Zawsze miałem w sobie coś z łowcy przygód. Marzyłem o odwiedzeniu dzikich lądów, przemierzaniu dziewiczych lasów deszczowych i poszukiwaniu zaginionych świątyń.
Nic dziwnego zatem, że tak sporą uwagę przykuła komiksowa adaptacja powieści Edgara Rice’a Burroughsa We wnętrzu Ziemi. I choć zapowiadała się obiecująco, finalnie… rozczarowuje.
We wnętrzu Ziemi to drugi tom kolekcji komiksowych adaptacji amerykańskiego pisarza Edgara Rice’a Burroughsa. To autor, który przybliżał wizje fantastycznych światów Amerykanom żyjącym w pierwszej połowie XX wieku. Dziś te powieści mogą nie robić aż tak dużego wrażenia jak wówczas. Mimo to książki Burroughsa na dobre wpisały się w kanon światowego dziedzictwa powieści przygodowo-fantastycznych.
Zobacz również: Kroniki Atlantydy. Wojownik Eoden. Tom 1. – recenzja komiksu

We wnętrzu Ziemi rozgrywa się w 1917 roku i opowiada o przygodzie dwóch naukowców – genialnego Abnera i młodego awanturnika Davida. Mężczyźni testują możliwości pojazdu zdolnego przemieszczać się pod ziemią. Niespodziewanie docierają z powrotem na powierzchnię… przynajmniej tak im się zdaje, póki ich oczom nie ukazują się żywe istoty do złudzenia przypominające dinozaury oraz przodków ludzi z epoki kamienia.
Komiks początkowo zapowiadał się naprawdę dobrze. Ciekawe, pełne dynamiki ilustracje i wciągająca fabuła zwiastowały opowieść, która na nowo może stać się hitem wśród miłośników powieści przygodowych. Rysunki potrafią przyciągnąć wzrok, a przedstawiony świat daje nadzieję na fascynującą podróż w nieznane. Niestety, im dalej zagłębiamy się w historię, tym więcej błędów, głupotek fabularnych i niedopowiedzeń zauważamy.
Zacząć należy od bohaterów, których na wstępie nie dane jest nam poznać. Mamy po prostu zaakceptować obecność genialnego naukowca, o którym nie wiemy nic więcej poza tym, że kocha literaturę i jest poliglotą, oraz młodego Davida, który rzadko przejawia cechy świadczące o jego statusie naukowca. Częściej możemy odnieść wrażenie, że to zwykły asystent, który ma wyręczać Abnera. I tak często jest. Za każdym razem, gdy widzimy Abnera, nie robi on nic więcej poza rozmową czy badaniem wszystkiego wokół. Najlepszym przykładem może być sposób, w jaki zachował się na arenie, gdzie on i David powinni walczyć o własne życie. Nieprzypadkowo użyłem słowa „powinni”, bo Abner, widząc nacierającą na niego bestię, zwyczajnie siada na ziemi i informuje Davida, żeby zajął się problemem. Trudno uznać takie zachowanie za przejaw geniuszu czy zaradności, zwłaszcza w sytuacji, w której stawką jest życie. Czy muszę coś więcej dodawać?
Zobacz również: Wiedźmin. Adaptacje opowiadań Andrzeja Sapkowskiego. Ostatnie życzenie – recenzja komiksu. Uważaj, czego sobie życzysz

Inną kwestią wartą uwagi jest sposób przedstawienia przodków ludzi, o którym wspomniałem wcześniej. Przez cały tom czytelnik widzi, że ten świat funkcjonuje inaczej i ma własne zasady. Co za tym idzie, posiada także odrębne pismo i mowę, co dosadnie pokazują chociażby książki, które Abner bada, by zrozumieć historię tego miejsca. Mimo to humanoidalne istoty spotykane przez naszych bohaterów potrafią posługiwać się językiem angielskim i przez cały czas go używają, często wypowiadając nawet skomplikowane sformułowania. Autor stara się to tłumaczyć protoangielskim, ale nigdzie nie widzimy procesu nauki ani po stronie głównych bohaterów, ani humanoidów. Trudno więc zrozumieć, w jaki sposób obie strony tak swobodnie się komunikują, skoro wcześniej podkreślano odmienność tego świata. To drobiazg, który może nie zrujnowałby całej opowieści, gdyby nie fakt, że podważa wiarygodność przedstawionego uniwersum.
Fabuła też niestety nie wypada najlepiej. To prosta, sztampowa wręcz opowieść o ratowaniu damy z opresji. We wnętrzu Ziemi ma kilka fajnych momentów, ale jak na tak obszerną powieść, to bardzo mało. Historia, która początkowo obiecuje odkrywanie nieznanego świata, stopniowo coraz bardziej skupia się na dość przewidywalnym wątku, przez co potencjał całej przygody zostaje w dużej mierze zmarnowany. Największe rozczarowanie pozostawia jednak zakończenie, które w zaledwie kilku kadrach niszczy wszystko to, co komiks zdawał się budować od samego początku. Brakuje tu satysfakcjonującego rozwinięcia i domknięcia wątków, przez co finał sprawia wrażenie pośpiesznego i pozostawia więcej frustracji niż odpowiedzi. A to pozostawia czytelnika nie tylko z rozczarowaniem, ale wręcz ze zdenerwowaniem.
Może to błąd, że nie czytałem oryginalnej powieści z 1922 roku. Gdybym znał pierwowzór, może łaskawiej podszedłbym do komiksowej adaptacji. Niestety, jako komiks We wnętrzu Ziemi zawodzi pod wieloma względami. Ładne rysunki, dynamika i rozbudowany świat nie uratują fabuły, która nie tyle kuleje, co wręcz tarza się po ziemi. Szkoda, bo miałem naprawdę spore oczekiwania wobec tej opowieści.
Scenariusz: Jean David Morvan
Ilustracje: Rafael Ortiz
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Premiera: 12 sierpnia 2026
Oprawa: twarda
Stron: 120
Cena katalogowa: 89,99 zł
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z wykorzystaniem okładki/Wydawnictwo Egmont.


