Medium – recenzja filmu. Tajska szkoła szamanizmu

Sezon azjatyckiego kina można uznać za otwarty. Po rocznej przerwie do Warszawy wróciło wydarzenie Azjatycka Noc Grozy, jak zawsze odbywające się w okresie Halloween – maraton ten zwiastuje zbliżający się Festiwal Filmowy Pięć Smaków. Tym razem podczas nocnego seansu mogłem zapoznać się między innymi z filmem Medium, który okazał się tytułem niezwykle hipnotyzującym, zwłaszcza ze względu na charakter tak egzotycznych dla nas obrzędów szamańskich. A przy tym to naprawdę fantastycznie trzymający w napięciu horror z szalonym finałem.

Medium, biorąc pod uwagę suche fakty, najmocniej przykuwa uwagę osobą Na Hong-jina, który odpowiada tu za scenariusz (a także jest producentem). Południowokoreański filmowiec w 2016 roku dał nam bowiem fenomenalne dzieło pod tytułem Lament. Kto widział ten film, ten wie, że wątek szamańskich obrzędów miał tam istotne znacznie. Co też ciekawe, Medium pierwotnie powstawało prawdopodobnie właśnie jako prequel do filmu Na Hong-jina, gdzie głównym bohaterem miałby być pojawiający się w Lamencie szaman. Ostatecznie jednak akcję przeniesiono z Korei Południowej do Tajlandii. To oczywiście tylko przysłużyło się nowej produkcji, bo szamanizm w północno-wschodniej Tajlandii jest nadal silnie zakorzeniony – co można bardzo szybko zauważyć podczas seansu Medium. Jeśli zaś chodzi o reżyserię, to pałeczkę przejął tu tajski reżyser Banjong Pisanthanakun, odpowiedzialny wcześniej miedzy innymi za głośne również na zachodzie Shutter – Widmo.

Zobacz również: Azjatycki Festiwal Filmowy Pięć Smaków od 17 listopada w całej Polsce. Co w programie?

Medium to przede wszystkim film nieoczywisty pod względem formy, bo mamy tu do czynienia z mockumentem oraz found footage – z początku film jest stylizowany na dokument, a w późniejszej fazie mocnie czerpie z found footage, gdzie wykorzystuje się „odnalezione” materiały. I choć mockument nie wydaje się już dziś najświeższym pomysłem, to Pisanthanakun wykorzystuję ten format perfekcyjnie. Historia zaś opowiada o ekipie filmowej, która udaje się do Isan, północnego regionu w Tajlandii, aby zrealizować materiał o ostatniej potomkini z szamańskiego rodu, Nim. Kobieta ta jest uważana za medium wybrane i opętanie przez boginię Ba Yan. Rytuał opętania przez boginię jest w tym regionie doskonale znany, a osoba doświadczająca tego zaszczytu staje się ważną częścią tamtejszej społeczności. Nim jest szamanką, do której zwracają się ludzie z duchowymi problemami. Jak sama mówi, nie wyleczy cielesnych chorób – „jeśli masz raka, to lepiej idź do lekarza”.

Zobacz również: Poroże – recenzja filmu. Był potworek, nie było filmu

Fot. Medium

Materiał o szamance Nim szybko przeradza się w śledztwo na temat nietypowego zachowania jej siostrzenicy Mink, która prawdopodobnie również została wybrana przez Ba Yan. Dziewczyna ma te same niepokojące symptomy, co lata temu jej ciotka Nim oraz jej matka Noi, która odmówiła wtedy przyjęcia bogini i przeszła na chrześcijaństwo. Mink jednak zaczyna się zachowywać w coraz bardziej przerażający sposób, więc nie wszyscy są przekonani – na czele z Nim – że to zasługa Ba Yan. Na koniec filmu dochodzi do wielkiego rytuału, który ma rozwiązać problem opętania, ale – tak samo jak Medium – nie wszystko się udaje. Tutaj jednak obrót wydarzeń przybiera o wiele bardziej makabryczny kierunek, a ostatnie sceny to już perfekcyjne wykorzystanie found footage, dzięki czemu dostajemy mrożący krew żyłach finał świetnie łączący elementy tamtejszego folkloru z już lepiej znanymi nam motywami opętania – fantastyczny hołd dla klasyków.

Fot. Medium

W Medium z bohaterów i odkrywających ich aktorów trzeba wyróżnić Nim (Sawanee Utoomma). Kobieta bardzo szybko zaskarbia sobie naszą sympatię. Nim nie jest bowiem ekscentryczną szamanką, jak mogą sobie ją wyobrażać ludzie z zewnątrz, ale dość skromną osobą okazjonalnie wykorzystującą swoje umiejętności do rozwiązywania problemów innych. Zdecydowanie na największe uznanie w filmie zasługuje jednak Narilya Gulmongkolpech odgrywającą opętana Mink. Jej przemiana w trakcie filmu robi ogromne wrażenie. Nie mówię tylko o świetnej charakteryzacji, ale też o zmianach w zachowaniu – na początku ułożona dziewczyna, przechodzi przez różne obsceniczne sceny, by ostatecznie zyskać wręcz zdziczałą naturę. Cały jej występ tylko uwiarygodnia drastyczne sceny, których jesteśmy światkami.

Zobacz również: Tharlo – recenzja filmu. Nie wszystko złoto, co się świeci

Medium w reżyserii Banjong Pisanthanakun to świetnie zrealizowany film w fantastyczny sposób wykorzystujący elementy folkloru z egzotycznych dla nas regionów Tajlandii. Choć nie jestem fanem udawanych dokumentów czy też trzęsącej się kamery, tak tu chylę czoła przed reżyserem za fenomenalne wykorzystanie formatu. W Medium szamańskie rytuały robią jeszcze większe wrażenie niż w Medium spod ręki Na Hong-jina, a przerażający finał szokuje i trzyma w napięciu do samego końca – niepowtarzalna atmosfera.

Film Medium można będzie obejrzeć również podczas 15. Azjatyckiego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków, który rozpoczyna się już 17 listopada. Bilety do kupienia na stronie piecsmakow.pl

Plusy

  • Świetne wykorzystanie tajskiego folkloru
  • Postacie Nim i Mink
  • Fantastycznie zrealizowany finał

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Mockument i found footage nie są już najświeższym pomysłem
Mateusz Chrzczonowski

Nie zna się, ale czasem się wypowie. Najczęściej na tematy gamingowe, bo na graniu i czytaniu o grach spędził większość życia. Nie ukrywa zboczenia w kierunku wszystkiego, co pochodzi w Kraju Kwitnącej Wiśni czy też niezdrowego zauroczenia kinem z różnych zakątków Azji.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze