Zapomniana wyspa – recenzja filmu. Do obejrzenia i do zapomnienia

Nie wiem, czy to znowu będzie moja wina, że naszpikowałem się zwiastunami, ale liczyłem na wzruszającą opowieść o przyjaźni i poszanowaniu wspomnień. W końcu za Zapomnianą wyspę odpowiada praktycznie ten sam zespół, który dał nam Kota w butach: Ostatnie życzenie. I tam wspaniale wplecione zostały rozważania o śmierci i poszanowaniu życia. Więc oczekiwania co do Zapomnianej wyspy miałem wygórowane. I niestety, tylko sposób animacji filmu zasługuje na uznanie. Cała reszta nie trzyma się kupy.

Poznajemy historię dwóch przyjaciółek „do końca życia” – Raissy i Jo. Od małego dziewczyny razem zbierają wspomnienia, pieczętując je przewiązkami na bransoletkach. Marzą również, by odkryć przejście do tytułowej Zapomnianej Wyspy z historii babci Jo. Gdy dziewczyny dorastają, los rzuca im jednak kłodę pod nogi. Raissa musi wyjechać na studia za granicę, zostawiając przy tym związaną z miastem Jo. Ostatnia wspólna noc dziewczyn przeradza się jednak w przygodę, o której od zawsze marzyły. Film Zapomniana Wyspa napisali i wyreżyserowali Joel Crawford i Januel Mercado.

I można powiedzieć słynne „ważne, że dzieciom się spodoba”, co zapewne będzie prawdą. Bo Zapomniana Wyspa ma wszystko, czego potrzeba, by przyciągnąć uwagę współczesnego dziecka – ekspresywne reakcje, chaotyczny i pełen ciągłej akcji obraz, a także bardzo śmiesznych i specyficznych bohaterów. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to bez wątpienia animacja. Pełna kolorów, dynamiczna, z bardzo dobrym stylem. Jest głównym atutem filmu, gdyż sprawia, że przynajmniej dobrze się go ogląda oraz nadaje scenom odpowiedniego klimatu.

Zobacz również: Lalka – recenzja filmu. Tragiczny idealizm

Wnikając jednak głębiej, w oczy rzucają się również bardzo ekspresywne reakcje wszystkich bohaterów. Zainspirowali się nimi najprawdopodobniej z anime i moim zdaniem totalnie przedobrzyli. Bo gdy trzy razy z rzędu obserwowałem, jak Raissa czy Jo dosłownie mają oczy w kształcie serduszek, a na cały ekran prezentują rozmaite, mocno przerysowane miny, od razu skojarzyłem to z teatralnymi, przekoloryzowanymi reakcjami znanymi ze świata Internetu. Na przykład, gdy influencerzy sztucznie śmieją się do kamery, byleby dzieci myślały, że faktycznie dzieje się coś zabawnego. No i tak jak w Internecie, tak tutaj po którymś już razie miałem takich zabiegów serdecznie dość.

Zapomniana Wyspa próbuje też za wszelką cenę utrzymać uwagę dzieci na fabule. Bohaterki, kiedy w końcu trafiają na Zapomnianą Wyspę, same zapominają, co działo się pierwszej spędzonej tam nocy. No i słusznie próbują odtworzyć bieg wydarzeń. Głównie zbierają informacje od innych bohaterów, którzy zaś streszczają je w następujący sposób. Nagła zmiana animacji z 3D na 2D, prężenie muskułów, wielka akcja – wybuchy, impreza, zagrożenie. Ogólnie rzecz ujmując – na ekranie się dzieje. I taką zabawę z narracją łatwo odebrać właśnie jako typowy zwrot do młodszej, przebodźcowanej widowni. Bo mnie to bardzo raziło, jak i osobę, z którą byłem na seansie.

Zobacz również: Toń – recenzja spektaklu. Jak wojna zmienia człowieka

kadr z filmu

Przechodząc dalej, w zwiastunach pokazano nam następującą grupę głównych bohaterów – Raissa, Jo, piesołak Raww i główny złoczyńca Manananggal. Jednak na seansie odkrywamy jeszcze inne postaci. I pierwsza trójka bohaterów jest naprawdę solidnie napisana. Problemy zaczynają się natomiast przy innych. Do Raissy, Jo i Rawwa dołącza się demon, który z natury jest przerośniętym bobasem, oraz egotop z podmorskiej siłowni. Denerwowała mnie ta dwójka, i to bardzo, gdyż ponownie wprowadzono ich zapewne tylko po to, by było głupio i śmiesznie – typowe comic reliefy.

Manananggal jest jeszcze ciekawszym przypadkiem, gdyż… nawet nie jest głównym złoczyńcą. I faktycznie, był to jakiś twist w fabule, ale naprawdę źle wprowadzony. Bo po seansie zastanawiałem się głównie, po co postać tej Manananggal w ogóle wprowadzili. Dowiadujemy się, że skradziono jej wspomnienie, przez co jest zła i żądna krwi. Ale największy cios przychodzi w momencie, kiedy na końcu filmu nie dowiadujemy się nawet, co to było za wspomnienie. Cała historia tej postaci, budowana od początku filmu, została zaprzepaszczona. Od pierwszych minut wiemy, że jest zła, że nie wolno z nią zadzierać. Na przestrzeni fabuły pokazują nam, że straciła istotne dla siebie wspomnienie. A na końcu, gdy finalnie odlatuje już odmieniona, to film zupełnie milczy na ten temat. Jakby wyszła od psychiatry i było już wszystko w porządku. Jest to moim zdaniem, postać zrobiona tylko dla efektu i do plakatów.

Zobacz również: Unabomber – recenzja filmu. Jak rodzi się terrorysta?

Review: Forgotten Island's Animation Outshines Its Odd Accents
kadr z filmu

Oczekiwałem od Zapomnianej Wyspy czegoś więcej niż tylko filmu dla zajęcia uwagi dzieciaków. Owszem, nadal dostajemy tutaj zgrabnie wprowadzoną lekcję o przyjaźni i poszanowaniu wspomnień. Ale tyle rzeczy mogło być zrobione lepiej. Film nadal mógłby być śmieszny, z luźnym podejściem. Jednocześnie wciąż mógłby posiadać dobrze opowiedzianą historię. Dla mnie postacie zapowiadane w zwiastunach w zupełności wystarczyły. Przez zwiastuny myślałem, że to z powodu wyspy ludzie będą tracić tam wspomnienia. Ale rzeczywistość przyniosła o wiele więcej postaci, wątków i niedbalstwa, więc finalnie wszystko wyszło średnio. Film ma wspaniałą animację, sympatyczne główne bohaterki, ale zapewne ja sam zapomnę o Zapomnianej Wyspie w przeciągu dwóch tygodni, bo nie wyciągnąłem niczego dobrego z fabuły. Ale hej, przynajmniej dzieci będą zadowolone.


fot. gł.: kadr z filmu 

Plusy

  • Styl animacji
  • główne bohaterki i Raww
  • dobry pomysł na historię

Ocena

5 / 10

Minusy

  • dopaminowe super kombo... - nieważne co się dzieję, byleby się działo
  • bohaterowie poboczni (nie licząc Rawwa, ale wliczając złoczyńców)
  • źle wykorzystany pomysł na historię - zamiary dobre, wykonanie nie najlepsze
Kornel Lis

Student pierwszego roku z głową wiecznie w chmurach. Oddany fan Marvela oraz miłośnik gatunków fantasy i superhero w każdej postaci. Stara się nadrabiać klasyki, ale jednocześnie pamięta o śledzeniu wszelkich nowości. Gdy jakimś cudem nic nie ogląda, gra w planszówki lub pisze opowiadania

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze