieliński
Okładka: Ubisoft
Wydawca: Insignis
Premiera: 29 lipca 2026 r.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 448
Cena katalogowa: 49,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Insignis. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Insignis)

Plusy

  • Wątek z przeszłości Edwarda
  • Narracja pozwalająca lepiej poznać Kenwaya i jego rozterki

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Kiepskie przygotowanie techniczne tekstu
Patrycja Grylicka

Fanka Far Cry 5 oraz książek Stephena Kinga. Zna się na wszystkim po trochu i na niczym konkretnie, ale robi, co może, żeby w końcu to zmienić i się trochę ustatkować.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze