Paula Roma – Cholerne pragnienie – recenzja płyty

Pierwszy raz słuchając najnowszej płyty Pauli Roma, nie miałem pojęcia z czym będę miał styczność. Wcześniej nieznana mi artystka wydała niedawno swój pierwszy długogrający album i trafiłem na nią tak na prawdę przez przypadek. Jakie ja miałem cholerne szczęście !

Cholerne pragnienie, bo tak brzmi tytuł albumu, jest przedłużeniem muzycznej twórczości artystki po dobrze przyjętej przez recenzentów EP-ce „Cześć tu Paula Roma”, a zarazem debiutem artystki w dłuższej formie. Piosenkarka może być kojarzona z programu The Voice of Poland, dokładniej z jej 4 edycji. Paulina Romaniuk po udziale w programie szukała swojej tożsamości, aż wróciła jako Paula Roma i od tego czasu artystka pokazuje, że ma na siebie dokładny pomysł i sukcesywnie go realizuje.

Zobacz również: Muzyczny radar premier #2

Dowodem tego jest właśnie najnowszy album.  Jak tłumaczy piosenkarka pomysł płyty wziął się od zdania w książce kucharskiej „nie ma dobrego gotowania, bez wielkiego apetytu”. To zdanie na tyle wryło się w świadomość wokalistki, że do limitowanej wersji albumu dołączyła cookbook swojego autorstwa. Trzydziestominutowa przygoda z muzyką Pauli jest swoistą wycieczką po emocjach i spektrum ich odczuwania. Wokalistka mówi tu o swoich uczuciach z niezwykłą dojrzałością i otwartością. Problemem w odbiorze dla niektórych może być za dużo „JA” w piosenkach. Spotykałem się z komentarzami, że płyta jest wręcz egoistyczna. Nie zgadzam się z tym. Dla mnie to tylko dowód jak osobista jest to płyta i dzięki temu łatwiej jest się utożsamić z autorem.

Zobacz również: Pezet – Muzyka Komercyjna – recenzja 

Koncept płyty jednak nie byłby taki dobry, gdyby nie współpraca z cenionym Jurkiem Zagórskim, laureatem sześciu Fryderyków. Dzięki temu duetowi mamy możliwość wybrać się na emocjonalną wycieczkę z bluesem, soulem i popem w tle. Mamy tu do czynienia z hipnotyzującym mixem, który sprawia, że nawet nie zauważymy, kiedy już jesteśmy na ostatnim kawałku.

fot. Marta Surovy

Jedynym czego można się przyczepić to fakt, że gdzieś już coś podobnego można było usłyszeć. Album i melodie, które się na nim pojawiają, do złudzenia przypominają ostatnią twórczość Natalii Przybysz. Ba, nawet przy pierwszej piosence myślałem, czy przypadkiem właśnie Natalia nie śpiewa, bo mają nawet podobne głosy. Oczywiście nie przeszkadza to w odbiorze płyty ani tym bardziej nie wpływa na jakość piosenek. Jedynie może to być problem późniejszy w dalszej twórczości artystki.

Zobacz również: Kid Cudi – Entergalactic – recenzja płyty

Mógłbym każdą z piosenek osobno oceniać, lecz myślę, że jest to bezcelowe. Album w całej swej okazałości prezentuje naprawdę wysoki poziom. Oczywiście znajdziemy piosenki, które wychodzą przed szereg. Do moich ulubionych należą między innymi:  Przez przypadki w duecie z Rosalie, Miłość to początek oraz dużo szybsze od reszty Cześć, tu Złość. Najnowsza płyta Pauli Roma zostawia w moim sercu porządny ślad i nie mogę się doczekać następnej płyty!

Plusy

  • Świetny mix gatunkowy
  • Udany balans na granicy egoizmu a otwartości
  • Jak mówić o emocjach to tylko tak

Ocena

9 / 10

Minusy

  • Gdzieś już to słyszałem
Krystian Błazikowski

Cichy wielbiciel popkultury. Pisanie zawsze było cichym marzeniem, które mogę zacząć spełniać. Na co dzień wielki fan Marvela, fantasy oraz horroru. Całość miłości do filmu domyka kino azjatyckie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze