Strażnicy Galaktyki, tom 1 – recenzja komiksu

Zastanawialiście się kiedyś co by było, gdyby Thor został koniem, Groot mógł mówić, a między bohaterami z kosmosu wybuchłoby coś, co można by określić jako kolejną wojnę domową, tylko w odróżnieniu od pierwszej i drugiej jest zabawna i się nie dłuży?

Z odpowiedzią spieszą nam Marvel Fresh oraz Strażnicy Galaktyki. A ja już spieszę z wyjaśnieniem o co w tym komiksie chodzi wszystkim tym, co mieli wystarczająco rozumu i godności człowieka, aby ominąć nową sagę Infinity.

Historia dzieje się świeżo po evencie Wojny nieskończoności. Odliczanie. Nie wdając się zbytnio w spojlery chodzi o to, że Gamorze odwaliło. Zabiła Petera tak bardzo jak tylko w komiksach popularną postać zabić można, czyli po prostu lekko go dźgnęła, a on się obraził. Strażnicy galaktyki się rozpadli, a Groot nauczył się mówić.

Zobacz również: Nieśmiertelny Hulk, tom 1 – recenzja komiksu. Marvel Fresh w natarciu

Skoro wstęp mamy za sobą to możemy przejść do kolejnej serii z Marvel Fresh. Mowa oczywiście o Strażnikach galaktyki pisanych przez Donnego Catesa, którego możemy kojarzyć z chociażby fenomenalnego Venoma. A ilustrowany przez Geoffa Shawa, który razem z Catesem pracował już wcześniej przy między innymi Thanosie.

Foto. Kadr z komiksu Strażnicy Galaktyki ostatnie wyzwanie.

Graficznie komiks nie zawodzi, ani też w sumie nie robi szału. Ot, dość typowa dla większości współczesnych komiksów oprawa. Mimo przeciętności grafiki na wyróżnienie według mnie zasługują okładki, które są naprawdę fajnie zaprojektowane i momentami jeszcze lepiej narysowane.

Ale wracając do wątku fabularnego, jak już mówiłem odpowiada za nią Donny Cates i to powinno w sumie zamknąć temat. Ale recenzja nie może być tak krótka, więc już spieszę z wyjaśnieniem dlaczego mi się podoba. Jak już mówiłem, historia pierwszego tomu kontynuuje wątki strażników rozpoczęte w Infinity Countdown.

Zobacz również: Poradnik Zabójców Wampirów Klubu Książki Z Południa – recenzja całkiem przydatnego poradnika

Drużyna strażników się rozsypała, na pokładzie statku, który teraz nawiązuje do pewnej aktorki, która współdzieli nazwisko z najbardziej znanym Novą, zostali tylko Peter i Groot. Na bardzo duży plus wypada pokazane nam rozsypanie się Star-Lorda i próba pokazania żalu i gniewu naszego bohatera. Wszystko przeplata się ze cynicznymi i nieraz wulgarnymi docinkami gadającego Groota, który… Jest najlepszą częścią komiksu, a kadr, na którym krzyczy w stronę Franka Castle „J***ł Cię Red Skull!” jest najlepszym kadrem jaki w tym roku widziałem.

Motywem przewodnim fabuły jest oczywiście Thanos. Po jego śmierci w jednym miejscu zebrali się wszyscy kosmiczni bohaterowie, wśród których znajdują się Silver Surfer, Gladiator czy też Beta Ray Bill – To ten Thor, z którym według mitologii Nordyckiej Loki miał bardzo bliskie stosunki. Jak się okazało podczas odczytania ostatniej woli Szalonego Tytana, ten przeniósł swoją świadomość do ciała jednego z bohaterów, aby ponownie wrócić do życia. Z wiadomych względów podejrzenia padają na Gamorę, za którą rusza w pogoń każdy kosmiczny heros.

Foto. Kadr z komiksu Strażnicy Galaktyki ostatnie wyzwanie.

Szybko jednak się podzielili, bo nie każdy chciał ją zabijać i tak oto dostaliśmy wojnę domową w kosmosie, która od poprzedniej wojny bohaterów różni się tym… Że jest ciekawa i nie miałem ochoty wydłubać sobie oczu.

Zobacz również: Inscryption – Recenzja gry. Geniusz gatunkowej żonglerki

Sam wątek konfliktu czyta się całkiem dobrze, chociaż nie jest on eksplorowany zbyt głęboko jak chociażby w pierwszej wojnie domowej Marvela. A momentami nawet da się wyczuć, że akcja leci przed siebie byleby szybko przywrócić pierwotny status drużynie strażników i nietrudno jest czuć spory niedosyt. Wszystko przez to, że pędząca szybko fabuła nie daje wiele czasu na głębszą eksplorację relacji między postaciami.

Mimo to sam komiks czyta się naprawdę dobrze ze względu na chociażby humor czy dobrze napisaną akcję. Dzięki czemu Strażnicy Galaktyki to kolejny tom z bardzo dobrej serii Marvel Fresh. I śmiało można go śmiało polecić każdemu fanowi drużyny kosmicznych banitów.

Plusy

  • Dobrze napisana akcja, która się nie dłuży
  • Fajne okładki
  • Wulgarny i pyskaty Groot

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Akcja momentami pędzi zbyt szybko i traktuje pewne wątki po macoszemu
  • Bez znajomości eventu Wojna nieskończoności. Odliczanie można się nieźle pogubić
Piotr Płażewski

Powiedz mi co lubisz, a ja Ci powiem czemu nie masz gustu.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze