Mała ucieczka – recenzja komiksu. Daleko jeszcze?

Co to za urocze robaczki? Wyglądają na przestraszone… Mała ucieczka niesie prawdę o strachu, inności i relacjach. Choć nie jest komiksem bez wad, potrafi wzruszyć i zainteresować zarówno młodszych, jak i starszych czytelników. 

Mała ucieczka skupia się na historii małej pajęczycy, która w odróżnieniu od pozostałych pająków nie potrafi tkać porządnych sieci. Z tego powodu mama postanawia oddać ją na naukę do groźnego Skarabeusza i jego owadzich podopiecznych – sepleniącej muchy, nieustannie płaczącego trutnia i świecącego do połowy robaczka świętojańskiego. Pewnego dnia mali bohaterowie decydują się wyruszyć w niebezpieczną wędrówkę, by po raz pierwszy zobaczyć prawdziwy świat.

Zobacz również: Kroniki Atlantydy. Wojownik Eoden. Tom 1. – recenzja komiksu

Początek Małej ucieczki jest tak skompresowany, że po pięciu stronach wciąż nie wiedziałam, dlaczego mama pajęczycy nie ma oporów przed oddaniem córki do Skarabeusza i dlaczego żegna ją bezuczuciowymi słowami: „Ja wracam. No to pa!”. Myślę, że pięć stron to zdecydowanie za mało, by zarysować szerszy kontekst sytuacji, relację łączącą obie postacie czy motywację matki, która do końca pozostaje niewyjaśniona. Akcja tak naprawdę klaruje się później, gdy ujawniają się charakterystyczne cechy muchy, trutnia i świetlika, i okazuje się, że każdy z owadów jest na swój sposób wyjątkowy. Tych małych bohaterów łączy jedno – strach przed ciemnością, nieznanym i złowrogim Skarabeuszem…

mała ucieczka
fot. Egmont

Ucieczkę robaków przerywają krótkie epizody właśnie z jego udziałem. Te plansze niewiele jednak wnoszą do fabuły, zatrzymują akcję i zaburzają rytm zwięzłej opowieści. W efekcie niektóre następujące po sobie sceny zdają się całkowicie niepowiązane. Czytelnik traci poczucie płynności lub po prostu irytują go niepotrzebne przerywniki. Oderwany od wcześniejszych wydarzeń wydaje się nawet finał, bo i tu nocną wędrówkę wstrzymuje Skarabeusz. Na następnej stronie jest już dzień, a przygoda pędzi do zakończenia, wzbudzając w odbiorcy nie tylko wrażenie pośpiesznego finału, lecz również współczucie względem zmęczonej pajęczycy. Jednocześnie skłania do refleksji nad własnym życiem, przyjaźniami i przyszłością.

Zobacz również: Smarkula. California Screaming – recenzja komiksu

Chociaż ilustracje przypominają rysunki stworzone podczas lekcji plastyki, muszę przyznać, że taki styl doskonale pasuje do Małej ucieczki. Podobnie jak sama opowieść jest prosty, może trochę niechlujny i kreskówkowy, a przy tym uroczy i niedoskonały jak bohaterowie. Na jeszcze większą pochwałę zasługuje natomiast przemyślana paleta barw, która nadaje poszczególnym segmentom historii odpowiedni klimat. W leśnej osadzie dominują odcienie zieleni i żółci, a u Skarabeusza beże oddają brud wysypiska i panującą tam ponurą, czy wręcz opresyjną atmosferę. W kolejnych planszach królują róż, fiolet, granat i czerń, które najpierw budują niepewność i zmienność zachodu słońca, a następnie aurę poważnej, nocnej wędrówki.

mała ucieczka
fot. Egmont

Mała ucieczka jest bardzo zwięzłą opowieścią, co wydaje się zarówno wadą, jak i zaletą. Komiks bazuje na nadzwyczaj prostym schemacie fabularnym – wędrówce przed siebie, w nieznane. Z jednej strony odbiorca nie musi śledzić kilku rozbudowanych wątków ani skupiać się na nieoczekiwanych zwrotach akcji. Z drugiej strony pojawiają się jednak luki fabularne, jak w przypadku motywacji matki, które delikatnie utrudniają wdrożenie się w przygodę pajęczycy.

Pomimo wspomnianych niedociągnięć historia ma szansę spodobać się czytelnikom z różnych grup wiekowych. Młodszego odbiorcę przyciągną ciekawe losy owadów, nietypowa, skromna kreska oraz słodkie i wyróżniające się postacie. Z kolei ktoś starszy odnajdzie w niej coś więcej. Zwróci uwagę nie tylko na warstwę wizualną i rozrywkę, którą zapewnia lektura, ale przede wszystkim na uniwersalne przesłanie opowieści. Mała ucieczka porusza temat odrębności każdego z nas, naturalności strachu przed nieznanym i przyjaźni nawiązywanej w najmniej oczekiwanym momencie – i właśnie w tym tkwi jej największa siła.

mała ucieczka
fot. Egmont
Scenarzysta: Marzena Sowa
Ilustrator: Dorothee de Monfreid
Tłumacz: Ernest Kacperski
Wydawca: Egmont
Premiera: 23 września 2026
Oprawa: twarda
Stron: 40
Cena katalogowa: 49,99 zł

Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)

Plusy

  • Uniwersalne przesłanie
  • Kolory dominujące w konkretnych segmentach historii
  • Prosta kreska i urocze postacie

Ocena

6.5 / 10

Minusy

  • Zbyt prosty schemat fabularny
  • Drobne luki fabularne, np. niejasne motywacje bohaterów
  • Niepotrzebne epizody z udziałem Skarabeusza
Marta Bławat

Studentka filologii polskiej. Ogląda dużo seriali i czyta jeszcze więcej książek, ale największą miłością darzy muzykę (zwłaszcza polską) i różowe Oshee. Fanka musicali, Lanthimosa i Rafała Wojaczka.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze