Śniegu już nigdy nie będzie – recenzja filmu. Między ziemią, a śniegiem

Małgorzata Szumowska to jedna z najbardziej utalentowanych osobistości polskiej kinematografii. Przez lata zdążyła udowodnić swój wielki talent, ale jej filmy dzielą widzów oraz krytyków. Czy to historia o francuskich prostytutkach, księdzu geju, kontaktach z zaświatami lub człowieku bez twarzy – w przypadku Szumowskiej jesteśmy gotowi na piękną reżyserię, bardzo spokojne tempo, liczne metafory, płyny ustrojowe i inne obrzydlistwa. Ale przejdźmy do jej najnowszego dzieła.

W filmie Śniegu już nigdy nie będzie śledzimy losy Żeni – emigranta ze wschodu, który w Polsce zarabia masując ludzi na luksusowym osiedlu Warszawy. Młody, przystojny mężczyzna poza muskularną budową, posiada dłonie, potrafiące czynić cuda. Leczą ciało, ale przede wszystkim duszę i umysł. Poznajemy cztery rodziny – każda ma swoją historię, każdy z bohaterów przeżywa swoją samotność. Żenia jest przez nich traktowany jak prawowity członek rodziny; nie mają przed nim sekretów, wstydu, mogą być przy nim sobą. Bohater słucha, lecz nie ocenia, mówi im to, co chcą usłyszeć, pozwala im poczuć… Coś, tak naprawdę cokolwiek.

Zobacz również: Ciche Miejsce 2 – recenzja filmu. Ale jaja, sequel lepszy od pierwowzoru

Pojawia się pewna piękna intymność w tych relacjach, która nagle przemija, gdy Żenia przechodzi do kolejnego domu. Miłe słowa się powtarzają, a ludzie znowu stają się klientami. I jest coś magicznego w tym sztucznym świecie. Taka piękna historia o bogatych, smutnych ludziach i samotności. Jednak to nie jest taka historia. Żenia nie jest po prostu dobrym masażystą i psychologiem, lecz wysłannikiem niebios, który zszedł na Ziemię, by za pośrednictwem swojej boskiej mocy ocalić ludzi od cierpienia. Śniegu ma już nigdy nie być, a my musimy zrozumieć dlaczego. I ciężko nie mówić tego z pewnym sarkazmem, bo metafizyczne przesłania ukrytego znaczenia filmu będą rzucane nam w twarz z subtelnością Konga w Nowym Jorku.

Zobacz również: Co w duszy gra – recenzja filmu. Nie utoń, szukając oceanu

Mówi się, że scena, która nie rozwija akcji, lub nie uczy nas niczego nowego o bohaterach, nie powinna się znaleźć w filmie. Dlatego Szumowska bombarduje nas metaforami w każdej jednej scenie. Niby otwiera przed nami swoją duszę wrażliwą na ludzkie emocje, aby zaraz się unieść aronofskimi ambicjami. Jeśli czegoś nie zrozumiałeś – nie ważne, lecimy dalej. Jeśli czegoś nie powiązałeś – nie przejmuj się, być może nie ma powiązania. Film Śniegu już nigdy nie będzie na pewno jest piękny, tyle że ciężko się skupić na tym pięknie, gdy musimy doszukiwać się sensu w kolejności, z jaką gasną latarnie na ulicy. Czy to symbolizuje przemijanie w pewien niekontrolowany sposób? Pozostaje wierzyć, że gdyby ta scena nic nie wnosiła do historii, to byśmy jej nie oglądali. Atrakcji jednak jest znacznie więcej. Nasi bohaterowie pod wpływem magicznej mocy Żeni odpływają w jakieś mentalne wycieczki po lesie, Żenia walcząc z własnymi traumami zaczyna przyciągać przedmioty jak magnes, za to dzieci jakoś dziwnie śpiewają, co pewnie jest oczywistym nawiązaniem do czegoś tam, czego pewnie nikt nie zna. No i tak dążymy sobie do końca tej opowieści. Trochę zmieszani, trochę unudzeni, zaczynamy już chyba rozumieć motyw śniegu, przeszliśmy już przez przemiany bohaterów, a film niespodziewanie robi coś naprawdę dziwnego – nie kończy się.

śniegu już nigdy nie będzie

Ostatni rozdział to już prawdziwa jazda bez trzymanki. Poza tym, że jest tu jedna z najbardziej krępujących scen jaką kiedykolwiek widziałem, to wszystko to, co jeszcze mogło być piękne w tym filmie nagle zostaje zniszczone. Po seansie zostaje nam tylko ładna muzyczka i niespodziewany komentarz od reżyserki, który być może po raz kolejny odwróci naszą interpretację o 180 stopni. Zastanawiam się tylko, czy ktoś jeszcze będzie chciał się bawić się w interpretację tego filmu. Czy wśród wielu znaczeń i symboli, to ja nie zauważyłem tych najbardziej oczywistych? Czy na tym placu zabaw każdy powinien znaleźć coś dla siebie i zignorować resztę?

Znacie to uczucie, kiedy ktoś zadaje zagadkę, ale nie macie nawet ochoty nad nią myśleć, bo nie wiecie czy zagadka jest trudna czy po prostu bezsensowna? Osobliwe to kino, tak piękne, a tak głupie. Oglądając filmy Szumowskiej czuję się jak ci bohaterowie, mieszkający w pięknych domach, otoczeni rodziną i przyjaciółmi, których wypełnia tylko pustka. Chcę wierzyć, że jest inaczej, chcę wierzyć, że kiedyś zrozumiem to kino, lub chociaż dostanę je w bardziej przystępnej formie. Póki co trzymam kciuki i czekam na kolejny śnieg.

OCENA: 4/10

Daniel Kurbiel Opublikowane przez:

Uznaje zasadę, że "mniej znaczy więcej". Fan filmów psychologicznych, obyczajowych i horrorów, ale docenia też dobre kino akcji. Zamiast złożonych intryg i szokujących zwrotów akcji, w filmach szuka raczej dobrze napisanych postaci i świadomej reżyserii.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze