Pies – recenzja filmu. Ale to miała być komedia, halo…

Wiecie dlaczego wybrałem się na film Pies poza oczywistym powodem, jakim jest miłość do Channinga Tatuma?

Bo Pies, proszę państwa, miał być stricte komedią. Co jest w tym dziwnego, zapytacie? A no to, że dzisiaj się nie tworzy już takich czystych komedii. Jedyne co mi się kojarzy z tego gatunku w ostatnich latach to Wieczór Gier Praktykant. Cała reszta musi mieć jakieś zabarwienie – najczęściej romantyczne lub kryminalne – albo okazać się niewartym uwagi gniotem. I choć podczas seansu najnowszego filmu z Magic Mikiem uśmiałem się przednie, to był też moment czy dwa, w których, no, mocno wstrzymywałem łzy.

Zobacz również: Uncharted – recenzja filmu. Można stworzyć dobry film na podstawie gry? No można!

Nasz bohater, którego imienia absolutnie nie pamiętam, jest byłym wojskowym, zwolnionym ze służby ze względu na uraz głowy. Nie zapowiada się jak materiał na komedię, co? Po kilku latach usilnych starań (i równie usilnych odmów), w końcu dostaje szanse na powrót do woja. Musi jednak podjąć się pewnej misji, zleconej mu przez dowódcę jednostki. Misji zawiezienia psa swojego zmarłego kompana na ów denata pogrzeb – a zadanie to nie będzie łatwe, bo zwierzak ma ogromny temperament.

Po pierwsze, Pies to bardzo udana komedia. Doceniam gagi i żarty, które są naturalne, pomysłowe i nie opierają się na wulgaryzmach. Bo umówmy się – dowcip typu hehe, dupa cycki gówno seks, hehe – nie jest  humorem najwyższych lotów. A tu zarówno Tatum solo jak i w duecie ze swoim czworonogim kompanem, zapewniają widzowi masę zabawnych sytuacji. I choć wiedziałem, że Channing ma talent komediowy, nie sądziłem, że ma również na tyle charyzmy, by pociągnąć cały film na swoich barkach. Jego monologi wypowiadane w kierunku partnerującego mu pieska przyciągają uwagę widza, nie nudzą i co najważniejsze – śmieszą. Tatum odwalił kawał dobrej roboty, bo wbrew pozorom to nie było tak oczywiste i proste zadanie, a zagrało wszystko – i mimika i tonacja i timing.

Zobacz również: CODA – recenzja filmu. Dobry, dobry, ale żeby od razu nominacja do Oscara…?

Po drugie, do czego zresztą odnosi się tytuł tej recenzji. Pod płaszczykiem komedii, bardzo udanej jak wspomniałem, został przemycony wątek dramatyczny – radzenia sobie z traumą. I to jest w tym filmie ciekawe, bo choć wątek ten nie jest za bardzo uwypuklony, to znaczy nie nazwałbym filmem komediodramatem, bo wciąż przez większość czasu na pierwszym planie postawiono na humor, a wspomniany wątek gdzieś tam jest obecny w tle, to podoba mi się subtelność, pewna wrażliwość, z jaką został zrobiony. Już od pierwszych scen filmu dostajemy jasne wskazówki, że choć nasz bohater twierdzi, że mu nic nie jest – zdecydowanie coś mu jest.

I może pachnie tu trochę kliszą, bo oczywiście można się domyślić mniej więcej przebiegu zdarzeń – on i ten pies na początku się ze sobą nie dogadują, potem zaczynają się do siebie zbliżać i tak dalej – bardzo, ale to bardzo spodobało mi się poprowadzenie tej relacji. Bo, jak niektórzy mogą nie być świadomi, zwierzęta też czują, też mają emocje i też mogą mieć traumy. Poczytałem sobie opinie ludzi na temat Psa i dużo osób zarzuca filmowi zbytnie spłycenie tematu, potraktowanie wątku PTSD po macoszemu. Ja wręcz przeciwnie – ten wątek jest obecny od pierwszych minut filmu, tylko my nie jesteśmy zawsze tego świadom. I z traumą jest dokładnie tak samo. Ona może towarzyszyć człowiekowi przez wiele lat, a on nawet może nie wiedzieć, że jest, dopóki nie nastąpi jakieś wydarzenie w jego życiu, które mu to uświadomi. To bardzo przystępna lekcja na temat stresu pourazowego i radzeniu sobie ze swoimi problemami.

Czy Pies będzie kolejnym klasykiem po K-9 o relacji trudnego w obyciu człowieka z trudnym w obyciu psem? Tak dalekosiężnych wniosków bym nie wyciągał, ale jest to niewątpliwie miła niespodzianka, do której na pewno chętnie wrócę, gdy będę miał ochotę na lekki, przyjemny, a nader wszystko wartościowy film.

Plusy

  • Przyjemny seans, który zapewni sporo śmiechu, ale również i trochę smutku i refleksji
  • Chaning jest naprawdę dobrym aktorem komediowym

Ocena

8.5 / 10

Minusy

  • Są klisze, są, trudno żeby nie było
Krzysztof Wdowik

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze